Bryk nie może zastąpić lektury

opublikowano: 2012-04-12 00:00

GRY EMERYTALNE

Po obwieszczeniu przez koalicjantów w Wielkim Tygodniu osiągnięcia politycznej zgody emerytalnej władza z pompą uruchomiła kampanię informacyjną na temat szczegółów zmian. Ale podobnie jak działo się to podczas prekonsultacji w lutym i marcu, kampania od początku skażona jest grzechem prowizorki. Wciąż nie opiera się na projekcie ustawy oficjalnie przyjętym na posiedzeniu Rady Ministrów. A wiadomo, że wypracowanie pisane na podstawie szkolnego bryka jest gorsze od przemyślanego po przeczytaniu lektury w oryginale.

Jak każdy inny, diabeł emerytalny także tkwi w szczegółach. Dlatego tak potrzebna jest wreszcie wersja projektu ustawy z pieczątką rządu, a nie dywagacje premiera Donalda Tuska czy wicepremiera Waldemara Pawlaka. Niby wiadomo, że np. prawo do emerytury częściowej mieliby: kobieta w wieku 62 lat, posiadająca minimum 35-letni staż ubezpieczeniowy; mężczyzna w wieku 65 lat, przy stażu minimum 40-letnim.

Okres ubezpieczeniowy miałby uwzględniać zarówno okres składkowy, obejmujący m.in. pracę na podstawie umowy czy pobieranie zasiłku macierzyńskiego, jak i okres nieskładkowy, czyli pobieranie chorobowego, zasiłku opiekuńczego, świadczenia rehabilitacyjnego lub naukę w szkole wyższej na jednym kierunku. Niby wiadomo także, że skorzystanie z emerytury częściowej będzie obniżało wysokość emerytury docelowej po 67. roku życia.

W ramach kampanii informacyjnej mają pojawić się emerytalne kalkulatory przeliczeniowe. To dobrze, ale tak na logikę — rząd najpierw powinien wreszcie poinformować Polaków oficjalnie, a nie w formule kolejnego projektu roboczego, co mają przeliczać.