Brokerzy chcą pilnie skrócić sesję

Brokerzy przyznają, że upublicznienie ich korespondencji z GPW na temat skrócenia sesji to nic innego jak wyraz bezsilności.

Wczoraj domy maklerskie upubliczniły pismo, jakie 6 grudnia w sprawie skrócenia sesji skierowały do zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Dokument podpisali przedstawiciele 26 domów maklerskich, zarówno zrzeszonych w Izbie Domów Maklerskich (IDM), jak i niebędących jej członkami. Apelują „o pilne konsultacje środowiskowe w celu skrócenia o co najmniej godzinę czasu trwania sesji giełdowej — najpóźniej od 1 stycznia 2013 roku”.

— Nie mamy planu B. Upubliczniliśmy to pismo, bo chwytamy się wszystkich możliwych sposobów, by giełda podjęła wreszcie temat, o którym mówimy od roku. Oczekujemy dyskusji o tym, dlaczego instytucja monopolistyczna upiera się przy sesji w obecnym kształcie. To jest też pytanie o to, czy rząd jest zadowolony z tego, co się dzieje na rynku kapitałowym. Na razie jednak Ministerstwo Skarbu zajmuje się energetyką, a Ministerstwo Finansów podatkami. W związku z tym, ministrem rynku kapitałowego jest w praktyce zarząd GPW — mówi anonimowo przedstawiciel jednego z brokerów.

Tradycyjnym argumentem za skróceniem sesji jest pogarszająca się sytuacja finansowa domów maklerskich. W ciągu dziewięciu miesięcy 2012 r. brokerzy dołożyli do działalności maklerskiej prawie 34 mln zł.

— Gdyby wydłużenie sesji generowało wzrost biznesu, to pierwsi bylibyśmy za tym, żeby ją wydłużać — zaznacza Konrad Makowiecki z KBC Securities Oddział w Polsce.

Według IDM, wydłużenie sesji giełdowej z początkiem stycznia 2011 r. nie da się obronić argumentem, jakim posługiwała się GPW — nie zwiększyły się ani obroty, ani płynność. Przed wprowadzeniem zmian domy maklerskie do godz. 10:30 przyjmowały od klientów około 35 proc. zleceń, kolejne 15 proc. w ostatniej godzinie handlu. Pozostałe 50 proc. obrotu przypadało na środek sesji. Po wydłużeniu sesji struktura nie uległa zmianie. Zdaniem brokerów nie ma więc znaczenia to, czy środek sesji będzie trwał 5, 6 czy 10 godzin. Obroty się przez to nie zwiększają, natomiastim dłuższy okres między otwarciem a zamknięciem sesji, tym handel staje się w nim mniej intensywny.

— Skrócenie sesji mogłoby się przyczynić do poprawy jakości karnetu zleceń, a to przyniosłoby korzyści wszystkim uczestnikom rynku. Proszę zwrócić uwagę, że w Stanach Zjednoczonych sesja trwa tylko 6,5 godziny. Wdrożenie UTP [nowy system transakcyjny giełdy — red.] ma umożliwić handel wysokich częstotliwości, znany za oceanem. Ale będzie on możliwy tylko przy odpowiedniej jakości arkusza zleceń — mówi Konrad Makowiecki.

— Dłuższa sesja to nie tylko większe koszty, ale niższy poziom obsługi. W naszych punktach obsługi klienta pracują po dwie osoby. W praktyce jest to jednak rano jedna osoba, przez większą część sesji dwie i na koniec znów jedna. Jeśli jeden z pracowników idzie na urlop lub zwolnienie lekarskie, to drugi wypracowuje nadgodziny. W centrali jest podobnie — dodaje Grzegorz Zawada, dyrektor Domu Maklerskiego PKO BP. Stanowiska GPW nie udało nam się uzyskać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Brokerzy chcą pilnie skrócić sesję