Politycy boją się mediów i sondaży. Jeśli media będą ich piętnowały za brak propaństwowej postawy, pójdą za nimi sondaże i w Sejmie znajdzie się poparcie dla nowego rządu.
Z Ameryki
Wydawało mi się, że Alan Greenspan zrobi wszystko, by uspokoić rynki finansowe. Na początku tygodnia wszystko jednak wskazywało na to, że nie mogłem popełnić większego błędu. Nie tylko szef banku, ale i inni członkowie Fed wzbudzili nowe obawy. Myślę, że to skutek nieświadomego działania - po prostu rynek jest tak wrażliwy, że reaguje na każdą podejrzaną wypowiedź. Kuriozalna była reakcja na słowa Alana Greenspana, że system finansowy w USA jest „silny” i „dobrze przygotowany na przyjęcie wyższych stóp procentowych”. A co innego miał powiedzieć, by uspokoić rynki? Przecież trwa ożywienie gospodarcze, rosną ceny benzyny, inflacja zaczyna podnosić łeb. Szef Fed nie może udawać, że tego nie widzi, bo kompletnie by się ośmieszył. W inny sposób jako pierwszy powiedział to samo Rober McTeer, szef Fed z Dallas: umiarkowany wzrost stóp procentowych nie zatrzyma ożywienia gospodarczego.
Gdyby rzeczywiście skok stóp z 1 proc. do 1,25 proc. miał zatrzymać wzrost, to cóż to byłoby za ożywienie? Po drugim wystąpieniu szefa Fed, w którym ten jeszcze bardziej się starał uspokoić rynki, inwestorzy doszli do wniosku, że inflacja nie jest zagrożeniem, rynek pracy poprawia się bardzo wolno, a wyniki i prognozy spółek są znakomite. I zaczęli kupować akcje. Nadal jednak groźne są rynkowe stopy procentowe, bo rosną, nie czekając na podwyżkę stóp banku centralnego. Najlepsze dla rynku byłoby jak najszybsze podniesienie stóp, bo przed wyborami, Fed nie zrobiłby już żadnego ruchu i rynek by się uspokoił.
W końcówce tygodnia bykom pomogły przede wszystkim raporty kwartalne spółek. Niezwykle niskie stopy procentowe, zwroty podatków, słaby dolar – to wszystko bardzo wspierało gospodarkę. Ale ta pomoc będzie się powoli kończyć i druga połowa roku będzie wyglądała zupełnie inaczej, choćby z powodu sytuacji w Chinach. „Washington Post” przytoczył opinię Li Ruogu, wiceprezesa Ludowego Banku Chin, musi rozważyć podwyżkę stóp. Inaczej kraj ten może wpaść w pułapkę spekulacyjnego ożywienia kredytowego i na rynku nieruchomości, które zakończyć się może podobnie, jak w Japonii w latach 80. Poza tym prezes niepokoi się inflacją. W pierwszym kwartale wzrosła tak bardzo, że gdyby ta dynamika się utrzymała, to na koniec roku wskaźnik cen sięgnąłby 12 proc. (do tej pory około 3 proc.). Li Ruogu ostrzega również, że jeśli dolar będzie nadal słaby, to Chiny przejdą na bardziej zrównoważony koszyk walut, w których trzymają rezerwy. Lepiej nie mówić, co by to oznaczało dla amerykańskiego rynku obligacji, a co za tym idzie, dla rynkowych stóp procentowych.
Wyhamowanie ożywienia w Państwie Środka uderzy w gospodarkę całego świata. Rynki towarowe wyprzedzają zapowiadaną podwyżkę stóp procentowych i chińskie ochłodzenie. Mocno spadają ceny metali, a indeks surowców (CRB) zaczyna dążyć ku linii trendu wzrostowego. Jeśli jednak kierować się wskazaniami międzyrynkowej analizy technicznej (MAT), to nie jest jeszcze zmiana trendu. Po szczycie na rynku obligacji (on już dawno za nami) następny szczyt powinny ustanowić akcje i dopiero potem definitywnie stanieją surowce.
Jesteśmy więc w okresie przejściowym, a akcje mogą jeszcze przez pewien czas drożeć. Nawiasem mówiąc, jeśli rzeczywiście surowce zaczną tanieć, to powrócą obawy nie o inflację, ale o deflację, choć Fed utrzymuje, że już się jej nie boi. Amerykański bank centralny powinien raczej mówić, że na razie nie widzi zagrożenia nią. Poza tym wielu analityków jest zdania, że sprzedaż surowców jest dużo większa od ich konsumpcji. Z tego wynika, że są one gromadzone, a gdy popyt spadnie, zapasy zaczną bardzo obniżać ceny. Światowe rynki finansowe są w tej chwili całkowicie zdezorientowane, co będzie sprzyjało dużej zmienności na giełdach.
W nadchodzącym tygodniu opublikowanych będzie nieco mniej wyników spółek, podobnie jak danych makro. Najważniejsze będą indeksy zaufania i nastroju Conference Board i Uniwersytetu Michigan oraz wstępne dane o zmianie PKB w pierwszym kwartale. Rentowność obligacji będzie nadal rosła. Nie twierdzę, że rozpocznie się bessa, ale dziwiłbym się bardzo, gdyby indeksy ustanowiły nowe szczyty. Najbardziej prawdopodobne jest, że rynek akcji będzie trwał w trendzie bocznym. Pamiętajmy, że zbliża się maj i tym razem powiedzenie „w maju sprzedaj i uciekaj” może okazać się prawdziwe. Rok temu było inaczej dzięki optymizmowi po zakończeniu wojny w Iraku.
Z Polski
W ubiegłym tygodniu po raz pierwszy od dawna kontrariańska interpretacja wigometru nie sprawdziła się. Nie ulega wątpliwości, że zawdzięczamy to naszym polityce, w której która sytuacja zmieniała się, jak w kalejdoskopie. Najpierw dowiedzieliśmy się, że Platforma Obywatelska chce rozmawiać o projekcie ustawy o emeryturach i rentach po 2 maja, kiedy powołany zostanie nowy rząd. Z tego można było wyciągnąć wniosek, że PO pokazała już emerytom, iż o nich dba, a teraz chce pokazać reszcie, że jest odpowiedzialną opozycją i nie wyklucza kolejnej zmiany zdania, pójścia na kompromis i głosowania za ustawą. Potwierdził tę opinię wicepremier Jerzy Hausner, mówiąc w kuluarach dorocznego spotkania EBOR w Londynie: - Ja nie myślę, że plan przejdzie, ja to wiem.
Cios planowi Hausnera i Markowi Belce zadała jednak SdPl, żądając wyborów w tym roku w zamian za poparcie nowego gabinetu. A bez SdPl ciężko będzie o powołanie jakiegokolwiek rządu, co wyraźnie pokazało głosowanie w sprawie obsadzenia fotela marszałka Sejmu. Właśnie decyzja SdPl wywołała czwartkowe załamanie na GPW. Fundusze wiedziały o niej przed oficjalną konferencją.
Decyzja SdPl jest niemądra i pokazuje, że tej nowej partii brak odpowiedzialności za państwo. To jest wyłącznie gra pod publiczkę, bo sondaże pokazują, że olbrzymia większość Polaków chce rozwiązania Sejmu. Problem w tym, że większość wyborców nie rozumie, jaki będzie wynik wyborów przeprowadzonych w tym roku. Nie winię ich za to, ale Marek Borowski i Dariusz Rosati powinni to rozumieć. Podczas tej kadencji Sejmu trzeba uchwalić kluczowe ustawy, by następny parlament i rząd nie mogli niczego popsuć. Może się bowiem okazać, że po wyborach zatęsknimy do obecnego składu Sejmu. Konieczne jest wprowadzenie reformy finansów (niekoniecznie planu Hausnera), reformy służby zdrowia i uchwalenie budżetu na następny rok. Wybory w tym roku mogą zakończyć się nieuchwalenie budżetu i nowymi wyborami w przyszłym.
Jeśli Marek Belka będzie nadal taki twardy, jak dotychczas, to premierem zostanie, prezydent zaprzysięgnie nowy rząd i w czasie 14 dni Sejm udzieli mu (albo i nie) wotum zaufania. Wtedy dopiero nadejdzie czas próby dla polityków – przy podnoszeniu rąk w głosowaniach. Media mają teraz bardzo ważne zadanie. Niech w imię odpowiedzialności za gospodarkę (nie za Polskę, bo kraj nie zginie) przestaną kopać leżących (to pomaga tylko populistom) i wesprą powołanie rządu na jeden rok. Politycy bowiem boją się teraz dwóch rzeczy: mediów, i sondaży. Jeśli media będą piętnowały brak propaństwowej postaw, to pójdą za nimi sondaże i w Sejmie głosowaniu za rządem ręce w się podniosą. Początek dali już analitycy banków HSBC i BNP Paribas, krytycznie oceniając decyzję SdPl.
Dzięki polityce wyniki spółek i dane makro zeszły zdecydowanie na dalszy plan, ale kiedyś wreszcie makroekonomia zacznie znowu oddziaływać na rynek. Nasze dane makro są znakomite. Dynamika produkcji przemysłowej i wzrost sprzedaży detalicznej okazały się wręcz imponujące. Trzeba jednak brać pod uwagę, że to jednorazowy wyskok przed wejściem do Unii. Wszyscy starali się wyeksportować jak najszybciej i kupić jak najwięcej z obawy przed zmianami w VAT i ewentualnymi podwyżkami cen. Prawdę poznamy dopiero w czerwcu – pokażą ją dane za maj. Warto pamiętać, że stan gospodarki Eurolandu nie jest dobry, a Komisja Europejska obniżyła prognozę wzrostu PKB dla strefy euro do mikrych 1,7 proc. Jeśli w Eurolandzie będzie trwała stagnacja, to gdzie będziemy eksportować? Powinniśmy do Rosji i China, ale nasi politycy są tak źle nastawieni do tych państw, że dla pryncypiów poświęcą gospodarkę.
W nadchodzącym tygodniu odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Moźe ono okazać się bardzo ciekawe. RPP stóp oczywiście nie zmieni, ale co z nastawieniem w polityce monetarnej? PKB w I kwartale zapewne wzrósł o około 5 proc., a w całym roku może wzrosnąć nawet o 6 proc. Polityka może osłabiać złotego. Mocno wzrosły ceny żywności, a po wejściu do UE, mimo oficjalnych zapowiedzi rządu i NBP, inflacja też będzie powoli rosła. W tej sytuacji RPP byłaby nieodpowiedzialna, gdyby nie zaostrzyła nastawienia w swej polityce. Ciekawe, jak zareaguje giełda. Powinna mieć to już w cenach, ale z rynkami finansowymi nigdy nic nie jest pewne...
Nadchodzący tydzień może być dla naszej giełdy bardzo dziwny. W Warszawie odbędzie się szczyt gospodarczy i miasto będzie sparaliżowane. Stolica wyludni się w sposób niewyobrażalny. Oczywiście, inwestorzy znajdują się i w innych miastach Polski oraz za granicami Polski, jednak stolica jest centrum finansowym kraju, a i sama GPW usytuowana jest blisko strefy zero. Obawiam się, że bardzo spadną obroty i możemy być świadkami nieoczekiwanych zwrotów rynku. Nie oczekuję w związku z tym żadnych poważnych rozstrzygnięć. Na razie linia trendu wzrostowego (głównego) jest jeszcze daleko, a pozytywna reakcja na wynik kwartalny BZ WBK daje szanse na wzrost rynku w połowie maja, kiedy przypada termin podawania raportów kwartalnych.