W roku 2000 Red Bull odnotował w Polsce drastyczny spadek dynamiki sprzedaży. W tym roku firmę wybawił jednak z opresji Adam Małysz, który ponoć znacznie przyczynił się do wzrostu jej obrotów. Po jego sukcesach, energetycznego Red Bulla zaczęli bowiem pić ludzie, którzy do tej pory raczej nie mieli z nim styczności. Jak podkreśla dyrektor generalny Red Bulla w Polsce, napój ten powinni pić wszyscy, którzy chcą żyć na 110 proc. Sama tak żyje, dlatego w trakcie wywiadu na chwilę dostała skrzydeł i odleciała, a potem jej umysł tak się ożywił, że nie zgodziła się na zdjęcia.
— Nagrywa pan?
Właśnie zacząłem.
— Jak to? Dopiero? Powiedziałam przecież już tyle ciekawych rzeczy na temat firmy. Żałuję, że pan tego nie nagrywał.
Trudno. Niestety wszystko, co Pani do tej pory mówiła to była czysta promocja. Piła już Pani dzisiaj Red Bulla?
— No przecież niedawno przyszłam.
Ale tak z rana, w domu.
— W domu nie... ha ha ha. Ale za to pan już pije...
No tak. Mam nadzieję, że dzięki temu za chwilę się rozkręcę.
— Może coś do jedzenia, bo jest jeszcze bardzo wcześnie. Godzina jedenasta to dla nas właściwie poranek.
Nie dziękuję. Muszę Pani powiedzieć, że kiedy czytałem o Red Bullu w Polsce, byłem bardzo zaskoczony.
— Tak, a czym?
Przyrostem sprzedaży, a w zasadzie jego drastycznym spadkiem.
— Spadek sprzedaży jest związany z ogólną sytuacją na rynku. No i także tym, że w pewnym momencie rynek się nasycił — również takimi produktami, jak napoje energetyczne, a wśród nich Red Bull, który ma ponad 90 proc. udziałów w rynku.
Szczerze mówiąc myślałem, że wasza dynamika sprzedaży będzie wyglądała zupełnie odwrotnie.
— Prowadzę tę firmę od ośmiu lat i pamiętam przyrosty rzędu ponad 50 proc. Działo się tak właściwie w każdym roku naszej działalności z wyjątkiem ubiegłego. Wtedy zanotowaliśmy rzeczywiście pewien spadek — całkiem nieduży. Ale muszę panu powiedzieć, że wtedy spadła sprzedaż wszystkich produktów z tej kategorii. I to tak znacznie, że ten nasz spadek można by odczytywać wręcz jako wzrost.
Ale po drastycznym spadku, rzeczywisty wzrost sprzedaży odnotowaliście dopiero w tym roku.
— Wszyscy, którzy powiedzmy mieli w pierwszym rzucie wypić Red Bulla, już to zrobili. Naszym zadaniem na dziś jest przekonanie tych ludzi do wypijania większej ilości puszek. W związku z tym następuje ponowny wzrost.
A może to Małysz wyskakał wam taką dobrą sprzedaż?
— Adam Małysz w ogóle skacze wspaniale i zapewne nam pomógł. Nosząc logo naszego produktu spowodował, że jest on dodatkowo rozpoznawalny w takich środowiskach, do których my świadomie nie próbujemy docierać.
Jak to?
—Nasz produkt jest skierowany przede wszystkim do klienta w wieku 15-29 lat, który mieszka w mieście, ma wykształcenie średnie i wyższe, odpowiedni zasób gotówki oraz odpowiednie podejście do życia i świata.
Co to jest odpowiednie podejście do życia i świata?
— Red Bull jest tak naprawdę przeznaczony dla tych, którzy chcą żyć na 110 proc. swoich możliwości.
No to się szybko wykończą, jak będą tak żyć non stop.
— Jak widać piję Red Bulla i żyję...
(w tym momencie pani dyrektor wyszła z gabinetu i po chwili wróciła)
To o czym to mówiliśmy?
O spadku sprzedaży i klientach. Z tego, co Pani powiedziała, wynika, że grupa waszych odbiorców jest bardzo wąska. Są to w zasadzie wyłącznie młodzi ludzie.
— Niech pan nie przesadza.
A czy biznesmeni piją Red Bulla?
— Oczywiście, że piją.
Kiedy?
— Zawsze. Myślę, że powinien pan przepytać o to kogoś, kogo „Puls Biznesu” uważa za stuprocentowego biznesmena. Z drugiej strony ja przecież też zajmuję się biznesem i piję.
W jakich okolicznościach?
— W różnych sytuacjach. Przede wszystkim wtedy, kiedy czuję taką potrzebę. To jest produkt funkcjonalny. Red Bull nie jest tzw. zaspokajaczem pragnienia. Sięgamy po niego wtedy, kiedy organizm jest zmęczony, albo potrzebujemy większej dawki energii. Dlatego pańska opinia, że kierujemy nasz produkt głównie do młodych ludzi, nie jest prawdą. Red Bull jest po prostu dla ludzi, którzy czują potrzebę jego spożywania.
Czyli?
— Dociera do nas coraz więcej sygnałów o tym, że Red Bulla pije coraz szersze grono odbiorców. Czyli na przykład kierowcy, studenci, lekarze. To są normalni ludzie, którzy tego napoju potrzebują.
Czy robicie jakieś badania na temat tego, jak wzrasta sprzedaż Red Bulla na przykład w noc sylwestrową, czy w ogóle w karnawale. Wtedy chyba większość ludzi jest wyjątkowo zmęczona?
— Teoretycznie takie produkty jak Red Bull nie są produktami okazjonalnymi czy sezonowymi. Dlatego, że żyje się codziennie, a do tego potrzebna jest energia. Nasz sezon trwa tak naprawdę przez cały rok. Chociaż wie pan co... jakby nie określać Red Bulla, to jest to niewątpliwie napój. Dlatego latem rzeczywiście wzrasta nam sprzedaż, ale bardzo nieznacznie.
Tylko latem?
— Tak, bo wtedy wzrasta sprzedaż wszystkich napojów.
A ja zawsze myślałem, że Red Bull jest kojarzony przez odbiorców, jako napój „zabawowy”?
— No nie. Myślę, że nie tylko... ha ha ha ha. Właściwie nie wiem, czy coś oprócz zabawek może być kojarzone z zabawą.
To może raczej rozrywkowy?
— Oczywiście jest to napój, który funkcjonuje w nocnym życiu młodzieży i nie tylko. Nie ukrywajmy, że przecież po to, żeby przetańczyć całą noc, trzeba mieć trochę dodatkowej siły i energii. Do tego służy między innymi Red Bull, aby nie kłaść się spać po dobranocce.
Po dobranocce, to chyba tylko dzieci chodzą spać.
— Ale biznesmeni być może też, bo są strasznie zapracowani i nie mają już siły na nic. W związku w tym dopiero po Red Bullu i mogą ruszyć w dalsze życie. Po za tym, wracając do wersji rozrywkowej Red Bulla, to trudno powiedzieć, że kierowca TIR-a traktuje ten napój zabawowo. Pije go raczej po to, żeby nie zasnąć za kierownicą.
Jak bardzo Red Bull szkodzi zdrowiu?
— Nie! Red Bull nie jest szkodliwy. Każdy produkt, który znajduje się na polskim rynku, musi przejść rejestrację i akceptację w Instytucie Żywności i Żywienia. Red Bull spełnia wszystkie wymagania.
A często się wam zarzuca, że jest szkodliwy? Czy dużo plotek krąży o tym napoju?
— Krążą plotki, które właściwie wynikają z naszych haseł: doda ci skrzydeł, ożywi ciało i umysł. Pytanie zwykle brzmi: jeżeli tak, to co za tym stoi? Wtedy zaczynają się różne domysły. Ale jeszcze raz powtarzam, że za tym stoją konkretne składniki, które są zaakceptowane prze polski Instytut Żywności i Żywienia. Nasz produkt jest całkowicie bezpieczny dla zdrowia. Mamy na to dowody w postaci bardzo wiarygodnych badań naukowych itd. A poza tym abstrahując już od tego wszystkiego, to jeżeli jesteśmy firmą jednego produktu — a jesteśmy — to naprawdę nie stać nas na wprowadzanie na rynek wyrobu, który mogłby zostać w pewnym momencie odrzucony z powodu jakichś nieścisłości w składzie.
No dobrze, znowu Pani zaczyna promować. To by było w zasadzie wszystko. Teraz jeszcze tylko należałoby Pani zrobić zdjęcia.
— Nie ma mowy.
Jak to?
— Wystarczy, że udzieliłam wywiadu. I tak poszłam panu na rękę, że się zgodziłam. Jeszcze nigdy nie udzieliłam nikomu wywiadu.
Dlaczego?
— Dlatego, że od tego mamy dział Public Relations.
A Pani nie wolno?
— Wolno, ale taki mamy podział obowiązków.
To dlaczego Pani zrobiła wyjątek.
— Dlatego, że przekonał mnie pan, że warto z panem porozmawiać.
Zatem jeżeli Pani już się zgodziła na wywiad, to dlaczego nie chce Pani zdjęcia?
— Wie pan, ja już ustąpiłam, teraz niech pan ustąpi. Ja rozumiem, że wszystko przemawia za tym, żebym się zgodziła. Bo tak: jestem piękna, inteligentna, elegancka, świetna jako szefowa bardzo dobrej firmy itd. Ja naprawdę to rozumiem. Ale w firmie mamy już taką zasadę, że nie zajmujemy się promocją osób.
