Błędne nie znaczy niekonstytucyjne

opublikowano: 01-02-2013, 00:00

Po dwóch odroczeniach rozprawy Trybunał Konstytucyjny (TK) wczoraj zakończył badanie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego.

Przepisy regulujące ściąganie tzw. janosikowego zaskarżyły dwa miasta stołeczne — najpierw Warszawa, a później dołączył królewski Kraków. Sprawa toczyła się bardzo długo, wystartowała jeszcze w poprzedniej kadencji zarówno samorządu terytorialnego, jak i parlamentu. Ale akurat ta okoliczność nie miała znaczenia, ponieważ po wyborach i w roku 2010 w Warszawie, i w 2011 w kraju utrzymali się przy władzy ci sami ludzie. Przed TK starła się więc familia Platformy Obywatelskiej — po jednej stronie wiceprzewodnicząca partii, prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz, a po drugiej nominalnie Sejm, faktycznie zaś minister Jacek Rostowski. W relacjach partyjnych to szeregowiec, ale we wszelkich kwestiach finansowych „mówi” czystym Donaldem Tuskiem i na odwrót.

Polityczna równość stron była okolicznością sprzyjającą obiektywnemu przeanalizowaniu przez TK niewdzięcznego tematu. Starcie tak naprawdę sprowadzone zostało do czystych pieniędzy, a przebijanie się górnolotnymi zasadami Konstytucji RP oraz Europejskiej Karty Samorządu Lokalnego było tylko ideową przykrywką. Zgodnie z oczekiwaniami samorządów spoza największych metropolii, stołeczne miasta wróciły z wczorajszej rozprawy na tarczy. Trybunał uznał za niekonstytucyjny tylko jeden, czysto wykonawczy przepis ustawy, dający ministrowi finansów zbytnią dowolność w rozdysponowaniu zwróconych przez biedniejsze gminy do budżetu państwa kwot nienależnie uzyskanych.

Zaskarżone przepisy konstruujące samą zasadę tzw. janosikowego uznane zostały za konstytucyjne. Budżet państwa ma zatem prawo ściągać z gmin, „których wskaźnik G jest większy niż 150% wskaźnika Gg”, pieniądze, dzielone następnie między gminy znajdujące się dochodowo pod kreską. Paradoks całej sprawy polega na tym, że skarżące stolice absolutnie nie odrzucały samej zasady samorządowego solidaryzmu! Notabene podobne było przesłanie odrzuconego niedawno w Sejmie obywatelskiego projektu ustawy. Inicjatorom zmian ustawy zawsze chodzi o złagodzenie finansowego golenia ich budżetów, bo w obecnym kształcie proceder ten zasługuje na określenie od nazwiska słynnego zbójnika. Ustawa w szczegółach zawiera wiele błędów i wręcz absurdów, które powodują nawet to, że po ściągnięciu janosikowego jednostka samorządu nagle... sama spełnia kryteria dochodowe uprawniające do pomocy z tego źródła.

Sędziowie dostrzegli błędy ustawy, ale wyraźnie podkreślili, że oceniają wyłącznie wątek konstytucyjny, a nie odnoszą się do logiki politycznej. Wielkim miastom na prawach powiatu (to głównie w nie uderza janosikowe) pozostaje zatem ponowna walka o nowelizację ustawy. Ale na razie to mrzonka, ponieważ poluzowanie janosikowego po stronie wpłat i utrzymanie wypłat z tego źródła (inne rozwiązanie dla samorządowej Polski nie wchodzi w grę) wymagałoby uzupełnienia luki przez budżet centralny. A jak stwierdził Donald Tusk, lata 2013-14 „to nie jest dobry moment”. Pozostańmy przy naiwnej nadziei, że ten lepszy kiedyś nadejdzie...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu