Bomba Energi dosięgnie banków

Instytucje finansujące inwestycje w wiatraki mogą mocno ucierpieć na krucjacie gdańskiej grupy przeciw umowom z farmami.

W poniedziałek Energa, jedna z czterech państwowych grup energetycznych, zaskoczyła rynek komunikatem o zamiarze dowodzenia w sądzie nieważności umów na zakup zielonych certyfikatów, zawartych przed laty z farmami wiatrowymi. We wtorek Daniel Obajtek, prezes firmy, w towarzystwie prawników, objaśnił, co to oznacza. Wygląda na to, że problem mają nie tylko inwestorzy wiatrowi, ale też banki. — Wchodzimy w procedurę defaultu [niewypłacalności — red.], bo deklaracje Energi oznaczają, że zagrożona jest kontynuacja umowy. Podpisane są na niej również banki — przyznaje Tomasz Podgajniak, prezes firmy Enerco, które jest właścicielem największego w Polsce kompleksu farm wiatrowych w Darłowie.

Banki też podpisywały

Prezes Enerco podkreśla, że nadal nie dostał żadnego pisma, które anonsowałoby zamiary Energi. Tymczasem publiczne deklaracje Daniela Obajtka jasno wskazują, że Energa postanowiła przestać kupować zielone certyfikaty od ok. 20 inwestorów, z którymi zawarte ma 22 wieloletnie kontrakty. Zapisy tych umów, według szefa gdańskiej grupy, są dla niej bardzo niekorzystne, m.in. ze względu na wysoką i sztywną cenę, a także brak możliwości wypowiedzenia. Skoro Energa przestaje płacić, to inwestorzy tracą strumień przychodów, który był najczęściej ważnym elementem umów kredytowych zawieranych z bankami. Banki są zresztą często sygnatariuszami umów z Energą (tak jest np. w przypadku Enerco). — Zastanawiamy się, co dalej — mówi Tomasz Podgajniak.

— Nasze wnioski sądowe dotyczą też banków cesjonariuszy. To może być dla nich kwestia o znaczącej skali — mówi prof. Maciej Mataczyński, partner w kancelarii SMM Legal, doradzającej Enerdze. Skalę oszacowała już sama Energa. Firma uważa, że w ostatnich trzech latach na kwestionowanych 22 umowach straciła 600 mln zł, a gdyby umowy dalej były realizowane, to do końca okresu ich obowiązywania (czasem nawet jeszcze 10 lat) straciłaby jeszcze 2,1 mld zł.

— A my przecież mamy tylko 40 proc. rynku. Proszę sobie oszacować, jakie kwoty wiążą się z pozostałą jego częścią — tak Daniel Obajtek odpowiadał na pytania o to, czy inne spółki skarbu państwa mogą pójść w ślady Energi. Na początku 2017 r. Komisja Nadzoru Finansowego podała, że krajowe banki udzieliły 6 mld zł kredytów na finansowanie farm wiatrowych. Dla przykładu BOŚ Bank zrobił już odpisy na 220,8 mln zł m.in. ze względu na farmy wiatrowe.

Będą nowe umowy

Przemysław Maciak, partner w kancelarii SMM Legal, porównał wczoraj ruch energetycznej firmy do bomby atomowej. To o tyle trafne, że deklaracja Energi o nieważności umów dotyczy wszystkich 150 kontraktów na zakup zielonych certyfikatów, które zawarła w latach 2007-13. W sprawie22 idzie do sądu, w sprawie 130 — nie idzie.

— To dlatego, że zawarte w nich warunki nie odbiegały od rynkowych, więc i tak Energa nie miałaby roszczeń finansowych — tłumaczy Maciej Mataczyński. Rzesza kontrahentów Energi musi więc stawić czoła ryzyku utraty przychodów, chyba że zawrą nowe umowy.

— Będziemy konwalidować umowy, czyli podpisywać nowe kontrakty. Dojdzie do tego w najbliższych godzinach i dniach — mówi Maciej Mataczyński. Konwalidacja może być okazją do uzgodnienia nowych warunków, choć prawnicy Energi przekonują, że dotychczasowe w 130 kontraktach są satysfakcjonujące. Daniel Obajtek nie wyklucza też zawarcia nowych umów z inwestorami, którym właśnie wywrócił 22 umowy. — Ale na rynkowych warunkach — podkreśla prezes Energi.

PGE poszła do prokuratury

Energa domaga się unieważnienia umów, bo uważa, że powinny być zawierane na podstawie prawa zamówień publicznych, a nie były. Część prawników uważa, że to sprawa tak niestandardowa, że będzie się toczyć latami. Prawnicy kancelarii SMM Legal twierdzą natomiast, że pójdzie szybko. Na pytania o działania wobec osób zawierających te umowy prezes Energi odpowiada wymijająco. — Analizujemy kolejne kroki prawne — mówi Daniel Obajtek. Nie szczędzi krytyki dwóm wiatrowym transakcjom, które firma zawarła w 2013 r. Przejęła część aktywów wiatrowych Donga i Iberdroli, drugą część wzięła PGE.

— Przepłaciliśmy — mówi Daniel Obajtek. Siostrzana PGE, jak się okazuje, też nie jest dziś dumna z zakupu. Z naszych informacji wynika, że na przełomie lat 2016/17 zarząd grupy zawiadomił prokuraturę o możliwych nieprawidłowościach przy tej transakcji. — PGE nie komentuje przebiegu toczących się postępowań. Transakcja zakupu farm wiatrowych z 2013 r. jest objęta audytem wewnętrznym, zleconym przez zarząd spółki — przekazało nam biuro prasowe PGE.

ZA DROGO: Kiedy wiatrak się kręci, produkuje prąd i dostaje zielone certyfikaty, czyli instrument wsparcia. Ich największym kupcem jest Energa. Nadal chce je kupować, ale taniej. Dlatego próbuje wyplątać się z dotychczasowych umów. [FOT. BLOOMBERG]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Bomba Energi dosięgnie banków