Branża alkoholowa się cieszy, ale wątpi

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 11-12-2009, 00:00

Firmy popierają rewolucyjne zmiany proponowane przez resort gospodarki. Wątpią jednak, czy uda się je uchwalić.

Przedsiębiorcy trzymają kciuki za ustawę liberalizującą obrót trunkami

Firmy popierają rewolucyjne zmiany proponowane przez resort gospodarki. Wątpią jednak, czy uda się je uchwalić.

Ministerstwo Gospodarki kończy pracę nad projektem ustawy o ograniczeniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców (pisaliśmy o nim w poniedziałek). Planuje m.in. liberalizację obrotu produktami alkoholowymi: zniesienie zezwoleń na eksport alkoholu, umożliwienie jego sprzedaży w pociągach, odebranie gminom prawa do ustalania liczby punktów sprzedaży alkoholu i zasad ich usytuowania. Firmy z branży są zachwycone liberalnymi propozycjami resortu, ale nie wierzą, że uda się je wprowadzić w życie.

Fatamorgana

— Widziałem w ostatnich latach już wiele projektów liberalizacji i deregulacji gospodarki, w tym również naszej branży. Niestety, w toku prac legislacyjnych zawsze przepadały. Trzymam kciuki za powodzenie tego projektu, choć zdaję sobie sprawę, że jego uchwalenie i wprowadzenie w życie nie będzie łatwe. I barierą wcale nie są kwestie prawne, tylko polskie piekiełko — mówi Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka i wiceprezes Wyborowej.

Jego zdaniem, liberalizacji obrotu na rynku alkoholi można tylko przyklasnąć.

— My nie tylko musimy, ale też chcemy przestrzegać prawa, które w przypadku branży spirytusowej jest bardzo restrykcyjne. Moim zdaniem te regulacje, o ile wejdą w życie, nie wpłyną na wzrost konsumpcji alkoholu w Polsce, choć zwiększą jego dostępność — mówi Andrzej Szumowski.

Jego zdaniem, gwarantem jest nie tylko prawo, które np. zakazuje sprzedaży alkoholu nieletnim, ale też "odpowiedzialność społeczna przemysłu oraz sprzedawców".

— Trzeba skończyć z hipokryzją i hasłami w stylu "alkohol jest zły". Zło jest w ludziach, którzy go nadużywają lub sprzedają nieletnim. A z tym można i trzeba walczyć, zaczynając od powszechnego systemu edukacji, a kończąc na punktach sprzedaży — mówi Andrzej Szumowski.

Niech żyje wolność

— Umożliwienie sprzedaży alkoholu w pociągach, ośrodkach szkoleniowych, domach wypoczynkowych, na imprezach na otwartym powietrzu jest korzystne dla nas i jest przejawem wycofywania się państwa z funkcji wychowawczej. To odzwierciedlenie zdrowego myślenia, według którego obywatel, który pragnie pić w sposób ryzykowny, będzie to czynił bez względu na zakazy. Po co utrudniać z tego powodu życie olbrzymiej większości konsumentów, którzy piją rozsądnie? — pyta Paweł Kwiatkowski z Kompanii Piwowarskiej.

Popiera też uwolnienie gmin od obowiązku ustalania liczby punktów sprzedaży alkoholu i zasad ich usytuowania oraz zniesienie opinii gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych o zgodności lokalizacji punktu sprzedaży z uchwałami gmin.

Producenci wątpią jednak w eksplozję sprzedaży alkoholu przez internet. Dziś handlują nim tylko niektóre e-sklepy, które biorą na siebie ryzyko związane z ewentualnymi problemami prawnymi.

To nie jest dobry projekt

Propozycja zniesienia zakazu sprzedaży napojów alkoholowych w pociągach była w tym roku przedmiotem obrad Sejmu jako projekt Sejmowej Komisji Nadzwyczajnej Przyjazne Państwo. Posłowie projekt odrzucili. Przeciwny jej był minister zdrowia. Jako powód podał istotne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.

Ważne jest pozostawienie w kompetencjach rad gmin uprawnień do określania limitu punktów sprzedaży napojów alkoholowych i zasad ich usytuowania. Rezygnacja z tego instrumentu w sytuacji utrzymującego się od lat wzrostu spożycia byłaby działaniem nieprzemyślanym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu