Po ogłoszeniu raportu za 2011 r. BRE Bank zapowiedział, że chce w tym roku powtórzyć wyniki ubiegłoroczne. Zyski przekroczyły wtedy 1,1 mld zł. Wczoraj, po prezentacji kwartalnych danych biznesowych, podtrzymał tę deklarację. — Naszą ambicją jest osiągnięcie wyniku zbliżonego do 2011 r. — mówi Cezary Stypułkowski, szef banku.
BRE Bank zaczął ten rok bardzo dobrze, osiągając rekordowe 331 mln zł zysku, bez większych upiększeń o charakterze jednorazowym. To aż o 16,2 proc. więcej niż w IV kw. 2011 r. Przychody wzrosły o 2,8 proc., do 916 mln zł, i 11,5 proc. w ujęciu rocznym. Koszty — i to jest spora niespodzianka — zaliczyły 10-procentowy zjazd wobec IV kw., który jednak zawsze jest najkosztowniejszy. Rok do roku spadek wyniósł 1,7 proc. Przy rosnącym biznesie i polityce ograniczania wydatków współczynnik koszty do dochodów spadł do chyba niewidzianych wcześniej w BRE Banku 42,8 proc. z 47,7 proc. na koniec 2011 r. Prezes zastrzega, że utrzymanie tego poziomu będzie bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe.
— Wynik bardzo ładny. Jestem pozytywnie zaskoczony kosztami rzeczowymi. Jest szansa, że pojawią się efekty zapowiadanego przez prezesa wprowadzenia zwyczaju ciągłego patrzenia na koszty, a nie cięcia ich od czasu do czasu w ramach jednorazowych akcji — mówi Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowy.
Żeby jednak BRE Bank mógł powtórzyć wynik z 2011 r., musi w ryzach trzymać również koszty ryzyka. A z tym może być problem. W I kw. wyniosły one 67 punktów bazowych. Prezes Stypułkowski zakłada, że będą one w przedziale między 72 pkt z ubiegłego roku a średniocyklicznym kosztem banku na poziomie 100 pkt baz.
— Nie wykluczałbym, że w złym scenariuszu będą jeszcze większe ze względu na zewnętrzne okoliczności, na które bank nie ma pływu. Według moich prognoz, wynik w 2012 r. będzie niższy od ubiegłorocznego ze względu na wyższe koszty ryzyka — prognozuje Andrzej Powierża.