Biznes z miłości do tradycji

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 09-04-2021, 14:30

Dom Sztuki Ludowej prowadzi rodzina etnografów z pasją i poczuciem misji. Wszystko zaczęło się od Cepelii, która od lat świetności doszła do upadku. Na warszawskiej Starówce od czasów PRL-u nic się jednak nie zmieniło – oprócz właścicieli.

Edukacja:
Edukacja:
Magdalena Bojarowska z Domu Sztuki Ludowej nie tylko z pasją opowiada o artystach i ich twórczości. Lubi przekazywać ciekawostki ludowe, którymi dzieli się w internecie, bo – jak mówi – są niedoceniane, mimo że wiele rodzin nieświadomie pielęgnuje tradycje etnograficzne.
archiwum prywatne

W Domu Sztuki Ludowej są nie tylko rzeźby i obrazy, ale również ceramika, porcelana, wycinanki, plecionki, hafty, tkaniny i wszystko, co wiąże się ze świątecznymi tradycjami: pisanki, palmy, koszyczki, a nawet bombki, które jako jedyne nie pochodzą od ludowych twórców, ale są ręcznie malowane.

Twarzą sklepu jest Magdalena Bojarowska – absolwentka etnologii i antropologii kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego – choć zastrzega, że tylko wprowadziła sklep w media społecznościowe.

– Osobą najbardziej rozpoznawalną w sklepie jest mój tata, który choć nie musi, wciąż pracuje. Lubi tu przychodzić, rozmawiać z ludźmi, zwłaszcza ze stałymi klientami, którzy nas regularnie odwiedzają od 20, a czasem nawet od 30 lat – podkreśla Magdalena Bojarowska.

Przed pandemią oprócz stałych klientów, którzy wiedzą, co można w sklepie kupić, trafiali tu przede wszystkim turyści, których nigdy na warszawskiej Starówce nie brakowało. Teraz przychodzą młodzi, którzy znaleźli Dom Sztuki Ludowej na Instagramie. Zamówienia przyjmuje też e-sklep.

Rodem z PRL-u

Do wyboru:
Do wyboru:
W Domu Sztuki Ludowej są dostępne nie tylko rzeźby i obrazy, ale również ceramika, porcelana, wycinanki, plecionki, hafty, tkaniny i wszystko, co się wiąże ze świątecznymi tradycjami.
materiały prasowe

Turyści najchętniej kupują wycinanki łowickie, które są bardzo efektowne, kojarzą się z Polską, są stosunkowo tanie i łatwe do przewiezienia. Powodzeniem cieszą się też pisanki, ponieważ jajko jest symbolem Wielkanocy w wielu krajach. Różne narodowości mają swoje upodobania.

– Japończycy lubią kurpiowskie serwetki ze względu na geometryczny haft, który wpisuje się w ich estetykę. Podoba im się również ceramika z Bolesławca i porcelana opolska. Skandynawowie nie kupują dużo, długo się zastanawiają, zanim wydadzą pieniądze, ale jednocześnie potrafią kupować bardzo drogie tkaniny dwuosnowowe albo kilimy – mówi Magdalena Bojarowska.

Dom Sztuki Ludowej należy do rodziny od 30 lat, ale jego historia sięga lat 50. XX w. Wtedy na odbudowanym Rynku Starego Miasta ruszył sklep Cepelii. Współpracowali z nią najlepsi projektanci i twórcy – nawet Magdalena Abakanowicz, zanim została światową artystką. W roku 1991 – w czasach transformacji – Cepelia postanowiła pozbyć się niektórych sklepów.

– Sklep na Starówce miał zniknąć z rynku. Można było jednak odkupić biznes, wyposażenie i towar, bo sam lokal należy do miasta. Propozycja składana była najczęściej prowadzącym sklep, ponieważ mieli wykształcenie etnograficzne, a jednocześnie duże doświadczenie. Tata, który jest etnografem, a Dom Sztuki Ludowej prowadził od 1978 r., przyjął propozycję, bo dla niego propagowanie sztuki ludowej jest misją – opowiada Magdalena Bojarowska.

Sklep nigdy nie zmienił profilu, niezmieniona została główna przestrzeń, nie sprzedaje się tu paskudnych, choć chodliwych pamiątek, co dla wielu osób było niezrozumiałe, zwłaszcza w czasie problemów, z jakimi borykał się sklep.

