BNP Paribas straszy, inwestorzy sprzedają

Kamil Zatoński
opublikowano: 2009-09-11 00:00

Zmienia się podejście inwestorów do naszej waluty i obligacji. Tak płacimy za rosnący dług.

Rynki z opóźnieniem zareagowały na rosnącą

dziurę w polskim budżecie. Sygnałem była nieudana aukcja obligacji i raport francuskiego banku.

Zmienia się podejście inwestorów do naszej waluty i obligacji. Tak płacimy za rosnący dług.

Złoty zaczął gwałtownie tracić wczoraj przed południem. Kurs euro podskoczył z 4,11 do blisko 4,19 zł. O 4-6 punktów bazowych wzrosła też rentowność obligacji. Poranne wzrosty na giełdach szybko zamieniły się w 1,5-procentową stratę na WIG20. Mniej niż złoty stracił forint. Praktycznie nie zmienił się natomiast kurs czeskiej korony. Złoty słabł od rana. Indeksy GPW zaczęły spadać, gdy inwestorzy przetrawili raport BNP Paribas. Bank zaleca inwestorom sprzedaż polskich obligacji skarbowych, niezależnie od terminu ich zapadalności.

— Zmienia się postrzeganie złotego i polskich aktywów w ogóle. Wszystko przez niewiadomą związaną z zaspokojeniem potrzeb pożyczkowych państwa w przyszłym roku. Inwestorzy szykują się na znaczący wzrost podaży obligacji. Według naszych szacunków średnio miesięcznie będzie to 9,6 mld zł, wobec przeciętnie 8,2 mld zł od początku tego roku — mówi Rafał Benecki, ekonomista ING Banku.

Dlaczego jednak rynek osłabł dopiero dziś, a nie tuż po weekendzie, gdy Jacek Rostowski, minister finansów, postraszył ogromną dziurą budżetową?

Aukcja przełomem

Punktem przełomowym była środowa aukcja obligacji, która zakończyła się sprzedażą papierów za 1,11 mld zł, wobec maksymalnej oferty 2 mld zł. Popyt był co prawda większy, ale resort nie zaakceptował rentowności proponowanej przez kupujących. Natychmiast spadły ceny obligacji na rynku wtórnym, osłabł też złoty.

— Nasza waluta będzie się w najbliższym czasie zachowywać słabiej niż inne z regionu. Biorąc jednak pod uwagę wciąż duży apetyt na ryzyko w otoczeniu zewnętrznym nie spodziewamy się spektakularnych spadków. Złoty jeszcze długo będzie miał wsparcie z gospodarki, a dane makro w tym miesiącu to potwierdzą — uspokaja Rafał Benecki z ING Banku.

Jego zdaniem, szczytu słabości złotego należy się spodziewać w IV kwartale. Prognozy mówiące o maksymalnym wzroście kursu EUR/PLN do 4,20 zł stają się nieaktualne.

Założenia z maja

Dużo większej deprecjacji złotego spodziewają się natomiast analitycy BNP Paribas. Prognozują oni, że na koniec roku za euro trzeba będzie zapłacić aż 4,70 zł. Ich wczorajsza notka do klientów, w której zalecili sprzedaż obligacji, również mogła się przyczynić do osłabienia naszej waluty.

— Inwestorzy powinni sprzedawać polskie papiery skarbowe ze względu na bardzo niebezpieczną sytuację fiskalną kraju — rekomendują analitycy BNP Paribas.

Z kolei według agencji Standard Poor’s polski sektor bankowy stoi w obliczu ryzyka pogorszenia jakości posiadanych aktywów, wraz z rosnącym bezrobociem i spowolnieniem tempa wzrostu PKB.

— Ten raport jest kontrowersyjny, bo wciąż zakłada, że w Polsce w 2009 r. PKB spadnie o 1 proc. Opiera się ponadto na danych z końca maja — zauważa jednak Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Jeszcze we wtorek Standard Poor’s oceniał, że założenia przyszłorocznego budżetu są zgodne z planem i są neutralne dla ratingu Polski. Podkreślono, że strategia uzależniająca utrzymanie polskiego długu poniżej progu 55 proc. PKB od wpływów z prywatyzacji jest ryzykowna. Agencja dodała jednak, że rozważa podwyższenie tegorocznej prognozy wzrostu gospodarczego w Polsce z -1 do 0 proc.