Bohater interweniował, by firma straciła patent

opublikowano: 18-02-2014, 00:00

Przedsiębiorcy z Czeladzi odebrano patent na rozwiązanie z dziedziny ochrony przeciwpożarowej. Jego zdaniem, państwu przeszkadza możliwość powszechnego stosowania rozwiązania. Czyli chodzi o pieniądze

— Polska, żeby być krajem konkurencyjnym, musi wypracować taki system, który pozwoli nam sprzedawać naszą myśl, nasze patenty. Zamierzamy najwięcej pieniedzy przeznaczyć właśnie na ten cel — ponad 9 mld EUR — zapowiadała wicepremier Elżbieta Bieńkowska na konwencji Platformy Obywatelskiej w listopadzie 2013 r.

Henryk Klekot, właściciel firmy Hewam z Czeladzi, przekonał się jednak, że deklaracje nie zawsze mają poparcie w czynach. Możliwość powszechnego stosowania jego wynalazku przeszkadzała państwu tak bardzo, że odebrało firmie patent.

Brygadier widzi problem

Najpierw cztery lata czekał na patent. Po dwóch latach od jego wydania Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej (UP RP) cofnął decyzję. Wniósł o to nadbryg. Janusz Skulich, zastępca komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej (PSP), odznaczony za akcję ratowniczą po zawaleniu się hali Międzynarodowych Targów Katowickich oraz gaszenie pożaru siemianowickiego Polarcupu. Sprzeciw wobec patentu wystosował trzy dni po tym, jak minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller tak zmienił rozporządzenie w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, że niemal wprost zaczął z niego wynikać obowiązek stosowania rozwiązania opatentowanego przez Henryka Klekota.

Korzeni sprawy należy szukać w 2003 r. Wtedy pojawiło się rozporządzenie, w nowy sposób opisujące zasady, jakim powinny podlegać instalacje przeciwpożarowe w wysokich budynkach. Chodziło o to, by nawet na najwyższych kondygnacjach strażacy mieli dostęp do hydrantów z odpowiednim ciśnieniem wody. Spełnienie tych wymogów nie było wielkim kłopotem w przypadku obiektów nowo budowanych. Problemem były budynki modernizowane.

— Z mojego rozeznania wynika, że przepis był martwy — twierdzi Henryk Klekot. Przepis wymagał budowy w piwnicach lub na ostatnich piętrach zbiorników na wodę. Za zgodą straży dopuszczał „rozwiązania zamienne”. „Z uwagi na złożoność problemu, szczególnie w spółdzielniach mieszkaniowych, które zarządzają często kilkudziesięcioma budynkami mieszkalnymi o wysokości powyżej 25 m, istnieje konieczność (potrzeba) dość elastycznego podejścia przez straż pożarną do egzekwowania przedmiotowych zaworów hydrantowych” — napisał bryg. Jacek Świetnicki z Centrum Naukowo- Badawczego Ochrony Przeciwpożarowej w Józefowie w referacie opublikowanym 27 października 2005 r.

Zdaniem Janusza Skulicha, nie można z tego referatu wyciągać wniosku, że przez dwa lata od publikacji rozporządzenia nie było pomysłu na to, jak „rozwiązania zamienne” miałyby wyglądać.

— Wypowiedź ta wskazuje jedynie w sposób ogólny na złożoność problemu wyposażania budynków istniejących w instalacje wodociągowe przeciwpożarowe z zaworami hydrantowymi, która może wynikać nie tylko z przyczyn technicznych, lecz również z przyczyn organizacyjnych i formalnoprawnych — twierdzi Janusz Skulich.

Referat zawierał też koncepcję „rozwiązania zamiennego”. Jego koszt dla trzyklatkowego, jedenastokondygnacyjnego bloku z wielkiej płyty miał wynieść 250-300 tys. zł. Henryk Klekot twierdzi, że jego pomysł jest dziesięciokrotnie tańszy. Sprowadza się do takiego wyprowadzenia instalacji przeciwpożarowej na zewnątrz budynków, by w razie pożaru można było doń tłoczyć wodę z samochodów gaśniczych. Henryk Klekot wystąpił o patent na swoje rozwiązanie 23 czerwca 2005 r. Urząd Patentowy opublikował zgłoszenie 27 grudnia 2006 r.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Coraz więcej osób i instytucji zaczęło kopiować mój pomysł i ideę zasilania, mimo iż była zastrzeżona postępowaniem patentowym. Rozwiązanie kopiowali wszyscy, nawet całe frazy zdań z naszych opracowań — żali się Henryk Klekot. Patent otrzymał 24 lipca 2009 r.

Bo jest w rozporządzeniu

Tymczasem 10 czerwca 2010 r. Janusz Skulich skierował do Urzędu Patentowego sprzeciw wobec uznania za wynalazek rozwiązania Henryka Klekota. „Omawiany ‘wynalazek’ nie może być traktowany jako posiadający poziom wynalazczy, ponieważ wynika on dla znawców techniki przeciwpożarowej wprost ze stanu techniki. Wszystkie elementy i rozwiązania zastosowane w opatentowanym układzie (…) są znane i stosowane od lat w praktyce pożarniczej w takiej konfiguracji, jaka została opatentowana patentem (…)” — napisał zastępca komendanta PSP.

Trzy dni wcześniej rozporządzenie dotyczące ochrony przeciwpożarowej zostało zmienione tak, że w wysokich budynkach można zrezygnować ze zbiorników na wodę, jeśli zastosuje się, „wyprowadzenie w elewacjach budynku (...) nasady (…) umożliwiającej zasilanie instalacji wodociągowej przeciwpożarowej z samochodów gaśniczych”. To również zauważył Janusz Skulich. „(…) objęcie ochroną patentową omówionego powyżej stosowanego powszechnie rozwiązania technicznego spowoduje ograniczenie możliwości jego stosowania, a przez to będzie miało wpływ na obniżenie poziomu bezpieczeństwa pożarowego (…). Będzie to zatem powodowało naruszenie interesu publicznego, zwłaszcza w sytuacji, gdy w znowelizowanym (…) rozporządzeniu (…) przewiduje się wprost stosowanie w budynkach takiego rozwiązania do zasilania instalacji wodociągowych przeciwpożarowych” — napisał Janusz Skulich.

W odpowiedzi dla „PB” dodaje, że nieumieszczenie zapisu odwołującego się do wynalazku Henryka Klekota w wersji rozporządzenia sprzed 2010 r. nie oznacza, że nie było to rozwiązanie stosowane od lat.

— Omawiane rozwiązanie przewidują na przykład normy i standardy techniczne, które były opublikowane przed zgłoszeniem wspomnianego „wynalazku” w UP RP — podkreśla Janusz Skulich.

Henryk Klekot ma w tej kwestii inne zdanie. Ale we wrześniu 2011 r. UP RP unieważnił jego patent. Był to jeden z sześciu takich przypadków w tym roku. W tym, co wcześniej uznał za wynalazek, dopatrzył się teraz „braku poziomu wynalazczego”, choć zarzut „braku nowości” uznał za bezzasadny.

— W toku badania eksperckiego poprzedzającego wydanie patentu nie jest możliwe uwzględnienie absolutnie wszystkich faktów dotyczących danego rozwiązania. Ścieżka odwoławcza musi istnieć — komentuje Adam Taukert, rzecznik UP RP.

Henryk Klekot odwołał się do WSA. Ten w lipcu 2012 r. podtrzymał unieważnienie patentu. Przedsiębiorca czeka na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu