Budowlańcy muszą przebierać w ofertach

Większość firm budowlanych praktycznie w pełni wykorzystuje moce produkcyjne. Ratują się selekcją zleceń albo zlecają prace podwykonawcom.

W II kw. 2018 r. przedsiębiorstwa pracowały na 84,1 proc. swoich możliwości — podpowiadają wyniki najnowszej, lipcowej edycji badania NBP, poświęconego sytuacji sektora przedsiębiorstw (tzw. Szybki Monitoring NBP). Chodzi konkretnie o średni poziom wykorzystania zdolności produkcyjnych, bliski historycznego maksimum. A ten odzwierciedla w szczególności silny popyt (odsetek firm deklarujących niedostateczny popyt jako barierę rozwoju zbliżył się do historycznego minimum). Stopień wykorzystania mocy produkcyjnych jest jednak różny w różnych branżach. „Numerem jeden” wśród sześciu wyróżnionych jest budowlanka, w której aż 64 proc. przedsiębiorstw deklaruje zbliżone do pełnego wykorzystanie zdolności produkcyjnych (więcej na grafice).

Różne metody...

Poszczególne sektory różnicuje nie tylko stopień wykorzystania mocy produkcyjnych, ale i działania, które podejmują w warunkach pracy „pełną parą”.

„W budownictwie i usługach dominuje selekcja zleceń i podwykonawstwo, a w handlui usługach — selekcja zleceń i zwiększanie zatrudnienia. Przedsiębiorstwa przemysłowe (w tym przede wszystkim z przetwórstwa przemysłowego) w największym stopniu inwestują natomiast w potencjał wytwórczy. Choć w żadnej z analizowanych branż główną reakcją adaptacyjną nie było podnoszenie cen, działanie to relatywnie często podejmowano w budownictwie i przetwórstwie przemysłowym” — czytamy w raporcie NBP.

…i definicje

Więcej metod, po jakie sięgają przedsiębiorcy z sektora budowlanego w warunkach wysokiego wykorzystania mocy produkcyjnych — na grafice. Wspomniane ulubione, a więc selekcja zleceń i zlecanie podwykonawcom, są ściśle związane z definicją pojęcia „maksymalne zdolności produkcyjne”, jaką kierują się przedsiębiorcy z tej branży. 70 proc. (najwięcej ze wszystkich wyróżnionych branż) kieruje się tzw. podejściem technicznym, a więc poziomem działalności przy pełnym wykorzystaniu czynników produkcji. 15 proc. wybiera ujęcie ekonomiczne (wtedy chodzi o skalę działalności, która minimalizuje koszty przeciętne). Reszta zapatruje się na tę sprawę jeszcze inaczej albo nie dzieli się tą informacją w badaniu. Eksperci z NBP uczulają, że różnice w definicji są ważne w szczególności dla oceny skutków wysokiego stopnia wykorzystania zdolności produkcyjnych. Cechą charakterystyczną firm posługujących się podejściem technicznym jest to, że w krótkim czasie nie mogą zwiększać produkcji. Pozostaje im selekcja, delegowanie zleceń czy podnoszenie cen.

„Interpretując wysoki stopień wykorzystania zdolności produkcyjnych, należy pamiętać o powyższych uwarunkowaniach. W szczególności o tym, że może być on zarówno ułomnym wskaźnikiem luki popytowej [różnica między rzeczywistym a potencjalnym PKB w relacji do tego drugiego — red.], jak i niedoskonałym, zwłaszcza w krótkim horyzoncie wyprzedzającym indykatorem popytu inwestycyjnego. Szczególnie ostrożnie powinny być interpretowane deklaracje dotyczące wykorzystania zdolności produkcyjnych w handlu i usługach (niestandardowa definicja zdolności produkcyjnych) oraz budownictwie (częste wykorzystanie obcych zdolności produkcyjnych)” — czytamy w raporcie.

Prosta puenta

Tak czy inaczej — zdaniem ekspertów z NBP — przedsiębiorstwa dość skutecznie radzą sobie z utrudnieniami wynikającymi z wysokiego wykorzystania mocy produkcyjnych. Powołują się przy tym na niskie prawdopodobieństwo wystąpienia zatorów płatniczych na skutek zaległości produkcyjnych spowodowanych właśnie pracą na wysokich obrotach. W grupie przedsiębiorstw z sektora budowlanego o niewystarczających zdolnościach produkcyjnych 24 proc. deklaruje brak zaległości, a przyznaje się do nich zaledwie 3 proc.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Budowlańcy muszą przebierać w ofertach