KOMENTARZ EKSPERTA

Hiszpański fiskus zainteresował się rozliczeniami Leo Messiego. Zdaniem urzędników, bóg futbolu zarządzał prawami do swojego wizerunku przy wykorzystaniu spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych — Belize i Urugwaju. Gra toczy się o dużą stawkę — w świetle ostatnich doniesień hiszpańskiej prasy zaległy podatek od dochodów piłkarza w okresie 2007-09 wynosi aż 4 mln EUR. Hiszpańskie władze (w decyzji pierwszej instancji) twierdzą, że struktura wykorzystująca sztuczne podmioty, jedynie pozornie zarządzające prawami do wizerunku Messiego, została zbudowana w celu uniknięcia podatku. Struktury oparte na zarządzaniu prawami do wizerunku przez zagraniczne spółki nie są obce również naszym piłkarzom, którzy przynajmniej pod tym względem… dorównują Messiemu.
Sprawa Messiego — niezależnie od jej ostatecznego rozstrzygnięcia — jest przykładem na to, że struktury podatkowe często tworzone są w sposób nieprzemyślany i agresywny. Zarówno piłkarze, jak i przedsiębiorcy mogą zarządzać podatkami legalnie i skutecznie, nie budząc nadprogramowego zainteresowania władz skarbowych, co jest nieuniknione przy korzystaniu z rajów podatkowych. Wymaga to jednak zaplanowania struktury, która nie może być oderwana od faktycznie prowadzonych działań. Jeżeli okaże się, że hiszpański fiskus ma rację, będzie to dowód, że w przypadku Messiego takiego planowania zabrakło.
Podobnymi strukturami coraz częściej będzie się interesować także polski fiskus. Cała nadzieja w tym, że nasi piłkarze używają głowy nie tylko na boisku...