W tym roku Boeing sprzeda mniej samolotów niż konsorcjum Airbus. Amerykanie wierzą jednak, że to tylko chwilowa zamiana miejsc.
Fakt, że europejski producent samolotów wysunął się pierwszy raz na pozycję lidera, nie martwi Amerykanów. Zarząd Boeinga uważa wręcz, że jest to jednostkowy wypadek przy pracy.
— Airbus, ze swoim nowym modelem A380, skupia się na wąskim 11-proc. segmencie rynku. My zaś celujemy w segment samolotów średnich, który w ujęciu wartościowym stanowi aż 80 proc. rynku — mówi Marlin Dailey, wiceprezes Boeinga do spraw sprzedaży w Europie, który gościł w Warszawie.
Zdaniem Amerykanów, liczone na 12 mld USD wydatki Airbusa na wprowadzenie mogącego przewozić 555 osób modelu A380 skutecznie zahamują możliwości konkurowania europejskiej firmy z Boeingiem w segmencie maszyn przeznaczonych na 100 do 400 pasażerów. W 2008 r. wystartują pierwsze z konstruowanych obecnie średniej wielkości samolotów Boeing 7E7.
— Będą się one wyróżniać zwiększonym zasięgiem przy jednoczesnym ograniczeniu kosztów eksploatacyjnych — zapewnia Marlin Dailey.
Airbus ripostuje, że samoloty Boeinga nie będą lepsze od europejskich maszyn typu A330-200.
Obaj producenci bardziej niż wzajemną konkurencją martwią się dekoniunkturą.
— Mamy obecnie do czynienia z bezprecedensowymi warunkami rynkowymi. Jesteśmy na dnie dołka cyklu koniunkturalnego, jednak taka sytuacja sprzyja restrukturyzacji i opracowywaniu skuteczniejszych modeli biznesowych — twierdzi Marlin Dailey.
Wczoraj zakończyła się w Warszawie dwudniowa konferencja zorganizowana przez Boeinga dla 20 środkowoeuropejskich linii lotniczych. Jej celem było rozpoznanie możliwości rynkowych w części Europy, w której Boeing ma około 70-proc. udział.
— Koniecznie jest śledzenie wydarzeń na bieżąco, zwłaszcza, że wiele krajów regionu jest w przededniu wejścia do Unii — mówi Marlin Dailey.