Biznes: precz z aresztami wydobywczymi

JK
opublikowano: 2010-03-26 00:00

Niech prokuratura nie angażuje się w spory firm ze skarbówką — taki apel płynie z ust przedsiębiorców.

Niech prokuratura nie angażuje się w spory firm ze skarbówką — taki apel płynie z ust przedsiębiorców.

W 2003 r. krakowscy biznesmeni Lech Jeziorny i Paweł Rey trafiają do aresztu na dziewięć miesięcy. Prokuratura zarzuciła im wielomilionowe malwersacje, pranie brudnych pieniędzy, udział w zorganizowanej grupie przestępczej i działanie na szkodę własnych spółek. Zarzuty dotyczyły rzekomych nieprawidłowości przy prywatyzacji Zakładów Mięsnych w Krakowie oraz Towarzystwa Inwestycyjnego Safri. Na firmy aresztowanych spadły wysokie domiary podatkowe. W 2008 r. NSA uchylił decyzje podatkowe i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez UKS. Prokuratura umorzyła śledztwo.

— Po siedmiu latach od naszego bezpodstawnego aresztowania "zasłużeni" prokuratorzy i skarbowcy nadal robią błyskotliwe kariery — mówi Lech Jeziorny.

Od 2003 do 2006 r. w firmie Andrzeja Długosza Cross Media trwała kontrola skarbowa. Nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości. Mimo to Andrzej Długosz w 2005 r. trafił za kratki na trzy miesiące. W 2006 r. prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia.

— Oskarżenie zbudowano głównie na zeznaniach współ- oskarżonego Jacka B. Sprawa jest przekazywana między sądami. Do dziś nie wyznaczono pierwszego terminu rozprawy. Nie mogę doprosić się o sprawiedliwość — mówi Andrzej Długosz.

Te przypadki to wierzchołek góry lodowej.

— W podobnej sytuacji znalazły się tysiące przedsiębiorców, których okrzyknięto kryminalistami i aresztowano w świetle kamer. Przez wiele lat państwo nie daje im szansy na oczyszczenie z zarzutów i normalne funkcjonowanie. Tak dalej być nie może — komentuje Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.

Organizacja zamierza interweniować u polityków.

— Zwrócimy się do szefów wszystkich klubów sejmowych o takie zapisy ustawowe, które uniemożliwią kryminalizację spraw skarbowych oraz wszelkich sporów gospodarczych, nie pozwolą na ciągnięcie się sporów i procesów latami oraz skończą z tzw. aresztami wydobywczymi [długotrwałym przetrzymywaniem w areszcie w celu nakłonienia do zeznań — red.] — mówi Andrzej Sadowski.

Jego zdaniem, należy też wprowadzić finansową odpowiedzialność urzędników wydających bezprawne decyzje. Proponuje jednak radykalne rozwiązanie.

— Każdy urzędnik, który bezprawną decyzją wyrządził szkody firmie lub obywatelowi, powinien pokryć całą szkodę i odpowiadać bez ograniczeń — uważa Andrzej Sadowski.

Projekt poselski (PO), nad którym skończyła właśnie prace sejmowa podkomisja (pisaliśmy o tym wczoraj), ustala górny pułap kar na 12-krotność pensji urzędnika.