Branża śmieci walczy o wolny rynek

opublikowano: 24-02-2019, 22:00

Nowe przepisy o zbiórce i zagospodarowaniu odpadów komunalnych nie przywrócą konkurencji. Dlatego biznes zabiega o zmianę

Projekt nowelizacji ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach jest na etapie konsultacji w Komitecie Stałym Rady Ministrów, głosowanie w Sejmie coraz bliżej. Prywatne przedsiębiorstwa zajmujące się odbiorem i zagospodarowaniem odpadów komunalnych nie składają broni w walce o jeden z paragrafów. W styczniu Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich firm, udzielił im poparcia. Chodzi o artykuł 6c projektowanej ustawy, który rozstrzygnie, na jakich zasadach będą odbierane i zagospodarowywane śmieci m.in. z biurowców, centrów handlowych, hoteli, małych sklepów i restauracji.

W sześć lat po rewolucji śmieciowej prywatne firmy
domagają się częściowego przywrócenia wolnego rynku.
Zobacz więcej

MAŁY PRZEPIS, DUŻA SPRAWA:

W sześć lat po rewolucji śmieciowej prywatne firmy domagają się częściowego przywrócenia wolnego rynku. Fot. Fotolia

Fikcyjna konkurencja

Dzisiaj gmina może, ale nie musi, objąć gminnym systemem gospodarki odpadami nieruchomości niezamieszkane, na których powstają odpady. Jeśli radni podejmą taką uchwałę, włodarz gminy (wójt, prezydent, burmistrz) ma obowiązek zorganizowania przetargu na odbiór śmieci z tych terenów. Na mocy uchwały gmina może jednak również powierzyć odbiór i zagospodarowanie odpadów ze wszystkich terenów objętych gminnym systemem spółce komunalnej w trybie bezprzetargowym (in-house). To eliminuje z rynku prywatne firmy, które mają szansę na umowę, np. z właścicielem lokalu usługowego, tylko wtedy, gdy samorząd nie zleci zadania własnej spółce.

— Konkurencyjność na rynku odpadów zbieranych z nieruchomości niezamieszkanychi mieszanych jest fikcją. Sprawdziliśmy wszystkie gminy powyżej 15 tys. mieszkańców, a zatem te, w których rynek nieruchomości niezamieszkanych nie ogranicza się do kilku, kilkunastu obiektów. Z 296 gmin aż 165 podjęło uchwałę o włączeniu nieruchomości niezamieszkanych do gminnego systemu odbioru i zagospodarowania odpadów, w tym niemal wszystkie duże miasta — mówi Karol Wójcik, przedstawiciel Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami (ZPGO).

Mali bankruci

Autorzy nowelizacji proponują wprawdzie zobowiązanie gmin do organizowania przetargów na odbiór śmieci na terenach niezamieszkanych, nie rozwiązuje to jednak problemu małych firm, które się tym zajmują.

Karol Wójcik alarmuje, że jeśli artykuł 6c pozostanie w dotychczasowej formie, na rynku będzie postępować fala upadłości małych przedsiębiorstw z branży, w tym rodzinnych. Jego zdaniem przetargi oznaczają konkurencję „o rynek”, a nie „na rynku” — zamówienia realizować będą tylko więksi przedsiębiorcy, a pozostali są skazani na bankructwo.

— Co roku z rynku znika 5-10 proc. firm z naszej branży. To oficjalne statystyki. W Warszawie przed rewolucją śmieciową w 2013 r. [która nałożyła na gminy obowiązek zbiórki i zagospodarowania odpadów — red.] działało ok. 60 podmiotów prywatnych, dziś de facto pozostało kilkanaście. Małe firmy nie mają dzisiaj szans się utrzymać — mówi Karol Wójcik.

Ponadto projektodawcy chcą pozostawić gminom całkowitą dowolność w kwestii zagospodarowania śmieci — zarówno z terenów zamieszkanych, jak i niezamieszkanych. To oznacza, że samorządy będą mogły bez przetargu kierować odpady do gminnych instalacji zamiast do prywatnych.

„Obowiązek organizowania przetargów na zagospodarowanie został wykreślony w projekcie ustawy, choć gminy i tak go omijały, powierzając zagospodarowanie wszystkich odpadów (…) gminnym spółkom” — informuje ZPGO.

Przedsiębiorcy boją się, że ustawa usankcjonuje rozszerzenie niekonkurencyjnej procedury zamówień in-house na cały rynek zagospodarowania odpadów komunalnych. Projektowane przepisy dałyby gminom taką możliwość także na nieruchomościach mieszanych, tzn. na terenach, gdzie są np. bloki i osiedlowe sklepy.

Wolność dla dużych

Stawka jest wysoka. Rynek opadów komunalnych w Polsce szacuje się na blisko 4 mld zł (według danych Krajowej Izby Gospodarczej). To wartość wszystkich publicznych przetargów na odbiór i zagospodarowanie. Nieruchomości niezamieszkane stanowią ok. 17 proc. wszystkich, na których o wywozie śmieci decydują gminy. Dlatego przedsiębiorcy chcą rozwiązać problem raz a dobrze. Zgodnie z ich propozycją gminy przestałyby decydować, jak odbierać i zagospodarowywać śmieci z takich nieruchomości jak szpitale, szkoły czy centra handlowe.

„Wnioskowana zmiana ma na celu przywrócenie wolnego rynku w zakresie nieruchomości, na których nie zamieszkują mieszkańcy, a powstają odpady komunalne” — wyjaśnia Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw w oficjalnym liście do Ministra Środowiska.

Nieco mniej daleko idąca jest propozycja Krajowej Izby Gospodarczej (KIG).

— KIG zaproponowała, aby średni i duzi przedsiębiorcy prowadzący działalność, przy okazji której powstają odpady komunalne i inne, np. centra logistyczne i zakłady produkcyjne, mieli prawo do wyłączenia się z obowiązkowej obsługi gminnej i samodzielnego wyboru firmy ich obsługującej. Nasza propozycja została przyjęta w konsultacjach i powinna znaleźć się w projekcie ustawy — mówi Krzysztof Kawczyński, ekspert KIG.

Wizja samorządów

Spór pomiędzy gminami, które najchętniej zlecałyby odbiór odpadów spółkom komunalnym, a prywatnymi firmami trwa od czasu rewolucji śmieciowej w 2013 r., a niektórzy mówią, że nawet od 1989 r., kiedy w Polsce tworzył się rynek prywatnych przedsiębiorstw na rynku odpadów. Zaogniło go wprowadzenie dwa lata temu do polskich przepisów, zgodnie z unijną dyrektywą, procedury in-house.

Biznes tonący w długach

Branża odpadów komunalnych w Polsce jest rozdrobniona — wynika z monitoringu branżowego PKO BP z września ubiegłego roku. Działają w niej przedsiębiorstwa zajmujące się szeroko pojętą gospodarką odpadami — ich odbiorem, zagospodarowaniem i przetwarzaniem. Obroty 63 proc. nie przekraczają 5 mln zł. Liczba firm zajmujących się odbiorem odpadów wzrosła w Polsce w pierwszych latach po wejściu w życie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (obecnie jest ona nowelizowana). Według szacunku Bisnode Polska w latach 2012-14 przybywało ich 6-7 proc. rocznie. Wprowadzenie procedury in-house w 2017 r. zmyło jednak z rynku wiele firm. Według GUS ich liczba spadła w 2017 r. o 11,4 proc. r/r. Dzisiaj cała branża boryka się z dużym zadłużeniem. Jej łączny dług po pierwszym półroczu 2018 sięgał 174,8 mln zł. W terminie nie płaciło 10,7 proc. przedsiębiorstw. Najlepiej na rynku radzą sobie duzi gracze (większość takich firm ma zagraniczny kapitał), m.in. spółki giełdowe zajmujące się recyklingiem. 1 proc. przedsiębiorstw zajmujących się gospodarką odpadami w Polsce generuje roczną sprzedaż na poziomie większym niż 250 mln zł.

— Samorządy mają dość wolnego rynku odpadów komunalnych. Do przetargów na odbiór odpadów z terenów niezamieszkanych w małych gminach często nie staje żadna spółka. In-house to norma w całej Europie. Tylko w Polsce sektor odpadowy naciska na ograniczenie tej formuły — mówi Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich.

Resort środowiska na razie nie odniósł się do pisma Adama Abramowicza. W wystąpieniu sejmowym w styczniu Sławomir Mazurek, wiceminister środowiska, mówił jednak o tym, że rynek odpadów musi być przygotowany na zmiany, podkreślając że obecny projekt ustawy i tak jest łagodniejszy od pierwotnej wersji z sierpnia ubiegłego roku. © Ⓟ

OKIEM PRAWNIKA

Jednym lepiej, drugim gorzej

DR WOJCIECH HARTUNG, kancelaria Domański Zakrzewski Palinka

Uwolnienie rynku odbioru i zagospodarowania odpadów z nieruchomości niezamieszkanych to krok w dobrą stronę z punktu widzenia przedsiębiorców. Kiedyś to właściciel nieruchomości miał obowiązek wybrać firmę zajmującą się odbieraniem odpadów i podpisać z nią umowę. Dzisiaj organizacja odbioru i zagospodarowania odpadów to zadanie gminy. Przy czym obowiązkowo gmina zajmuje się nieruchomościami zamieszkanymi, w stosunku do niezamieszkanych ma jedynie taką możliwość, z której często korzysta. Jednoznaczne wskazanie, że w przypadku nieruchomości niezamieszkanych przywraca się konkurencję, mogłoby okazać się korzystne w dużych miastach, gdzie w branży działa wiele podmiotów. W gminach, w których nawet potencjalnej konkurencji nie ma, mogłoby to spowodować trudności w dostępie do takich usług.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu