Zegarki z braku czasu

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 13-08-2021, 13:52

Marka zegarków Christine Granville powstała pod koniec 2019 r., a już podbiła serca nie tylko polskich klientek. Zaskakuje wegańskimi paskami ze skórek jabłek i szykuje niespodziankę na jesień. Nie tylko zegarki

Agnieszka Bobrukiewicz kocha branżę paliwową, innowacje i wyzwania. Jest dyrektorem marketingu w grupie Unimot, a po godzinach współpracuje z kilkoma fundacjami jako mentorka biznesu w Polsce, Czechach i Stanach Zjednoczonych. Jakby tego było mało, ruszyła z własnym zegarkowym biznesem.

Nie ma rzeczy niemożliwych
Nie ma rzeczy niemożliwych
Moje dziewczyny mówią, że daję im zastrzyk pozytywnej energii, motywuję je do działania. Zachęcam więc wszystkie kobiety do tego, żeby nigdy się nie poddawały, wytyczały sobie cel i konsekwentnie do niego dążyły, a na pewno go osiągną – mówi Agnieszka Bobrukiewicz.

– Zawsze robiłam i robię kilka rzeczy na raz, czerpię z życia garściami, ciągle chcę się uczyć, rozwijać i ciągle jestem głodna sukcesu, a im więcej mam pracy, tym lepiej, bo praca mnie inspiruje do działania. Niedługo ruszą kolejne projekty – śmieje się założycielka Christine Granville.

Inspirująca tęsknota

Agnieszka Bobrukiewicz przez dziewięć lat pracowała w czeskim oddziale największego polskiego koncernu paliwowego. Dużo w tym czasie podróżowała.

– Byliśmy w Salzburgu i w czasie przerwy na kawę poszliśmy do restauracji Chopina. Tam zapragnęłam udowodnić, że polski produkt może być dobry, a że lubię wyzwania, pomyślałam o zegarkach, które od zawsze kojarzą się ze szwajcarskimi manufakturami. Chciałam przełamać ten stereotyp, udowodnić, że polska marka też może robić dobre zegarki i się udało. Dzisiaj zamówienia przychodzą również ze Szwajcarii. Dostaliśmy nawet propozycję otwarcia sklepu w Paryżu przy jednej z głównych ulic – opowiada.

Łamanie stereotypów to również hobby, pracującej przez ponad dziesięć lat w branży paliwowej, obecnej szefowej marketingu w Unimocie.

– Pracuję w typowo męskiej branży, a jednak udowodniłam, że kobieta może w niej odnosić sukcesy – podkreśla.

Nie był to jednak jedyny powód postawienia na czasomierze. Drugim był wieczny brak czasu, a zegarek miał być tego symbolem.

– Mój zegarek wskazuje, że właśnie teraz jest odpowiedni czas, żeby podjąć decyzję, zaryzykować i pójść dalej. Nigdy nie odkładam rzeczy na później, dlatego zaczęłam pracować nad swoim biznesem, jak tylko wpadłam na jego pomysł. Chciałabym, żeby zegarek Christine Granville był wyjątkowym dodatkiem – inspirował, motywował do działania i dodawał odwagi biznesowej wszystkim kobietom, które będą go nosić – zgodnie z moją misją „the power to empower” – podkreśla Agnieszka Bobrukiewicz.

Dążenie do perfekcji

Przygotowania firmy do startu zajęły dwa lata, ponieważ Agnieszka Bobrukiewicz pracowała wtedy w koncernie paliwowym i o własnym biznesie mogła myśleć tylko wieczorami i w weekendy.

– Chciałam mieć produkt, z którego będę dumna, i na który nie będzie reklamacji. Pracowaliśmy ze świetnym dizajnerem, który kocha zegarki i doradzał dużym firmom zegarmistrzowskim. W tym czasie powstało 50 prototypów zegarka, ale z żadnego nie byłam w pełni zadowolona – wspomina.

Właścicielka Christine Granville – jak sama o sobie mów – jest mistrzynią robienia wszystkiego odwrotnie niż robią to inni. Ma to odbicie również w dizajnie zegarka, który jest prostokątny, bardzo klasyczny i w stylu vintage.

– Większość zegarków ze średniego przedziału cenowego, czyli do 800 zł, ma okrągłe tarcze, my zdecydowaliśmy się na prostokątną, której konkurencja nie ma. Taki kształt mają tylko zegarki premium – tłumaczy Agnieszka Bobrukiewicz.

Inspiracja
Inspiracja
Niebanalna jest też historia powstania nazwy firmy. Christine Granville to pseudonim Krystyny Skarbek, pierwszej agentki brytyjskiego wywiadu, której historia zafascynowała Agnieszkę Bobrukiewicz, podziwiającą od zawsze silne i przełamujące stereotypy kobiety. Krystyna Skarbek taka była, udowodniła, że James Bond nie musi nosić tylko spodni. Na tarczy każdego zegarka widnieje więc numer paszportu agentki, a logo nawiązuje do herbu jej rodziny. Kolejny, historyczny smaczek znajduje się na rewersie koperty. To koordynaty długości i szerokości geograficznej, określające centrum brytyjskich operacji w Kairze.
PVDE / Rue des Archives / Forum

Zegarkowa moda eko

Zamiłowanie do innowacji zaowocowało też przy produkcji pasków.

– Bardzo rośnie świadomość ekologiczna. Coraz więcej osób czyta etykiety na produktach, przybywa wegan. W ubiegłym roku sprzedaż produktów wegańskich wzrosła ponad 40 proc. To bardzo dużo. Uznałam, że też musimy naszym klientkom dać wybór czy chcą mieć paski ze skór naturalnych, czy wegańskie.

Testowane były paski z kaktusa, ananasa i z jabłek. Okazało się, że z jabłek są najlepsze, doskonale imitują skórę, są nawet bardziej miękkie niż klasyczne, nie zaginają się, nie niszczą.

Paski sprzedawane są w 30 kolorach, ale najchętniej kupowane są pomarańczowe, co dla firmy było dużym zaskoczeniem.

– Stawialiśmy na czarne, brązowe, granatowe, a więc kolory najbardziej zachowawcze. Musieliśmy zwiększyć zamówienie na pomarańczowe już w drugim tygodniu działalności. I tak jest do tej pory. Cieszą się powodzeniem zarówno w lecie, jak i w zimie. Dobrze wyglądają nie tylko przy białych letnich strojach, ale także przy beżowych płaszczach – zapewnia właścicielka Christine Granville.

Kooperacja
Kooperacja
Mechanizmy do zegarków sprowadzane są z Japonii, tarcze z Wielkiej Brytanii a skóry z Toskanii. Wszystkie te elementy z wysoką precyzją składane są w Polsce.

Przymusowy e–commerce

Firma pracuje już nad kolejną innowacją. W ciągu dwóch miesięcy chce wdrożyć nową kolekcję – również wegańską, ale zaskoczy tym, z czego paski będą wykonane. Na razie są testowane.

– Myślę, że to będzie hit na skalę światową. Powinniśmy promować Polskę, polskie produkty i sprzedawać je zagranicą. Teraz jest na to bardzo dobry czas, bo Polacy chcą wspierać polskie biznesy i kupować polskie produkty. Pandemia umocniła ten trend, rozbudziła lojalność – podkreśla Agnieszka Bobrukiewicz.

Start firmy odbył się cztery miesiące przed pierwszym lockdownem. Pandemia wymusiła więc zmianę strategii firmy, która zamierzała wejść do galerii handlowych. Prowadzone były negocjacje, w porę wycofała się jednak z tego pomysłu. Wróci do niego jak sytuacja na świecie się unormuje. Postawiła więc tylko w e–commerce, który w ubiegłym roku nabrał rozpędu.

– Na początku uruchomiliśmy usługę concierge. Można było zadzwonić na video i zobaczyć wybrany zegarek, kolor, bo na zdjęciu może wyglądać trochę inaczej. Można też było poprosić o założenie go na rękę, o pokazanie detali. Z usługi tej korzystało bardzo dużo kobiet. Teraz, kiedy ludzie przyzwyczaili się do zakupów online, okazała się niepotrzebna. Zwłaszcza że zegarek można zwrócić nie ponosząc kosztów – mówi Agnieszka Bobrukiewicz.

Na razie z takiej możliwości nikt nie skorzystał – nie było zwrotów ani reklamacji.

Agnieszka Bobrukiewicz nie zrezygnuje jednak z dotychczasowych działań. Nie wyobraża sobie skupienia się tylko na rozwijaniu swojej firmy, nie porzuci branży paliwowej i mentoringu biznesowego. Teraz rozpościera skrzydła nad grupą młodych kobiet na różnym etapie życia, które chcą ruszyć z własnym biznesem, ale nie mają doświadczenia lub pracują w korporacji i stanęły w miejscu. Pomaga weryfikować pomysły, tworzyć biznesplany aż do momentu ich wdrożenia. Skala mogłaby być jednak większa. I będzie, już niebawem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane