Wędkarstwo jest jednym z ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu polskich biznesmenów. Okazuje się, że łowienie ryb ma wiele wspólnego z biznesem.
- Krzysztof Sędzikowski, prezes zarządu Zakładów Płyt Wiórowych w Grajewie
Łowię głównie w Polsce. Ulubione rejony to jeziora w okolicach Torunia. Na ryby jeżdżę dość regularnie. Przeznaczam na to co drugi, co trzeci weekend. Nie wyobrażam również sobie urlopu bez choć kilkudniowego wyjazdu na ryby. W tego typu wyjazdach najbardziej cenię możliwość bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Wędkuję sam lub w niewielkim gronie rodzinnym.
Łowienie w dużym gronie to już nie przyjemność. Wiele osób dziwi się, co widzę w siedzeniu godzinami nad wodą i we wpatrywaniu się w spławik. Ja czekam na wielką rybę, a to są nieprawdopodobne emocje. Najchętniej wędkuję w nocy, gdy w jeziorze odbijają się gwiazdy. Wówczas łatwiej złowić duże sztuki. Moim największym osiągnięciem jest 4-kilogramowy sandacz.
- Piotr Pośnik, prezes zarządu firmy Wittchen
Przygoda z wędkarstwem zaczęła się, gdy miałem siedem lat. Od tamtego czasu oddaję się łowieniu ryb z prawdziwą pasją. Jedynym problemem jest czasochłonność tego sportu. Trudno pogodzić to z pracą i życiem rodzinnym. Jednak przynajmniej raz w miesiącu udaje mi się wygospodarować weekend i wyjechać z przyjacielem na ryby.
Towarzystwo dobrego kompana zawsze mobilizuje. Wędkujemy praktycznie na terenie całego kraju. Naj- chętniej jeździmy do Pasłęki, do zaprzyjaźnionej leśniczówki.
Raz w roku decyduję się również na tygodniowy wyjazd w męskim gronie do Szwecji lub Norwegii na szczupaki. Ten sport nie jest dla osób lubiących szybkie wyniki. Tutaj liczą się wcześniejsze przygotowania, zabiegi i poszukiwania dobrego miejsca. To trochę tak jak w biznesie. Tylko odpowiednie przygotowanie, cierpliwość i spokój mogą przynieść efekt.
Na rybach można odpocząć. Kontakt z przyrodą koi nerwy, pozwala oderwać się od pracy. Jest czas na przemyślenia. Moje największe osiągnięcie to 5-kilogramowy szczupak.
