Branża powalczy o płynność

Emil Górecki
29-12-2011, 00:00

Unijny budżet pokaże prezesom, czy mają się martwić o zamówienia na przyszłe lata.

W branży budowlanej nic nie dzieje się z dnia na dzień. Szefów większości spółek z sektora nie zaprząta problem zapełnienia przyszłorocznego portfela zleceń, bo to mają już prawie za sobą. A jeśli nawet nie, to w toku jest jeszcze sporo przetargów.

Więcej nie zarobią

Rentowność netto większości spółek oscyluje obecnie wokół 2 proc. Choć wielu prezesów obiecuje, że powalczy o wyższe marże, to raczej sfera ich marzeń.

— Tempo wzrostu rynku w 2012 r. powinno być podobne do tegorocznego, ale presja na marże nie zelżeje. Nie ma przesłanek, żeby zyskowność rosła. W dodatku w 2013 i 2014 r. mogą się pojawić wyzwania związane ze zdobywaniem zamówień — mówi Dariusz Grzeszczak, prezes giełdowego Erbudu.

Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, spodziewa się, że niskie marże w całej branży wręcz istotnie spadną.

— Kończymy inwestycje drogowe z przetargów ogłaszanych przed największą gorączką. W przyszłym roku będziemy zbierać żniwa z zamówień, w których konkurencja była bardziej zacięta, a proponowane ceny drastycznie za niskie — zauważa Dariusz Blocher. Są jednak gracze, którzy dostrzegają już pozytywne oznaki.

— Widać ochłodzenie w walce o kontrakty. Firmy zaczęły zwracać uwagę na to, by do realizacji w przyszłości nie musiały dokładać — dodaje Jerzy Mirgos, dyrektor generalny spółki Mirbud.

Gruby kaliber

Budowlańcom będzie jednak trudno, bo konkurencja nie maleje, a w niektórych segmentach nawet wzrośnie. — Projekty infrastrukturalne przestają być siłą napędową rynku, więc firmy będą się przebranżawiać. To zwiększy konkurencję np. w budownictwie kubaturowym, gdzie nawet teraz zarobki nie są wysokie. Ale problemy mogą częściowo złagodzić inwestycje w sektorze energetycznym — uważa Henryk Liszka, prezes spółki Hochtief Polska.

Jednak lista firm, które sięgają po największe przetargi w energetyce, jest krótka. Kompetencje trzeba było zdobywać za granicą albo przy nielicznych pracach remontowych. O wielkich inwestycjach polskich elektrowni mówiło się od dawna, a pod koniec listopada wreszcie pojawił się pierwszy konkret: konsorcjum Rafako, Polimeksu-Mostostalu i Mostostalu Warszawa ma za 11,6 mld zł wybudować dwa bloki węglowe dla PGE Elektrowni Opole. W 2012 r. wpływ tego kontraktu na wyniki zwycięskich spółek będzie jeszcze niewielki. Pojawia się jednak nadzieja na kolejne lata, a o to właśnie budowlańcy martwią się najbardziej.

Wróćmy na drogi

Energetyczny megakontrakt to praca dla dziesiątek firm podwykonawczych. Kilka inwestycji tego kalibru mogłoby pociągnąć branżę budowlaną w trudnych czasach. Ale ciągle jest to sfera planów.

— Kontrakty w energetyce mogą być rentowne, ale również bardzo ryzykowne. Chcemy w tych inwestycjach uczestniczyć, ale nie jako generalny wykonawca. Przyszłość wiążemy raczej z przetargami kolejowymi czy hydrotechnicznymi. To zwykle małe zlecenia, trudniej nimi zarządzać i nie wypełnią dziury po kontraktach drogowych. Liczę więc, że podział funduszy z kolejnego unijnego budżetu odbędzie się sprawnie i szybko pojawią się przetargi na budowę kolejnych dróg — mówi Dariusz Blocher.

Wydaje się, że w dobie finansowego rygoru samorządów wzrośnie determinacja, by realizować projekty w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Przetargi już się pojawiają, ale to w Polsce przedszkole PPP.

— Budżety samorządów są napięte, więc to mogłaby być szansa na prowadzenie inwestycji i pomoc dla branży budowlanej. Pod jednym warunkiem: ryzyko i odpowiedzialność za realizowany projekt muszą zostać podzielone między partnerów — zaznacza Henryk Liszka.

Inwestycje budowlane w ostatnich latach były silnie stymulowane przez fundusze unijne. Dziś branża czuje się od nich uzależniona i z niecierpliwością czeka na budżet na lata 2014-20. Jest niemal pewne, że budowlanka skorzysta na nim w mniejszym stopniu niż poprzednio. Punkt ciężkości przesunie się z dróg na koleje, obiekty hydrotechniczne i ekologiczną energetykę.

Zły sen o kasie

Spokój przedsiębiorców burzy dostęp do finansowania. W sektorze budowlanym szczególnie — bo słabe wyniki finansowe i zamknięty kurek z pieniędzmi dla wielu mniejszych firm może oznaczać bankructwo.

— Ostatnio poprawiła się terminowość płacenia za roboty przez zamawiających. Przyszłość jednak zależy od dostępności finansowania. Bardzo złym sygnałem na koniec roku jest wypowiedzenie umów kredytowych Trakcji-Tiltrze — mówi Dariusz Blocher.

— Jeśli sytuacja w sektorze finansowym się nie uspokoi, mogą się pojawić problemy z ogłaszaniem nowych przetargów w 2013 i 2014 r., zwłaszcza że prawdopodobnie będziemy mieli niższy poziom unijnych funduszy na budowę dróg i autostrad — dodaje Dariusz Grzeszczak.

2 proc. Taka jest rentowność większości spółek budowlanych. W 2012 r. raczej się nie poprawi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Branża powalczy o płynność