Bruksela martwi się o nasze finanse

Bartek GodusławskiBartek Godusławski
opublikowano: 2016-02-04 22:00

Ministerstwo Finansów chce utrzymać deficyt w ryzach, ale Komisja Europejska na razie nie daje temu wiary. Eksperci ostrzegają, że możemy znów trafić na cenzurowane

Ostatnie tygodnie Paweł Szałamacha, minister finansów, poświęcił na przekonywanie wszystkich, że program wyborczy Prawa i Sprawiedliwości będzie realizowany, ale wyłącznie w taki sposób, żeby deficyt pozostał pod kontrolą. Cel dla ul. Świętokrzyskiej to utrzymać niedobór w publicznej kasie poniżej 3 proc. PKB. To jednak nie do końca przekonuje urzędników z Komisji Europejskiej (KE), którzy podkreślają, że schody zaczną się za rok.

Finanse kuleją…

Bruksela jak co roku przygotowała tzw. zimowe prognozy dla całej Unii Europejskiej. Pod lupę wzięto nie tylko perspektywy gospodarcze, ale też finanse państw członkowskich. Jeszcze na początku listopada unijni analitycy ze spokojem patrzyli na nasz budżet. Wystarczyły jednak trzy miesiące i nagle pojawiło się ryzyko, że znów trafimy na czarną listę, chociaż dopiero co zdjęto z nas procedurę nadmiernego deficytu.

KE prognozuje, że deficyt całego sektora finansów publicznych (liczony razem z samorządami i systemem ubezpieczeń społecznych) spadł w ubiegłym roku do 3 proc. PKB, w tym roku będzie jeszcze niższy i wyniesie tyle, ile prognozuje MF — 2,8 proc., ale już w przyszłym znów wystrzeli do… 3,4 proc.

— To znaczy, że możemy wrócić do procedury nadmiernego deficytu w 2018 r. Jeśli wcześniej dane okazałyby się gorsze od prognoz, już w przyszłym roku mogą się pojawić pierwsze głosy krytyczne z KE. To jednak na tyle odległa perspektywa, że nie ma żadnego przełożenia na rynki finansowe — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

To złe wieści dla resortu finansów, ale Paweł Szałamacha w liście do unijnych komisarzy odpowiedzialnych za sprawy gospodarcze Valdisa Dombrovskisa oraz Pierra Moscoviciego zapewnia, że nie ma się czym martwić. Celem rządu jest utrzymanie stabilności finansowej nad Wisłą i zgodnie z regułami unijnymi do końca kwietnia prześlemy aktualizację programu konwergencji, w którym znajdą się pomysły, jak utrzymać deficyt pod kreską. Na razie resort finansów zwraca uwagę, że prognozy KE są przygotowane przy założeniu no-policy- -change, czyli nie uwzględniają m.in. działań fiskusa na rzecz poprawy ściągalności podatków, która ma dać w przyszłym roku co najmniej 15 mld zł dodatkowych wpływów. Choć Bruksela nie uwzględnia nowych dochodów, nie wpisała też do swoich prognoz niektórych kosztownych obietnic.

— Rodzaje ryzyka nie są symetryczne, bo prawdopodobieństwo ograniczenia niedoboru dochodów podatkowych jest większe niż wprowadzenie pełnej kwoty wolnej w wysokości 8 tys. zł i obniżenia wieku emerytalnego — mówi nam jeden z ministrów, który chce zachować anonimowość. Brukselscy analitycy zwracają jednak uwagę, że w przyszłym roku koszt programu 500 zł na dziecko będzie wyższy, a dodatkowo zniknie dywidenda cyfrowa z aukcji LTE, która w tym roku napełni kasę państwa ponad 9 mld zł. Dodatkowo automatycznie spaść powinny stawki VAT. — KE zakłada, że wzrost deficytu będzie wywołany m.in. przez obniżkę VAT. Według nas, do tego jednak nie dojdzie. Ciągle też nie ma pewności, jak będzie wyglądała realizacja pozostałych obietnic wyborczych i kiedy nastąpi — zwraca uwagę Piotr Kalisz.

…ale gospodarka da radę

KE, mimo znaków zapytania, jakie stawia przy stanie naszych finansów, nie wątpi ani przez moment w gospodarkę. Unijni eksperci przyznają, że z 3,5-procentowym tempem wzrostu PKB w tym i przyszłym roku pozostaniemy w czołówce najszybciej rozwijających się krajów. Motorem wzrostu będzie… portfel Kowalskiego, który napędzi poprawiająca się sytuacja na rynku pracy i prezenty od rządzących — 500 zł na dziecko. Ekonomiści uważają, że sytuacja może być nawet lepsza.

— Prognozy Komisji są bardzo zbliżone do konsensu rynkowego. Pojawia się jednak coraz więcej głosów, że tempo wzrostu w 2016 r. może się zbliżyć nawet do 4 proc. Naszym zdaniem, bardzo mocna będzie konsumpcja i jest szansa, że będzie rosła szybciej, niż prognozuje KE. Z drugiej strony są jednak rodzaje ryzyka dla inwestycji, które przez przerwę między perspektywami unijnymi nie będą tak mocno ciągnęły gospodarki — podkreśla ekonomista Citi Handlowego. Jego zdaniem, na kondycji przedsiębiorców mogą też odbić się plany poprawy ściągalności podatków. Jeśli fiskus przejdzie od słów do czynów i zacznie realizować plan, to nie obędzie się bez większej liczby kontroli czy działań, które odbiją się na płynności finansowej firm.