Boeing i Airbus dopieszczają miliarderów

AR
opublikowano: 2014-06-20 08:17

W świecie VIP-ów skala ma znaczenie - miliarderzy kochają projektowane na życzenie boeingi i airbusy. A producenci chętnie spełniają ich kaprysy.

Nieważne, że to nieekonomiczne. Niektórzy po prostu wolą zabrać w powietrze cały swój styl życia i przyjaciół. A 3 tys. mkw. pokładu boeinga do własnej dyspozycji to nie to samo, co mały prywatny odrzutowiec, czy helikopter.

Zamówienia od krezusów na szerokokadłubowe pasażerskie jety to specjalność producenta z Seattle. Niedługo mogą stać się dla firmy nawet bardziej lukratywne niż te od linii lotniczych. W połowie czerwca koncern pochwalił się wyprodukowaniem już drugiego w tym roku modelu 777-300ER  dla prywatnego klienta. Osobna firma nada wnętrzu odpowiedni szyk, zgodnie z każdą zachcianką nabywcy. 

Tzw. „potrójna siódemka”, która lata m.in. we flocie British Airways, mogłaby zmieścić na pokład ponad 300 pasażerów i bez trudu pokona 17 tys. km. (odległość jak z Paryża do Sydney). To największy na świecie samolot dwusilnikowy. Wśród indywidualnych klientów popularne są też dreamlinery - spółka ma na nie zamówienia do 2018 roku. W katalogach sprzedaży ceny takich samolotów sięgają nawet 300 mln dolarów.

Zamiast rzędów ciasnych rozkładanych foteli zapewne znajdą się w nich szerokie, miękkie kanapy i wszystko co potrzebne np. szejkowi z Dubaju, żeby polecieć ze swoją rodziną na zakupy do Londynu. Sypialnie i łazienki dla kilku osób, to też nie problem. Oczywiście w stylu godnym podniebnego pałacu, np. z nutą futurystycznego designu.

Największy globalny konkurent Boeinga nie zostaje w tyle ze swoją ofertą.  „Komfort, którego pragniesz, w rozmiarze, którego potrzebujesz” – takim hasłem Airbus zachęca do zakupów u siebie. Obaj producenci mogą prawdopodobnie liczyć na coraz większe zainteresowanie.

„Fabryki komercyjnych jet-ów zamieniają rzędy foteli klasy ekonomicznej na sofy i pokładowe centra rozrywki od późnych lat 90, ale ostatni napływ miliarderów z Rosji, Bliskiego wschodu i Chin każe zwrócić szczególną uwagę na ten rynek” – napisał niedawno Business Insider. Szacuje się, że tylko na Bilskim Wschodzie liczba miliarderów wzrośnie w 2017 do 220. Dlatego nie bez powodu Airbus szczegółowo sprawdza ich upodobania w badanych marketingowych. Z jednego z takich raportów wynika, że najchętniej podróżują oni z całą swoją świtą. Niezależnie od tego czy robią to w interesach czy dla zabawy lubią mieć dokoła siebie swoich stałych doradców, którzy znają ich potrzeby.

Ale nie tylko biznesmeni polubili ten luksus. Design w przestworzach na życzenie to ogromna pokusa dla polityków wysokiego szczebla. Nie oparł się ukraiński prezydent Wiktor Juszczenko, gdy jeszcze sprawował kadencję. Bez skrupułów zrezygnował z produkowanego w rodzimych zakładach Antonova.  Plotki głosiły, że połowę z 40 lub 60 mln USD, które wydał na Airbusa A319, pochłonęło „dostosowanie” nowej zabawki do prezydenckich potrzeb. A to tylko jeden z przykładów wyrafinowanego politycznego gustu.

Dla Boeinga produkcja spersonalizowanych wersji szerokokadłubowców, m.in. 747 i 777, z "ultra dużymi kabinami" stanowi już 40 proc. dochodów. Airbus oferuje krezusom kilka mniejszych modeli, w tym ACJ380, który w standardzie zabiera na pokład 50 osób. Obaj producenci chętnie chwalą się liczbami. Europejski koncern od 1997 roku dostarczył już ponad 170 sztuk swoich jetów indywidualnym nabywcom. Amerykanie, którzy uruchomili sprzedaż rok wcześniej, mają na kocie 195 zrealizowanych zamówień. Kolejne kilkudziesiąt czeka na realizację.

Ile kosztuje ten podniebny komfort? Business Insider podaje, że ceny wahają się od 80 do 300 mln USD. Choć to tylko nieoficjalne szacunki,bo producenci nie zdradzają stawek dla indywidualnych klientów. A ci chętnie je negocjują.