Brzoska: nie jestem killerem, lecz strażakiem

Rafał Brzoska, odarty z pudru cudownego dziecka polskiego biznesu, twierdzi, że nie czas na wizerunkowe harce, gdy trzeba brać się za remont nadpalonego domu z szyldem „Integer”. - Wiem już z kim iść przez pustynię – deklaruje biznesmen.

W kilku kwartałach twój publiczny wizerunek legł w gruzach. Zarządzasz jakoś tym kryzysem? 
Czy zarządzam swoim wizerunkiem? Jak dom się pali to się nie farbuje i nie strzyże trawnika.

Tylko wynosi się to, co da się uratować?
Nie, gasi się pożar. Zatem niczego nie wynosiłem. Jest dogaszanie, zaraz będziemy wymieniać okna, drzwi, malować. Na końcu będzie trawnik. Decyzji o rozbiórce nie będzie.

Jak sobie radzisz bez agencji PR?
Mam rzecznika, świetnie się rozwinął, teraz przejął relacje inwestorskie. Jednak biznes jest najważniejszy. Przedtem bywało tak, że wizerunek stawał się ważniejszy od firmy. To nie było dobre.

Nie mów, że tego nie lubiłeś. Tu, w twoim gabinecie na wierzchu leży dyplom z tytułem Młodego Wilka Giełdy 2015 od „Parkietu”. I od „PB” przez lata też dostałeś furę wyróżnień i okładek. Łezka w oku się kręci? Psychicznie to odchorowujesz?
Ja walczę cały czas.

Chwile zwątpienia?
A wyglądam na takiego?

Wyglądasz raczej na tarana. Ale przyznaj, trafiłeś w końcu na swoją skałę. Zatrzymałeś się na chwilę autorefleksji, na to spojrzenie we własne błędy?
Wracając do metafory domu ogarniętego przez pożar – zawsze jak zaprószysz ogień to zastanawiasz się, czy to było z choinki, tanich kabli czy z niedopałka po gościu. Każde zdarzenie mające wpływ na biznes wywołuje refleksję i naukę.

Bierzesz klapę na klatę?
Cały czas, zawsze biorę na siebie aczkolwiek nie możesz przesadzać, są czynniki których nie kontrolujesz. Trzeba być wariatem, żeby brać na siebie sytuację, w której agenda rządowa pomimo 11 pozytywnych wyroków sądowych nie wykonuje ich. A tak było w przypadku kontraktu na obsługę korespondencji rządowej. Nie jestem killer, nie pójdę strzelać w odwecie. Ale mam prawo szukać winy nie tylko u siebie.

Ktoś powie, że mogłeś jako jeden z elementów ryzyka założyć, że państwo będzie bronić swojego monopolu. Nawet w mało elegancki sposób.
No widzisz, to jednak jestem naiwny. Bo ja wierzyłem w państwo prawa. Myślę, że 95 proc. Polaków przyjęłoby podobne założenie.

Dziś znów poszedł byś z 95 proc.?
O nie, dziś jestem pewnie wśród tych 5 proc. Odebrałem swoją lekcję ale nie żałuję decyzji, które podjąłem wcześniej. Nie było by bez tego Paczkomatów i biznesu kurierskiego – rentownych gałęzi naszego biznesu – gdyby nie kontrakt na przesyłki sądowe.

Wierzysz w siebie pomimo tych kłopotów z monopolem, jakością obsługi, stratami w księgach?
Wierzę w moich ludzi, operacyjnie mój najbliższy wspólnik wciąż jest ze mną. Mam swoje cele i ambicje. Wciąż nie konsumuję i długo nie będę konsumował, żyję jak każdy Polak, nie pobieram wynagrodzenia, prezesem InPostu jestem za darmo. Żyję z oszczędności. Udziałów w spółce mam jeszcze 30 proc.

„Jeszcze”? Inwestor na horyzoncie?
Od sierpnia mówimy, że szukamy opcji strategicznych, żadnej jeszcze nie wybraliśmy.

Podobnie mówiłeś, gdy w Paczkomatach marzyłeś o inwestorze przy wycenie miliarda dolarów.
W Polsce udowodniliśmy że Paczkomaty to jest dobry model. W grudniu dowieziemy 6 mln paczek, jest tylko jedna firma, która będzie miała w tym miesiącu więcej paczek. Za rok to my będziemy numerem 1. A kurierkę mamy rosnącą najszybciej na świecie. Serio, na cyfrach potwierdzony fakt.

Nie trzeba być naukowcem, żeby widzieć te kolejki do mobilnych Paczkomatów czyli wypchanych pakunkami vanów. To chyba nie tak miało działać.
Brakuje nam Paczkomatów, mamy 600 maszyn gotowych do rozstawienia, mamy lokalizacje ale nie nadążamy ich rozstawiać. Proces rozstawiania trwa kilka miesięcy. Trochę jesteśmy zakładnikami własnego sukcesu, ponosimy też tego koszty wizerunkowe. Ale grudzień to szalony miesiąc, wszyscy mają wówczas kołowrotek.

Dlaczego nie podniesiesz cen w reakcji na popyt?
Uważam, że obecna cena w Paczkomatach jest uczciwa, nie chcę łupić Kowalskiego tu i teraz. Chcę, żeby usługa była powszechnie dostępna.

W przyszłym roku 10 mln paczek w grudniu?
Łącznie będzie z 9 mln w kurierce i Paczkomatach. 65 mln w całym roku, postawimy 1000 nowych maszyn i zatrudnimy dwa razy więcej kurierów.

Rafał Brzoska
Wyświetl galerię [1/2]

Rafał Brzoska

Marek Wiśniewski

Ale w grudniu za rok i tak ludzie będą wytykali ci aferę ze spółką Bezpieczny List.
Miałem od właściciela kupującego spółkę zapewnienie, że będzie on w stanie znaleźć zatrudnienie dla pracowników Listu m.in. w Poczcie Polskiej. Poczta zatrudniła 150 z nich, choć teraz się skarży na brak pracowników operacyjnych. My sami utworzyliśmy 600 nowych miejsc pracy dla pracowników z Listu. Mówię też wprost, że te zaległe 33 mln zł jakie należy nam się od strony państwowej za kontrakt na obsługę korespondencji rządowej trafi na zaległe wynagrodzenia dla wszystkich pracowników Bezpiecznego Listu. 


Obiecujesz niepewne profity. Ale na teraz ci pracownicy wynagrodzeń nie dostali. Czy przypadkiem nie przerzuciłeś na ich kieszenie dużą część ryzyka jakie podjąłeś, wchodząc w zwarcie z Pocztą Polską?
Nie było znaczenia. Albo upadli byśmy tę spółkę w grupie albo poza grupą. Chodziło o to, żeby tych pracowników umieścić w Poczcie Polskiej. My przez 22 miesiące, kosztem 28 mln zł trzymaliśmy pracowników w gotowości na uruchomienie usługi, zgodnie z wyrokami sądów. I teraz mówisz mi, że ja po tym wszystkim sprzedałem Bezpieczny List, żeby uniknąć zapłaty 1,5 mln zł pensji?

Zmieniło się nastawienie ludzi dookoła ciebie? Poznałeś z kim możesz iść przez pustynię?
O tak, to jest super weryfikator, deklaracje versus czyny. Słyszałem o tym od doświadczonych przedsiębiorców, teraz to mam na własnej skórze.

Najgorsze za tobą?
Zaskoczę cię – tak.

Czyszczenie skończyłeś? Co z Wielką Brytanią?
O nie, Wysp nie czyszczę. W UK obowiązuje hasło „never give up”. To nasz strategiczny rynek. Zresztą to nie jest tak, że żałuję jakiś ruchów z przeszłości. Kurierki i zasięgu ogólnopolskiego nie byłoby gdyby nie kontrakt sądowy. Gdybyśmy nie walczyli o ten kontrakt – nie byłoby nas na tym rynku. Koszty logistyki mamy niskie dzięki temu kontraktowi i możemy dawać Paczkomaty w takiej a nie innej cenie.

Oglądasz się jeszcze na Pocztę? Okienka znów pełne są gier planszowych i zniczy. Kolejki bez zmian.
Każdy orze jak może. Mam szacunek do Poczty Polskiej ale widzimy już, że podnosi ceny. W przyszłym roku jako konsumenci za jej usługi wydamy dodatkowe 800 mln zł. I mam wrażenie, że bez naszej konkurencji Poczta będzie się starała jakby mniej.

Przestajesz też być Paczkomatową konkurencją w kilku krajach świata. Dlaczego globalnie ci nie wyszło z Paczkomatami?
Kto powiedział, że nie wyszło? Poszliśmy w wielu miejscach za szeroko, adopcja usługi była wolniejsza, klimat inwestycyjny np. w Rosji był nienajlepszy. Ale w takim Zjednoczonym Królestwie   idziemy nie najgorzej. Mamy 1200 maszyn, jak biznes tam będzie rentowny to z inwestorem nie będzie problemu. Mamy najtańsze, najszybsze i powszechne paczki na Wyspach. Włączyliśmy ostatnio obsługę e-sklepu Miss Pap, wysyłającego milion paczek rocznie. Coś jak największy e-commerce w Polsce. Po tygodniu mamy już 15 proc. ruchu paczkowego Miss Pap, tak wybrali użytkownicy sklepu. Dla mnie to pewnik, że najlepsze dopiero przed nami.

Pracujesz intensywniej na to dobre jutro?
17-18 godzin na dobę, dziś od 4 rano. Mam kilka zaległych wyjazdów wakacyjnych z ostatnich kwartałów. Wierzę, że kiedyś je nadrobię.


© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Brzoska: nie jestem killerem, lecz strażakiem