Biżuteria ze wspomnień

Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 2023-08-04 14:15

Michał i Katarzyna Lwowie osiem lat temu założyli firmę zajmującą się tworzeniem biżuterii innej niż wszystkie. Zamiast stosować kamienie, w wisiorkach zaczęli utrwalać mleko matki, włosy dziecka czy fragmenty kwiatów ze ślubnego bukietu – czyli po prostu wspomnienia.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wcześniej przez kilkanaście lat prowadzili agencję multimedialną, doskonale się zresztą dopełniając. Michał Lew był frontend i backend developerem oraz grafikiem, a Katarzyna Lew germanistką i anglistką z wiedzą informatyczną. Wspólnie mogli prowadzić klientów przez cały proces kreatywny – od copywritingu przez webdev po marketing. Pewnie nie zrezygnowaliby z tej pracy i nie wpadli na pomysł założenia własnej marki, gdyby nie narodziny ich syna Adama.

– Kasia mocno zaangażowała się we wszystkie elementy wczesnego rodzicielstwa – karmienie piersią, rodzicielstwo bliskości, naukę metodą Montessori i inne. Pomysł na stworzenie biżuterii sentymentalnej powstał z potrzeby serca – utrwalenia tych chwil nie tylko na zdjęciach, ale w namacalny sposób. W 2015 r. Kasia podzieliła się swoim projektem w lokalnych mediach społecznościowych i praktycznie natychmiast wystrzelił – opowiada Michał Lew.

Kontrowersja, która uwiodła tłumy

Projekt był mocno nietypowy, wręcz wzbudzał kontrowersje. Personalizowane naszyjniki, jakie postanowili tworzyć, miały w wisiorkach utrwalone… mleko mamy. Stąd nazwa Milkies –można ją tłumaczyć jako mleczusie.

– Na początku projekt skupiał się wyłącznie na utrwalaniu mleka, co nie było proste. Ponad rok poświęciliśmy na eksperymenty z zaprzyjaźnionym chemikiem, które miały nam umożliwić stworzenie procedury pozwalającej na ustabilizowanie i zachowanie mleka mamy w żywicy. Ostatecznie okazała się na tyle unikatowa, że zdecydowaliśmy się ją opatentować na wszystkich rynkach, na których prowadzimy i planujemy sprzedaż – tłumaczy Michał Lew.

Jego żona i wspólniczka dodaje, że choć dla niektórych pomysł mógł być kontrowersyjny, im – świeżo upieczonym rodzicom zanurzonym w środowisku karmiących mam i rodziców bliskościowych – wydawał się najbardziej naturalny na świecie.

– Były to chwile, w których żyliśmy i oddychaliśmy rodzicielstwem i wszystkim, co z nim związane. Chęć opracowania metody na ich zachowanie wydawała się czymś oczywistym. Tak samo ten pomysł odebrało nasze środowisko – mówi Katarzyna Lew.

Pomysł z głową

Projekt sfinansowany w całości z pieniędzy zarobionych wcześniej w agencji multimedialnej, okazał się strzałem w dziesiątkę. Od początku był dochodowy i kolejne etapy właściciele finansowali wyłącznie z bieżącej sprzedaży.

Założyciele marki mówią, że w prowadzeniu biznesu bardzo pomogło im ich wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu agencji – umożliwiło łatwy start, rozpoczęcie sprzedaży, pomogło w kwestiach związanych z marketingiem i organizacją firmy.

– Sami zbudowaliśmy całą platformę e-commerce, wizerunek marki, wykonaliśmy zdjęcia biżuterii i filmy. Wkrótce potem rozpoczęliśmy aktywne prowadzenie sprzedaży i social mediów w trzech językach. Cały system produkcji i sprzedaży został od razu osadzony w systemie informatycznym, nigdy nie był prowadzony w zeszyciku, a wiele elementów komunikacji i logistyki zostało przez nas od razu zautomatyzowanych. Pozwoliło nam to rozwijać Milkies i zwiększać sprzedaż z miesiąca na miesiąc – opowiada Michał Lew.

Przyszpilić wspomnienia

Jednak na Milkies się nie zatrzymali. Wraz z rozwojem firmy do właścicieli zaczęły zgłaszać się kolejne klientki z pomysłami na utrwalanie w biżuterii innych materiałów, nie tylko matczynego mleka. Jakich? Choćby dziecięcych włosków, kwiatów ze ślubu, sentymentalnych tkanin (np. z chusty do noszenia dziecka), sierści ukochanych zwierzaków itp. Pomyśleli, że to świetny pomysł i w 2018 r. założyli drugą markę – Moments – skierowaną do klientów chętnych do zachowania w biżuterii sentymentalnej najróżniejszych wspomnień.

– I do tego biznesu mieliśmy absolutne przekonanie, bo wynikał z naszej wspólnej pasji. Zawsze bliskie nam było kultywowanie wspomnień. Oboje długo zajmowaliśmy się fotografią. Kasia w młodości pisała pamiętniki, a odkąd zostaliśmy parą, razem kręciliśmy filmy i tworzyliśmy albumy zdjęciowe związane z ważnymi wydarzeniami z naszego wspólnego życia. Nigdy też nie lubiliśmy gotowych pamiątek ze sklepów dla turystów. Cokolwiek utrwalaliśmy, chcieliśmy, aby było to wyłącznie nasze, zachowujące niuanse wspomnień niezrozumiałych dla osób z zewnątrz – opowiada Michał Lew.

Właściciele Milkies i Moments tłumaczą, że wspomnienia kryją w sobie piękno życia, jego ciągłość, ale są ulotne. Ich marki miały pomóc na zawsze je utrwalić.

– Perła z mleka przypomina chwile bliskości matki z dzieckiem, które się nie powtórzą. Perła z włosami przywołuje pierwsze dziecięce loczki świeżo po porodzie. Ta z kwiatami zachowuje fragmenty bukietu ślubnego, który tego dnia wydawał się najważniejszy, a gdyby nie koralik, nikt dziś by o nim nie pamiętał. Biżuteria wydawała nam się doskonałym medium, aby w nietypowy sposób utrwalić ważne chwile naszego życia – mówi Katarzyna Lew.

Dążenie do wyjątkowości

Założyciele marek dodają, że ich pomysł na biznes wypalił, ponieważ żyjemy w czasach znużenia masowo produkowanymi rzeczami i coraz większą uwagę zwracamy na te wyjątkowe.

– Zachodnie marki, którymi zachwycali się nasi rodzice, dziś stały się codziennością. Trudno powiedzieć, że coś jest niepowtarzalne, kiedy przypływają do nas całe kontenery wypełnione po sufit dokładnie takimi samymi przedmiotami. Dlatego postanowiliśmy myśleć o przedmiotach, które oferujemy klientom inaczej – dać im to, co i dla nas cenne – pamięć o drodze, którą przechodzimy jako ludzie, rodzice, partnerzy w związku. Przypomnieć chwile miłości, kiedy poza sobą nie widzieliśmy świata, czy te, w których po raz pierwszy trzymaliśmy w ramionach nasze dzieci i mieliśmy wrażenie, że czas się zatrzymał. To są momenty, które sami chcemy zatrzymać. Dają nam szczęście i sprawiają, że odbieramy nasze życie jako dużo piękniejsze – mówi Michał Lew.

Ich międzynarodowy biznes został wyceniony na kilkanaście milionów złotych przez fundusz Pomerangels, który zainwestował w marki małżeństwa Lwów 4 mln zł. Środki na rozwój swoich pomysłów pozyskali też od aniołów biznesu, m.in. Pawła Fornalskiego (współtwórcy IdoSell) i Krystiana Stypuły, współzałożyciela Home.pl.

Dziś ich spersonalizowana biżuteria znana jest w Europie, a szczególnie w Polsce, Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Stosują marketing wielojęzyczny, by jeszcze szybciej docierać do zagranicznego klienta, a poza tym rozwijają markę Moments, tłumacząc, że docelowo ma potencjał znacznie większy od Milkies.

Najważniejsza jest rodzina

A co robią, gdy nie pracują? Oczywiście miłość i wspólna codzienność jest bardzo ważna dla przedsiębiorczego małżeństwa. Nie pozwalają, by rozwój marek odebrał im zwyczajne rodzinne życie, i dbają, by jak najwięcej czasu spędzać razem. Czasem starają się zamknąć duży projekt w kilka dni, aby móc zaszyć się w domku nad jeziorem i od wszystkiego odpocząć.

– Mamy dwójkę dzieci, dziesięcioletniego Adama i ośmioletnią Hanię. Uwielbiamy podróżować. Spędzamy dużo czasu w naturze, szczególnie na rowerach i w pobliżu jezior. Ostatnio rodzinnie zakochaliśmy się w SUP-ach – zaczyna opowieść Katarzyna Lew.

– Oboje lubimy gotować – Kasia kocha kuchnię śródziemnomorską, a ja włoską. Wspólnie łączymy je w nasz własny fusion. Kasia uwielbia naturę, bywa, że gubimy się w lesie poza szlakiem. Uczy całą rodzinę miłości do przyrody. Z kolei mnie pasjonują komputery i sztuczna inteligencja, teraz staram się zapalić dzieci do programowania i grafiki. Małżeństwo i życie rodzinne jest dla nas źródłem szczęścia i miłości, a praca przy Milkies i Moments daje nam spełnienie i rozwój we wszystkich sferach, które nas interesują – kończy Michał Lew.