Media chcą zaskarżyć ustawę o kinematografii. Szefowa PISF apeluje, by przedsiębiorcy poczekali dwa lata.
Ustawa o kinematografii spotkała się z ostrym protestem przedsiębiorców z branży medialnej. Właściciele kin, dystrybutorzy filmowi, stacje telewizyjne, operatorzy platform satelitarnych i telewizje kablowe muszą od przyszłego roku płacić na rzecz instytutu równowartość 1,5-proc. przychodów reklamowych lub opłat dystrybucyjnych. Ogólnopolska Izba Gospodarcza Komunikacji Kablowej (OIGKK) wystąpiła do Rzecznika Praw Obywatelskich z wnioskiem o skierowanie tej ustawy do Trybunału Konstytucyjnego (TK). Wniosek do TK złożyła też Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan.
Przedstawiciele branży — w dużej mierze nadawcy telewizyjni — do tej pory i tak płacili na produkcję filmową. Teraz złagodzili stanowisko i domagają się tylko kontroli nad środkami PISF.
— Teraz te środki się nam zabierze, wpłaci do PISF, a skorzysta na tym wąska grupa twórców i przedsiębiorców branży filmowej — mówi Marek Sowa, prezes Związku Pracodawców Prywatnych Mediów.
Z kolei operatorzy kablówek zajmują nieprzejednane stanowisko, podkreślając, że ich odpowiednicy w innych krajach europejskich nie ponoszą podobnych opłat.
— Wbrew opinii środowiska medialnego uważam, że branża będzie miała kontrolę nad finansami PISF poprzez udział w radzie instytutu i fakt, że będzie te filmy współfinansowała — tłumaczy Agnieszka Odorowicz.
Szefowa PISF apeluje, by przedsiębiorcy odczekali dwa lata.
— Po tym okresie będzie widać, jakie efekty przynosi działanie instytutu — mówi szefowa PISF.
Być może instytut będzie miał taką szansę. Posłowie PiS głosowali w Sejmie za przyjęciem ustawy o kinematografii, w tym Kazimierz Ujazdowski, który ma duże szanse, by zostać ministrem kultury w nowym rządzie.