Dlaczego gaz jest dobrym paliwem dla branży energetycznej?
Tomasz Karaś, dyrektor departamentu strategii w PGNiG: Przede wszystkim jest najczystszym paliwem — emisja CO2 przy jego spalaniu jest od dwóch do trzech razy mniejsza niż w przypadku węgla. A jeśli wziąć pod uwagę politykę UE i jej naciski na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, to właśnie gaz może stać się istotnym alternatywnym dla węgla źródłem energii. Polska ma największy wśród krajów UE udział węgla w strukturze paliwowej energetyki. Dlatego wobec wspomnianych wymogów odnośnie ograniczeń emisji CO2 jesteśmy, obok Estonii, w najgorszej sytuacji wśród krajów Unii.
Jakie są wyjścia?
Mamy dwie możliwości najmniej emisyjnego rozwiązania tego problemu. Pierwsza to budowa elektrowni atomowej. Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie z harmonogramem pierwszy blok będzie oddany najwcześniej w 2020 r. Druga to uzupełnienie niedoborów energii elektrycznej poprzez budowanie elektrowni gazowych. W tym przypadku poszłoby dużo szybciej — od podjęcia decyzji w ciągu 4 lat możemy mieć już elektrownię. Oczywiście wizja zastąpienia węgla gazem jest utopijna — dostęp do błękitnego paliwa jest znacznie ograniczony w porównaniu do węgla, dlatego zawsze gaz będzie odgrywał rolę uzupełniającą.
A jak to wygląda pod względem kosztów?
Mimo że węgiel jako surowiec jest tańszy, to kiedy porówna się koszt końcowy produkcji energii, nie odbiega on zbytnio od węgla. Wszystko rozbijać się będzie o koszty zakupu pozwoleń na emisję CO2, bo gdy kryzys zostanie całkowicie zażegnany, co nastąpi, moim zdaniem, za 2 lub 3 lata, cena rynkowa pozwoleń emisyjnych może znacząco zwiększyć się, powodując wzrost opłacalności budowy bloków energetycznych wykorzystujących gaz jako paliwo.
Co jest barierą w rozwoju energetyki gazowej?
Cały system energetyczny przez lata był zaniedbywany i wieloletnich opóźnień nie da się uzupełnić w krótkim okresie. Jeśli nie chcemy, aby w przyszłości występowały braki w dostawach energii , należy natychmiast podjąć działania inwestycyjne.
Przydałyby się też zmiany legislacyjne, bo brakuje między innymi długoterminowego zarządzania certyfikatami, które są rodzajem wsparcia dla budowy nowych elektrociepłowni. I tak na przykład tzw. żółte certyfikaty (dla podmiotów produkujących jednocześnie ciepło i prąd) wygasają w 2012 r. i nie wiadomo, co dalej. A trudno inwestować duże pieniądze w coś, co tak naprawdę jest niewiadomą, bo trudno przewidzieć przyszłość branży — inwestorzy nie wiedzą, jak będzie się kształtował rynek cen energii elektrycznej i co za tym idzie, wielkość zwrotu z zainwestowanego kapitału. Drugim aspektem zwiększającym ryzyko inwestycyjne jest niewielka znajomość branży gazowej w Polsce. Nie mamy doświadczeń w budowie dużych elektrowni gazowych. To wszystko wpływa na podejście instytucji finansowych.
Czy i jakie koncerny wykazują zainteresowanie?
Oprócz PGNiG również Energa, GdF, Lotos, Orlen czy CEZ planują podjęcie działań związanych z budową nowych bloków gazowych, jednak niepewność na rynku związana z sytuacją gospodarczą i cenami emisji CO2 utrudnia realizację planów. Jednak polski rynek energetyczny musi w najbliższych latach wzbogacić się o 2 do 3 tysięcy megawatów mocy zainstalowanych opartych na gazie. W przeciwnym razie możemy mieć problem z zapewnieniem nieprzerwanych dostaw energii elektrycznej.