Jurij Gorodniczenko, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego z Berkeley, znany głównie z badań nad polityką pieniężną i fiskalną, opublikował kilka dni temu krótki esej pt.„The Wild East: Ukraine and the Remaking of Europe”. Przekonuje w nim, że dzięki technologiom wypracowanym w czasie wojny i rekonstrukcji powojennej Ukraina jest w stanie przeskoczyć kilka tradycyjnych etapów rozwoju i stać się jednym z najdynamiczniejszych obszarów Europy. Moim zdaniem jest to dobry punkt wyjścia do myślenia o przyszłości tego kraju.
Autor pisze tak: „Wiele lat temu Kalifornia była pograniczem Dzikiego Zachodu. Dziś stanowi tętniące serce innowacji i nowej gospodarki. W podobny sposób Ukraina ma szansę stać się Dzikim Wschodem Unii Europejskiej (UE)”.
Jego zdaniem wojna uczyniła z Ukrainy jeden z najważniejszych poligonów rozwoju technologii na świecie. Pod presją frontu jej sektor technologiczny przeszedł szybką transformację: z zaplecza outsourcingowego i sieci niewielkich garażowych inicjatyw wyrósł w ekosystem ponad 1500 firm pracujących nad rozwiązaniami dla wojska i bezpieczeństwa. Najmocniejsze specjalizacje tego rynku to dziś drony i oprogramowanie do ich obsługi, systemy walki elektronicznej i łączności, robotyka lądowa oraz morska, a także komponenty i integracja rozwiązań podwójnego zastosowania.
Pytanie, czy jest to wizja realistyczna?
Do wybuchu wojny Ukraina była jednym z najwolniej rozwijających się krajów na świecie. Z powodu permanentnej ingerencji Rosji, korupcji i braku silnych instytucji państwowych kraj w ciągu 30 lat notował przeciętnie zerowy wzrost. Miał kapitał ludzki, skalę i zdolności, lecz wszystko tonęło w morzu chaosu.
Warto zauważyć, że jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku przeciętny dochód na Ukrainie był wyższy niż w Polsce, a w okresie polskiej smuty po stanie wojennym nawet wyraźnie wyższy. Było to zresztą odzwierciedlone w bardziej namacalnych wskaźnikach społecznych — np. w 1970 r. śmiertelność noworodków, dość istotny wskaźnik rozwojowy, była na Ukrainie (27 na 1000 dzieci) niższa niż w Polsce (30 na 1000 dzieci). W 2021 r. polski PKB per capita był już trzykrotnie wyższy niż ukraiński.
Ale historia pokazuje, że wojna często uruchamia mechanizmy rozwojowe. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jest państwotwórcza. Nowożytne państwa w Europie powstawały najpierw jako administracje podatkowe obsługujące koszty wojen. Po drugie, wojna uruchamia postęp technologiczny, który przenosi się później do sektora cywilnego. Oba efekty mogą potencjalnie wystąpić w Ukrainie.
Mogą, ale nie muszą. Nie jest to relacja 1:1. Są kraje nieprowadzące wojen i doskonale się rozwijające, np. Chiny, a także takie, które prowadzą wojny i niewiele na tym korzystają, np. Rosja. Rozwój nie ma ponadczasowych mechanizmów, a ich poszukiwacze zawsze trafiają na jakąś ścianę.
Liczą się możliwości, nie reguły. Ważne jest, by mieć pozytywną wizję, która jest w zakresie szeroko pojętych dostępnych scenariuszy i stanowi katalizator decyzji już dziś. Bez takiego obrazu przyszłości nie da się właściwie prowadzić polityki. Sensem myślenia o przyszłości jest podejmowanie decyzji dziś.
Ekonomiści często zajmują się prognozami, czyli najbardziej prawdopodobnymi scenariuszami. W ten sposób nie da się jednak myśleć o przełamywaniu barier, głębokich zmianach czy rewolucjach. One są zawsze jakimś pęknięciem w dotychczasowym trendzie, złamaniem panującego porządku.
Metafora Gorodniczenki — Ukraina jako Kalifornia — może jak najbardziej być wykorzystana jako punkt zaczepienia do myślenia o przyszłości Ukrainy. Wschód to obszar, gdzie swoboda eksperymentowania jest tak duża, że pewne technologie mogą się rodzić znacznie łatwiej niż na przyzwyczajonym do spokoju i bezpieczeństwa Zachodzie. To może być pole do innowacji, jakiego nie ma nigdzie indziej. A połączenie technologii militarnych i AI może dać światu postęp na miarę tego, co było po I wojnie światowej, która była katalizatorem rozwoju motoryzacji i łączności, czy II wojny światowej, która przyspieszyła rozwój lotnictwa i komputerów.
Natomiast pierwszymi warunkami koniecznymi są zatrzymanie Rosji, ustabilizowanie nowoczesnej państwowości i — co ważne z polskiego punktu widzenia — rozliczenie się z przeszłością. Bez tego nie będzie akcesji do UE i otwarcia na zagraniczne rynki.
