Branża budowlana musi się skonsolidować

Materiał redakcyjny
opublikowano: 1999-02-02 00:00

Branża budowlana musi się skonsolidować

Fuzja, przejęcie, konsolidacja — te określenia weszły na stałe do słownika branży budowlanej. I bardzo dobrze, że szefowie spółek zrozumieli, iż nadszedł czas walki z zachodnią konkurencją, która bardzo agresywnie zdobywa największe i najintratniejsze kontrakty. Przy takich budowach dla Polaków pozostaje jedynie rola podwykonawców. Oczywiście chodzi o łączenie spółek największych i najbogatszych, gdyż małe firmy będą zawsze miały swój rynek. Tych ostatnich jest u nas grubo ponad 140 tys., lecz są to w przeważającej części trzy-czteroosobowe brygady (często jest to rodzinny biznes), wykonujące najprostsze prace remontowo-budowlane.

NIE CHODZI JEDNAK o nie: duże holdingi budowlane stanowią niecałe 5 proc. spośród tych 140 tys. firm. Bój z zagranicą toczą właśnie ci najpoważniejsi. Jednak ich wielkość nie jest wystarczająca, aby móc sprostać potencjałowi zachodnich koncernów, które są przede wszystkim zamożne. Poza tym coraz bardziej wymagający stali się klienci. Kiedyś tzw. fakturowanie, czyli zapłata za wykonaną pracę, dokonywane było w odstępach miesięcznych. Obecnie klienci coraz częściej życzą sobie, aby budowa finansowana była ze środków wykonawcy, a zapłata za jej wykonanie wpływa dopiero po oddaniu obiektu. Taki system jest wyjątkowym obciążeniem dla spółki budowlanej, która po prostu może nie mieć na to środków.

ANTIDOTUM może być więc powiększenie firmy. I nie chodzi tu o liczbę pracowników i maszyn (a tak często pojmują konsolidację budowlani prezesi), gdyż to można zawsze wynająć, ale o możliwości finansowe, czyli zdolności do zaciągnięcia dużego kredytu oraz posiadanie własnej gotówki.

Konsolidacja może przebiegać na dwóch płaszczyznach. Pierwszą jest łączenie największych. Takie ruchy powoli następują już od ubiegłego roku, a w tym można się spodziewać ich intensyfikacji (wśród specjalistów rynku kapitałowego panuje przekonanie, że o ile 1998 był rokiem łączenia banków, o tyle obecny i przyszły rok będzie należał do budownictwa). Pierwszym zwiastunem tych zmian był kielecki Exbud, który postarał się o doprowadzenie do podpisania umowy z Budimexem, drugą największą budowlaną firmą w kraju.

TEN OSTATNI również nie pozostaje bierny (to właśnie Exbud, a nie Budimex dążył bardziej do aliansu) i 2 lutego podpisze umowę o współpracy z Mostostalem Zabrze — holdingiem z pierwszej piątki firm budowlanych.

Aktywne są też inne z notowanych na giełdzie Mostostali. Liderem konsolidacji jest Mostostal Warszawa, który systematycznie opanowuje rynek Polski Centralnej i Północnej (przejął Mostostal Siedlce i Płock). Inne firmy giełdowe także cały czas rozmawiają ze sobą i w każdej chwili można się spodziewać informacji o zacieśnieniu więzów.

DRUGA PŁASZCZYZNA jest już mniej głośna i spektakularna. Chodzi o małe firmy, które często nie są notowane na giełdzie. Są one najczęściej obiektem przejęcia przez większe i bogatsze holdingi. Jeśli mówi się o przejmowaniu, może się wydawać, iż duży krzywdzi małego — przychodzi i go wchłania. Nic bardziej mylnego. Prawie wszyscy prezesi holdingów opowiadają o ofertach, jakie otrzymują od małych firm. Są to po prostu zachęty do przejęcia, w których roztaczane są wizje plusów po takim kroku. Niestety, prawda jest znacznie bardziej prozaiczna: często jest to próba reanimacji nieboszczyka i środki skierowane na reorganizację i wzmocnienie może zwróciłyby się dopiero po wielu latach.

KIERUNEK JEST jednak prawidłowy. Im więcej dużych tego typu firm, tym większa szansa na budowanie w Polsce przez Polaków. Może brzmi to nieco nacjonalistycznie, lecz nasz kraj jest jednym z niewielu państw, które nie chronią własnego rynku. Przykładem może być największa budowa Europy: Niemcy. U naszych zachodnich sąsiadów przepisy są tak skonstruowane (nie ma wprawdzie o tym mowy bezpośrednio, ale odpowiednia ilość zsumowanych aktów prawnych daje taki efekt), że generalnym wykonawcą może być firma autochtoniczna. Niemcy to kraj od dawna pławiący się w kapitalizmie i zaprawiony w walce z konkurencją — można więc stwierdzić, iż nie jest to dziwne. Lecz nie należy daleko szukać. Przykładem są Czesi, którzy również nie wpuszczają obcych, a kilkanaście miesięcy temu przetarg, który został wygrany przez polską spółkę, został po prostu unieważniony. Nie trzeba dodawać, iż w kolejnym przetargu Polacy już nie mieli żadnych szans.