Do nowego rządu niech wejdą Gronicki, Szejnfeld i Gęsicka
Donald Tusk, formując rząd powinien skorzystać z doświadczeń ekspertów z różnych środowisk — podpowiadają organizacje biznesowe.
Dopiero 10 listopada poznamy skład rządu Donalda Tuska, ale już od wieczoru wyborczego trwają spekulacje, kto powinien się w nim znaleźć. Platforma po przegranych dwa lata temu wyborach stworzyła tzw. gabinet cieni. Przedstawiciele biznesu doradzają jednak, by ścisłe grono polityków wzbogacić o doświadczonych praktyków, także związanych z innymi ugrupowaniami. Na giełdzie nazwisk wymienia się Mirosława Gronickiego i Jacka Sochę z rządu Belki, Janusza Piechocińskiego z PSL, a nawet Grażynę Gęsicką z ustępującego gabinetu czy Leszka Balcerowicza i Jerzego Buzka. Wiele będzie zależało od apetytów koalicjanta, którym najpewniej będzie PSL.
Prosto z szafy
Zdaniem Andrzeja Arendarskiego, prezesa Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), dla przedsiębiorców dobrym rozwiązaniem byłoby osadzenie na fotelu ministra gospodarki w randze wicepremiera Waldemara Pawlaka (na tym fotelu sprawdziłby się Adam Szejnfeld z PO). Byłby naturalną przeciwwagą dla ministra finansów, którym — według szefa KIG — mógłby zostać np. Mirosław Gronicki, Zbigniew Chlebowski z PO albo nawet Janusz Lewandowski, obecnie europoseł Platformy. Reformy służby zdrowia powinien się podjąć Jerzy Miller, niegdyś szef NFZ, obecnie wiceprezydent Warszawy.
— Do ludowców powinien trafić także resort rolnictwa i może infrastruktury. Tu idealnym kandydatem byłby Janusz Piechociński. MSZ i związaną z nim promocję gospodarczą mógłby objąć Jerzy Buzek. Byłby idealnym „kandydatem pojednania” różnych środowisk — mówi Andrzej Arendarski.
Jego zdaniem, Jacek Socha mógłby objąć fotel ministra skarbu i wreszcie dokończyć prywatyzację.
— Na fotelu ministra rozwoju regionalnego Platforma powinna zostawić Grażynę Gęsicką. Dzięki temu Donald Tusk mógłby pokazać, że szuka pomostów — podsumowuje Andrzej Arendarski.
Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, także stawia na ludzi sprawdzonych.
— Czym innym jest uprawianie polityki, czym innym kierowanie resortami, zwłaszcza gospodarczymi. Tu nie będzie czasu na wdrażanie, na starcie trzeba mieć dużą wiedzę. Wejście do rządu takich fachowców, jak Mirosław Gronicki czy Jacek Socha powitalibyśmy z radością — mówi Jeremi Mordasewicz.
Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, doradza mieszankę polityków z ekspertami.
— Mam nadzieję, że przy tworzeniu rządu nie będzie jednolitego klucza. Donald Tusk na pewno sięgnie po gabinet cieni. Moim zdaniem, powinien uzupełnić go o takich technokratów, jak Grażyna Gęsicka, Mirosław Gronicki czy Jacek Socha. Mają oni olbrzymie doświadczenie i raczej nie udzielają się politycznie — mówi Bohdan Wyżnikiewicz.
Jego zdaniem, część gabinetu cieni i polityków trafi do zarządów i rad nadzorczych spółek skarbu państwa.
Zbigniew Żurek, wiceprezes Busines Centre Club (BCC), uważa, że dobrze byłoby, gdyby resortami gospodarczymi zajęli się ludzie z doświadczeniem.
— Dobrze by było, gdyby ministrem skarbu został ktoś, kto nie będzie patrzył wilkiem na prywatyzację, a ministrem finansów ktoś, kto rzeczywiście weźmie się za reformę finansów publicznych, likwidację funduszy, reformę podatków i kosztów pracy. Gospodarką powinien zająć się ktoś, kto czuje biznes, a resort pracy powinien objąć ktoś, kto potrafi porzucić myślenie socjalne na rzecz tworzenia miejsc pracy — mówi wiceszef BCC.
Nie chce jednak spekulować na temat nazwisk.
— Jedno jest pewne: im szerszy jest koszyk z kandydatami, tym lepszą można podjąć decyzję — mówi Zbigniew Żurek.
Ważne sto dni
Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH, liczy na siłę przebicia nowych ministrów.
— Nie wiadomo, co na pomysły PO — np. podatek liniowy — powie PSL. Oczekiwania wobec nowego rządu są bardzo duże, m.in. szybkie wejście do strefy euro, prywatyzacja. Celem PO powinno być utrzymanie wysokiego wzrostu gospodarczego w najbliższych latach, co może nie być takie proste. Rząd musi mieć pomysł na deregulację czy reformę emerytalną — mówi Ryszard Petru.
Tymczasem, zdaniem Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha, obsada resortów gospodarczych jest kwestią wtórną.
— Najważniejszy będzie program zwycięskiej partii. Nie chodzi tu o plany na cztery lata, ale pierwsze 100 dni, które są decydujące dla rzeczywistych zmian. Później siły odzyskuje biurokracja — dodaje Andrzej Sadowski.
Mira
Wszelaka