– Dotyczy to przede wszystkim czynszów, które zmieniają się przy każdej zmianie władz miasta, niezależnie od opcji politycznej. Niepewność więc zawsze była, bo sklep nie jest tak dochodowy jak inne, choć z tak dużym przekrojem sztuki i rękodzieła ludowego drugiego takiego w Warszawie nie ma, a w całej Polsce zostało może kilka. Mamy hafty, stroje, tkaniny, ceramikę ludową i całą plastykę obrzędową, czyli pisanki, pająki, palmy itp. Jesteśmy więc wyjątkowi i tę wyjątkowość chcemy razem z bratem przekazywać dalej – podkreśla etnografka w drugim pokoleniu.

Nieświadomość zwyczajów

Pamiątki:
Pamiątki:
Turyści najchętniej kupują wycinanki łowickie, które są bardzo efektowne, kojarzą się z Polską, są stosunkowo tanie i łatwe do przewiezienia. Powodzeniem cieszą się też pisanki, ponieważ jajko jest symbolem Wielkanocy w wielu krajach.
materiały prasowe

Pasję taty przejęła nie tylko Magdalena Bojarowska, ale również jej brat. Nawet przyszłego męża poznała na etnologii. Wprawdzie pracuje jako grafik komputerowy, ale również uważa, że studia otworzyły im głowy, zaczęli inaczej postrzegać świat.

– Mieliśmy dużo wyjazdów etnograficznych, w czasie których trzeba było pukać do obcych domów, rozmawiać z ludźmi, przeprowadzać wywiady. To było fascynujące. Studia zmieniły mój sposób myślenia, inaczej zaczęłam patrzeć ludzi, na naszą kulturę i inne kultury, nabrałam otwartości – podkreśla przedstawicielka rodzinnego biznesu.

Teraz wybrałaby tak samo, bo etnografia dobrze przygotowuje także do dziennikarstwa. Może właśnie dlatego tak ciekawie pisze o tradycjach i zwyczajach, wprowadzając czytelników w świat sztuki ludowej.

Magdalena Bojarowska nie tylko z pasją opowiada o artystach i ich twórczości. Lubi przekazywać ciekawostki ludowe, którymi dzieli się w internecie, bo – jak mówi – są niedoceniane, mimo że wiele osób nieświadomie pielęgnuje w domu tradycje etnograficzne.

– Warto zwracać uwagę na to, dlaczego np. w Wigilię zostawiamy wolne miejsce przy stole, wkładamy siano pod obrus, na Wielkanoc malujemy pisanki, a we Wszystkich Świętych zapalamy znicze. Trzeba przekazywać tę wiedzę dalej. Warto też podpytywać starsze pokolenie, jakie tradycje panowały w domu dziadków czy pradziadków. Społeczeństwo jest bardzo wymieszane, ludzie pochodzą z różnych stron, można więc bardzo wielu rzeczy się dowiedzieć – podkreśla.

Sama też szerzy wiedzę. W ramach stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego prowadziła etnolekcje online. Można je wciąż oglądać na YouTubie. Organizowała też zajęcia edukacyjne dla dzieci i młodzieży w szkołach i w sklepie. Kilka lat temu w ramach stypendium Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy dwa razy w tygodniu w sklepie odbywały się zajęcia Folk Odnowa.

Artyzm czy rzemiosło

Piękne, bo polskie:
Piękne, bo polskie:
Magdalena Bojarowska podkreśla, że rodzimy folklor i powiązane z nim rzemiosło artystyczne to zjawiska, z których bezsprzecznie możemy być dumni. Dlatego Dom Sztuki Ludowej współpracuje z najlepszymi twórcami w kraju.
materiały prasowe

Przez lata zmieniło się spojrzenie na sztukę ludową. Prace trafiają na rynek aukcyjny, obrazy i rzeźby mają wiernych kolekcjonerów.

– Dużo kupują kolekcjonerzy niemieccy, wśród których rzeźby ludowe cieszą się popularnością od wielu lat. Różne przedmioty wysyłam do Francji, do Wielkiej Brytanii. Kupują też Amerykanie i Kanadyjczycy, a kilka dni temu wysłałam paczkę z książką do Australii, bo mamy również niszowe muzealne wydawnictwa etnograficzne – mówi Magdalena Bojarowska.

Kolekcjonerzy często proszą o zamówienie pracy wybranego artysty albo chcą czegoś konkretnego i szukają artysty, który może wykonać ich zamówienie.

– Wielokrotnie wysyłano do nas zdjęcia z prośbą, by autor wyrzeźbił jakiegoś świętego, ale żeby święty trzymał na rękach konkretnego psa. W takich przypadkach zaznaczamy, że my niczego artyście nie narzucamy, bo w tym momencie skończyłby się artyzm, a zaczęłoby rzemiosło. Uprzedzamy więc, że to zawsze będzie interpretacja artystyczna, ale ponieważ klienci cenią konkretny styl, ufają, że to będzie dobrze wykonane – zapewnia etnografka.

Baza uznanych artystów jest największym kapitałem rodzinnego biznesu.

– Z wieloma twórcami mój tata pracuje od 30 lat. Zdarza się, że znał ojca, który rzeźbił, a teraz kupuje rzeźby od jego syna. Tak było z Bronisławem Bednarzem. Do dzisiaj współpracujemy z jego synem Marianem Bednarzem. Tata był nawet na jego weselu. To są bardzo bliskie relacje. Ważna jest też ogólna opinia rynku o nas, artyści podkreślają, że dobrze się z nami współpracuje, że nie zalegamy z płatnościami, niektórzy wprost mówią, że rzeźby wstawiają tylko do nas – podkreśla Magdalena Bojarowska.

Także na aukcjach sztuka ludowa osiąga wysokie ceny, choć można też trafić na okazje, zwłaszcza kiedy są wyprzedawane kolekcje po dziadkach.

– Niedawno na aukcji jako anonimowa została wystawiona rzeźba Antoniego Barana, który jest ulubionym artystą wielu kolekcjonerów. Została kupiona za zaledwie 1 tys. zł. Gdyby jej autor został rozpoznany, kosztowałaby o wiele więcej – zapewnia ekspertka.

Najbliższa aukcja Prymitywizm i sztuka ludowa odbędzie się 30 kwietnia w Krakowskim Domu Aukcyjnym. Może i tam podobna okazja się trafi…

Polski El Greco

Więzi:
Więzi:
Baza uznanych artystów jest największym kapitałem rodzinnego biznesu. Z wieloma twórcami Dom Sztuki Ludowej współpracuje od 30 lat, nawiązując bliskie relacje.
materiały prasowe

Wielu artystów cieszy się powodzeniem nie tylko wśród kolekcjonerów, ale też znawców sztuki. Wojciech Oleksy, Karol Heródek, Szczepan Mucha, Józef Lurka to najbardziej chodliwe nazwiska już nieżyjących rzeźbiarzy. Ich prace trafiają do galerii wyjątkowo rzadko, bo trudno je zdobyć.

Rangę artystów podnosi ich obecność w muzeach etnograficznych. Są też autorzy żyjący, którzy mieli dużo wystaw i mają tak dużo zamówień, że już osiągają bardzo wysokie ceny, a na ich prace czeka się miesiącami.

– Fenomenem są przepiękne, przejmujące rzeźby Romana Śledzia, mimo że dla niektórych trudne w odbiorze. Wpisują się styl El Greco, choć w rzeźbie, a nie w malarstwie – mówi specjalistka od sztuki ludowej.

Nie znaczy to jednak, że lista promowanych artystów jest zamknięta.

– Zawsze staramy się wyszukiwać nowych. Jeździmy na jarmarki, patrzymy, co nam się podoba, zbieramy kontakty. Wyszukujemy artystów w internecie, wiele osób zgłasza się do nas. Musimy robić selekcję, bo wiele prac jest bardzo estetycznych, ale to czasem już rzemiosło a nie sztuka ludowa wychodząca spod ręki samouka, który musiał sam nauczyć się techniki i opracować swój styl – tłumaczy etnografka.

W sklepie można jednak znaleźć kilka prac wykształconych artystów, którzy powrócili do ludowego stylu, a także prace rzemieślnicze, np. snycerkę góralską.

– Są to często rzeczy odtwórcze, podobne, ale mimo wszystko wykonane w bardzo ludowej tradycji, według tradycyjnych metod i tradycyjnymi narzędziami. Dotyczy to przede wszystkim rękodzieła ludowego, którego uczą swoich następców rodzice czy wujkowie – podsumowuje Magdalena Bojarowska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane