Błękitne paliwo z innych źródeł

W 2022 r. Polska będzie zaopatrywana w gaz z innych źródeł niż dotychczas — uważa Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej

W 2016 r. krajowe zużycie gazu wyniosło 15,99 mld m sześc. i było o 4,43 proc. wyższe niż 2015 r.

DZIAŁA I UROŚNIE:
Zobacz więcej

DZIAŁA I UROŚNIE:

Terminal LNG w Świnoujściu od uruchomienia w październiku 2015 roku odebrał już prawie 4 mln m sześc. skroplonego gazu ziemnego. Moc regazyfikacyjna (czyli rozprężenia gazu) terminala wynosi 5 mld m sześc. rocznie. Zdecydowano o jego rozbudowie do 7,5 mld m sześc. [FOT. ARC]

Bez rosyjskich dostaw

Jak wynika ze sprawozdania ministerstwa energii, polski system dystrybucji gazu ziemnego oraz dostawy paliw gazowych w 2016 r. funkcjonowały bez zakłóceń. Poziom bezpieczeństwa dostaw systematycznie się poprawia. Wynika to m.in. ze wzrostu płynności polskiego rynku, zakończenia kolejnych inwestycji, przede wszystkim terminalu LNG w Świnoujściu oraz rozbudowy magazynów. Wielu polityków uważa, że najskuteczniejszym sposobem realnej dywersyfikacji źródeł dostaw gazu jest rozwój infrastruktury łączącej polski system gazowniczy przez Danię ze złożami w Norwegii. Uzupełnieniem tzw. korytarza norweskiego ma być rozbudowa terminalu LNG w Świnoujściu, umożliwiająca dostawy z całego świata. Dla PGNiG strategicznego znaczenia nabiera Norwegia.

Dlatego spółka zamierza tam inwestować i zwiększać swoją obecność na szelfie norweskim. W przyszłości z tego państwa mogłoby pochodzić nawet 3 mld m sześc. surowca, który trafiałby do polskiego systemu przesyłowego. Dla porównania krajowa produkcja wynosi około 4 mld m sześc. Z własnej produkcji (krajowej i zagranicznej, ale wysyłanej do Polski) PGNiG ógłby w przyszłości zaspokoić nawet 45 proc. krajowego zapotrzebowania na gaz. Piotr Woźniak, prezes PGNiG, uważa, że po 2022 r. koncern może całkowicie zrezygnować z odbierania rosyjskiego gazu. Wtedy wygasa aktualna umowa, która jest dla nas wyjątkowo niekorzystna.

— Po tym terminie nie ma mowy ani o długo-, ani średnioterminowej współpracy — mówił Piotr Woźniak. Podobnego zdania jest Piotr Naimski. Według niego w 2022 r. będziemy mieli możliwość sprowadzenia do Polski poprzez terminal LNG i Baltic Pipe około 16-18 mld m sześc. gazu rocznie, co oznacza pokrycie wszystkich potrzeb Polski.

— Jeżeli zestawi się to z krajowym zużyciem na mniej więcej takim samym poziomie i z krajową produkcją, która wyniesie około 4 mld m sześc., to znaczy, że mamy nadmiar tych 4 mld m sześc. po roku 2022. Czy je sprzedamy za granicę? Sytuacja za 5-7 lat może dynamicznie się zmienić — podkreślał Piotr Naimski na Forum Ekonomicznym w Krynicy.

Baltic Pipe

Gaz-System podpisał umowę z firmą Ramboll Danmark na wykonanie prac analitycznych, badawczych i projektowych na budowę podmorskiego gazociągu. Spółka będzie również odpowiedzialna za opracowanie wymaganych przez prawo postępowań, uzgodnień i konsultacji. Przygotuje także dokumentację wykonawczą i zamówieniową pozwalającą na rozpoczęcie i prowadzenie prac budowlanych. Gazociąg Baltic Pipe, biegnący z Danii do Polski po dnie Morza Bałtyckiego, to jeden z pięciu elementów, które umożliwią połączenie polskiego systemu przesyłowego ze złożami na szelfie norweskim Morza Północnego.

Pozostałe elementy projektu to gazociąg z systemu norweskiego na Morzu Północnym do punktu odbioru w systemie duńskim, rozbudowa istniejących zdolności przesyłowych w duńskim systemie lądowym, budowa tłoczni gazu Zealand w Danii oraz rozbudowa polskiego systemu przesyłowego. Piątego września Gaz System rozpoczął tzw. wiążącą procedurę Open Season na moce przepustowe planowanego Baltic Pipe. Polega ona na złożeniu przez firmy zapotrzebowania na moce przesyłowe gazociągu, przez określony czas.

Im więcej, tym lepiej, bo oznacza to, że wypełnienie rury będzie większe, co pozytywnie wpływa na opłacalność inwestycji. Kontrakty przesyłowe podpisuje się na okres do 15 lat. Gazociąg ma być gotowy w 2022 r. Duński operator Energinet.dk szacuje koszt połączenia na 1,6-2 mld EUR. Prezes PGNiG zapewnił, że spółka weźmie udział w procedurze.

Nie wiadomo jednak jakie zdolności przesyłowe chce zarezerwować. Niezależni dostawcy wykazują mniejszy entuzjazm. Nic dziwnego, zmiana przepisów o magazynowaniu błękitnego paliwa zniechęca do biznesu. Udział mogą zgłosić firmy z Ukrainy i Słowacji, którym także zależy na dywersyfikacji źródeł dostaw. Jednak faktyczne zainteresowanie będzie znane 24 października.

Będzie drożej?

Przed rokiem Sejm uchwalił nowe przepisy, które od października przywracają obowiązek tworzenia zapasów gazu dla wszystkich firm wwożących ten surowiec. Importerzy nie muszą sami tworzyć zapasów. Podobnie, jak w przypadku ropy naftowej, mogą wykupić tzw. usługę biletową czy zapłacić za przechowywanie obowiązkowych zapasów gazu firmie Gas Storage Poland. Należy ona do PGNiG, lecz spełnia unijne wymogi niezależnego zarządcy podziemnych magazynów gazu, czyli nie może dyskryminować rywali PGNiG.

W tej dekadzie, dzięki wsparciu unijnych dotacji pojemność magazynów została podwojona i można w nich przechowywać już 3 mld m sześc. Zapasy gazu można też trzymać za granicą. Jednak firmy, które chcą z tego skorzystać muszą dodatkowo zarezerwować na przejściach transgranicznych z Polską moce przesyłowe, pozwalające w ciągu 40 dni sprowadzić do Polski całość obowiązkowych zapasów błękitnego paliwa. Przeciw nowelizacji protestowali konkurujący z PGNiG importerzy.

Ich zdaniem nowe wymogi faworyzują kluczowego gracza i spowodują wzrost cen gazu w Polsce o 4 proc. Te wątpliwości podzielały Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Urząd Regulacji Energetyki. Argumentowały, że efektem zaostrzenia przepisów i zniesienia od 1 października taryf dla firm będzie wzrost ceny gazu dla przedsiębiorstw. Gospodarstwa domowe wydają się bardziej chronione, bo taryfy dla nich nadal będzie zatwierdzał Urząd Regulacji Energetyki (URE). W 2016 r. 196 podmiotów miało wydane przez prezesa URE koncesje na obrót paliwami gazowymi, natomiast 127 z nich działało aktywnie. Po zmianie przepisów wiele z tych firm rezygnuje.

Gazowa solidarność

Bardzo dobrą wiadomością było uchwalenie (12 września 2017 r.) przez Parlament Europejski regulacji dotyczących bezpieczeństwa dostaw gazu. Wprowadzony mechanizm solidarności zakłada, że tzw. odbiorcy chronieni, czyli szpitale, służby ratunkowe, mieszkańcy będą otrzymywać gaz. W przypadku zagrożenia brakiem dostaw będzie on przesyłany z sąsiednich krajów. Na liście nie ma małych i średnich firm czy szkół.

— Problemów dostaw gazu nie da się rozwiązać w pojedynkę. Jak zapewnić, żeby nam nie groziło zamknięcie kurka. W UE potrzebujemy 65 proc. gazu z zewnętrznych źródeł, a nie z naszych własnych — tłumaczył sprawozdawca PE Jerzy Buzek, szef komisji przemysłu, badań i energii PE w Strasburgu. Za przesyłanie gazu w ramach solidarności będą przysługiwały rekompensaty. Ogólne reguły mają być ustalane już teraz, by były gotowe w razie kryzysu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Błękitne paliwo z innych źródeł