BRAKUJE SYGNAŁÓW DŁUŻSZEGO OŻYWIENIA
Niedawna poprawa koniunktury na warszawskiej giełdzie nadeszła nieoczekiwanie, a jeszcze szybciej stała się wspomnieniem. Uważniejsi i lepiej poinformowani gracze liczą teraz zyski. Niestety, jak zwykle w takiej sytuacji, większość inwestorów, zwłaszcza mniejszych, zmuszona jest patrzeć, jak topnieją ich inwestycje.
Powrót optymizmu na parkiet był zaskoczeniem. Co prawda wiele wskazywało na zbliżającą się poprawę, rynek był wyprzedany, wiele spółek znajdowało się na atrakcyjnym poziomie cenowym, a aktywność handlujących była znikoma. Wolumen obrotu na poziomie 40 mln zł na całym rynku w ostatnich dniach października jednoznacznie wskazywał na zbliżające się odbicie. Stan wyczekiwania na naszym parkiecie zbiegł się z poprawą za oceanem. Wzrost w Nowym Jorku okazał się wystarczającym powodem do zakupów spółek informatycznych. Jednak na pierwszych sesjach w listopadzie w centrum zainteresowania nie znalazł się jeden z właścicieli portalu internetowego, lecz bank.
Pekao ożywiło parkiet
Subskrypcja akcji Pekao zbiegła się w czasie ze słabą sytuacją rynkową. Emisja akcji w transzy inwestorów instytucjonalnych nie cieszyła się zainteresowaniem i zakończyła się porażką. Natomiast debiut walorów miał miejsce w okresie aprecjacji głównych wskaźników. Papiery Pekao, posiadające duży udział w najważniejszych indeksach, okazały się niedoważone w benchmarku instytucji finansowych, które rozpoczęły kupowanie bankowych akcji, aby zrównoważyć ich wagę w portfelach. Do kupna dodatkowo zachęciły dobre wyniki finansowe banku. Cena akcji Pekao zwiększyła się w tym czasie o 30 proc.
Ocieplenie atmosfery na GPW nie byłoby możliwe bez korzystnych informacji makroekonomicznych, a takich nie brakowało. Niższy niż się spodziewano deficyt na rachunku bieżącym i zmniejszająca się inflacja dawały nadzieję na lepszą opinię o Polsce wśród zachodnich instytucji finansowych, które od dłuższego czasu pomijają polskie spółki w swoich portfelach. Do zaangażowania w akcje zachęcały również kwartalne wyniki spółek, które w większości mogły pochwalić się solidnymi rezultatami. Dotyczy to zwłaszcza blue chipów: Telekomunikacji Polskiej, PKN Orlen, KGHM i wspomnianego Pekao.
Nieco w cieniu Pekao rosła cena akcji Telekomunikacji Polskiej. Wzrost był tym bardziej niespodziewany, że zbliżał się termin wejścia na parkiet niemal 210 mln akcji pracowniczych. Analitycy nie spodziewali się ogromnej przewagi sprzedających, ale zaznaczali, że ostatnia zwyżka ceny telekomunikacyjnych akcji może być szykowaniem bazy dla ewentualnych spadków po 8 listopada. Kurs wytrzymał presję podaży pierwszego dnia, jednak później było dużo gorzej.
Inwestorzy lubią ryzyko
Słabe podstawy hossy z początku listopada potwierdzała niechęć do utrzymywania pozycji w informatycznych akcjach. Brak sentymentu, z jakim inwestorzy pozbywali się tych papierów, nie wróżył dobrze dalszemu rozwojowi koniunktury. Popyt na giełdzie koncentrował się jedynie na gigantach polskiej gospodarki. Oprócz wyżej wymienionych spółek, rosła cena PKN Orlen i Elektrimu. Uwagi inwestorów nie przyciągały solidne fundamentalnie średnie firmy, natomiast z redukcją kupna notowano akcje spółek takich jak Beton Stal czy Ocean. Obie firmy znajdują się na skraju upadłości, ich kurs oscyluje wokół 1 zł. Niepewna przyszłość nie zniechęcała do ryzykownych posunięć. Spekulacyjna gra najmocniej uderzy jak zawsze w najmniejszych graczy, którzy licząc na zyski podłączają się do walczących o władzę. Jakie mogą być tego skutki, może świadczyć chociażby przykład Universalu.
Stabilizacja
Porównując obecny okres do początku czwartego kwartału ubiegłego roku trudno doszukać się analogii. Poziom WIG na wczorajszej sesji był wyższy o około 2 tys. punktów niż na początku listopada 1999 roku. Średnia wartość obrotów w październiku, pomimo bardzo niskiego poziomu w końcu miesiąca, była większa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Rynek w tym okresie przygotowywał się do giełdowego debiutu płockiego Orlenu, a na tle pogarszających się wskaźników makroekonomicznych rodziła się internetowa hossa.
Obecnie spółki telekomunikacyjne i informatyczne znajdują się w odwrocie. Szybkie zakończenie wzrostów WIG zawdzięcza nie tylko akcjom Telekomunikacji, której cena walorów od dnia debiutu akcji pracowniczych spadła już 8 proc. Przyczyną deprecjacji WIG jest prezydencki bałagan w USA i w rezultacie wyprzedaż na nowojorskich giełdach.
Wydaje się jednak, że permanentne załamanie koniunktury nie jest przesądzone. Miesięczna stabilizacja na rynku charakteryzuje się dużymi wahaniami, a spadkom na GPW towarzyszy zmniejszający się wolumen obrotów. Podanie oficjalnych wyników prezydenckich powinno spowodować równie gwałtowne odreagowanie na parkietach w Ameryce, więc prawdopodobnie w krótkim okresie Nasdaq nie będzie negatywnym wzorcem dla WIG. Wzrosty na warszawskiej giełdzie osłabić mogą problemy z budżetem i przetarg na UMTS. Niepokojący jest również zaostrzający się konflikt wokół PZU z Ministerstwem Skarbu Państwa w roli głównej. Dodatkowo zbliża się też termin wdrożenia nowego systemu informatycznego Warset.
— Wprowadzenie Warsetu wpłynie w perspektywie kilku dni na obroty, ale nie odbije się na kursach akcji — uważa Marcin Sadlej, analityk CDM Pekao.
Z pewnością niektórzy gracze wstrzymają się z decyzjami, chociażby ze względu na nieznajomość nowych zasad składania zleceń. Jeżeli rozpoczęcie działania Warsetu będzie sukcesem, może koniec roku będzie dobry dla giełdowych graczy.