No i mamy precedens. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że Polska naruszyła dotyczące ochrony własności postanowienia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w sprawie roszczeń zabużańskich i zobowiązał polski rząd, by „poprzez odpowiednie środki prawne oraz praktyki administracyjne zapewnił realizację prawa własności pozostałym uprawnionym do rekompensaty za mienie zabużańskie”.
Nie zasądzono odszkodowania dla skarżącego, Jerzego Broniowskiego z Wieliczki, którego rodzina straciła mienie na Wschodzie. Trybunał orzekł, że państwo polskie powinno wypłacić mu, w ciągu trzech miesięcy, równowartość w złotych sumy 12 tys. euro — tytułem kosztów poniesionych w związku z postępowaniem, dał natomiast obu stronom sześć miesięcy na ugodowe załatwienie sprawy odszkodowania. Obu stronom — to brzmi bardzo eufemistycznie, w praktyce — rządowi polskiemu. Odszkodowania nie tylko zresztą w tej sprawie, bo na rozpatrzenie przez trybunał czeka 167 podobnych wniosków.
Gdyby na to patrzeć w kategoriach sportowych (w końcu trwają mistrzostwa Europy w piłce nożnej), do przerwy państwo polskie przegrywa 0:1. Ale, niestety, nie można powiedzieć: nic się nie stało, bo na ostateczne rozstrzygnięcie tego problemu czeka 80 tys. osób, które pozostawiły mienie na terenach obecnej Litwy, Ukrainy, Białorusi. Ich roszczenia przekraczają 10 mld zł. Zabagnili sprawę politycy — zapłacą podatnicy.