Bliski koniec spekulacji

Marek Rogalski
opublikowano: 05-02-2009, 00:00

Ostatnie dni przyniosły istny pogrom polskiej waluty. Notowania euro, dolara, franka i funta poszybowały do poziomów nieoglądanych od pięciu lat. Co gorsza, dynamika tego ruchu zaczyna przyprawiać o ból głowy niemal wszystkich ekonomistów i komentatorów rynku. Bo jak tu postawić trafną prognozę, kiedy rynek jest dość płytki, a zmienność kursu może wynieść nawet 10 groszy w ciągu godziny (tak stało się w środę rano). Czy poddać się tej szaleńczej spekulacji i kupować walutę, mimo tak wysokich cen? To pytanie, które trapi większość importerów. Z kolei eksporterzy, dawno zabezpieczeni przy niższych poziomach, w niewielkim stopniu odczuwają korzyści ze słabnącego złotego.

Wielokrotnie wskazywany przeze mnie w komentarzach poziom 4,50 zł za euro został dość łatwo pokonany w miniony wtorek. W rezultacie już w środę za euro płacono nawet 4,70 zł. Złotemu szkodziły spekulacje wokół polskiego budżetu, ale przede wszystkim silna awersja inwestorów do rynków wschodzących. Atmosferę podgrzewały dodatkowo spekulacje wokół standingu Rosji, które w środę przełożyły się na obniżkę ratingu przez agencję Fitch. Paradoksalnie decyzja ta spowodowała spore przesunięcia na parze EUR/USD, a złoty pozostał względnie stabilny. Pod koniec dnia zaczął nawet nieznacznie się umacniać. Może to oznaczać, że rynek zdyskontował już większość negatywnych informacji. W rezultacie w najbliższym czasie kluczowe mogą okazać się dane z amerykańskiego rynku pracy, które poznamy w piątek. Jeżeli będą zgodne z oczekiwaniami, to niewykluczone, że nowy tydzień rozpoczniemy od dość wyraźnego umocnienia się naszej waluty. Możliwy jest szybki powrót do poziomu 4,50 zł za euro.

Marek Rogalski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Rogalski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy