Budowlanka idzie na dno

Liczba niewypłacalnych firm w tej branży wciąż rośnie. Ich problemy pogrążają także innych przedsiębiorców.

Euler Hermes zbadał sytuację sektora budowlanego w Polsce pod kątem płynności finansowej i niewypłacalności. Okazuje się, że w I półroczu tego roku liczba firm z tej branży, które doświadczyły problemów finansowych, wzrosła o 22 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku. Budowlańcy z problemami pociągają za sobą na dno również wiele zaopatrujących ich podmiotów produkcyjnych. Łącznie budowlanka może odpowiadać za niewypłacalność co najmniej 40 proc. firm mających tego typu problemy.

— Odpowiedzialność za obecną sytuację powinni wziąć na siebiezamawiający, którzy w krótkim czasie skumulowali dużą liczbę inwestycji, co przyczyniło się do bańki cenowej kosztów materiałów i pracy. Co prawda firmy budowlane starają się sukcesywnie podnosić ceny, w efekcie rentowność sprzedaży poprawiła się w stosunku do ubiegłego roku, ale nadal, zgodnie z ostatnimi dostępnymi danymi GUS-u, wynosi średnio poniżej 1 proc. W tym samym czasie rentowność sprzedaży polskich firm ogółem zbliżyła się do 5 proc., a w przemyśle do prawie 7 proc.— tłumaczy Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.

Dodaje, że dopływ pieniędzy z tytułu większej ilości pracy i sprzedaży ma niewielki wpływ na rozliczenia rynku. A trzeba pamiętać, że wartość produkcji sprzedanej budownictwa w I półroczu tego roku wzrosłaaż o 23,7 proc. Nieznacznie poprawił się spływ należności w stosunku do ubiegłego roku.

— Nadal jednak sektor ten wymaga najdłuższego kredytowania ze strony dostawców, który wynosi około trzech miesięcy. Dodatkowo wartość należności nie do odzyskania za dostarczone materiały budowlane waha się na poziomie aż 12-13 proc. wartości wszystkich — mówi Tomasz Starus.

Zdaniem ekspertów Euler Hermes, problemy budowlanki może rozwiązać większa elastyczność zamawiających, jeśli chodzi o dzielenie się ryzykiem z wykonawcami — przede wszystkim w zakresie zmian cen materiałów w czasie długo trwającego procesu inwestycyjnego.

— Istnieją nawet odpowiednie rozwiązania — np. finansowanie zakupu materiałów budowlanych do 90 proc. ich wartości jeszcze przed realizacją prac, do których są niezbędne. Zamiast tego dominuje sztywne stanowisko obrony interesu publicznego — twierdzi Tomasz Starus.

Jego zdaniem, trudno obwiniać firmy budowlane o podpisywanie nierentownych kontraktów. Działają one na rynku, na którym pozycję dominującą ma inwestor publiczny narzucający reguły gry. Wiele takich firm poza publicznymi inwestycjami nie ma innych opcji.

— Niepokojące jest to, że tak duża skala ożywienia na rynku budowlanym, a w ślad za tym dopływ gotówki, nie przekłada się na poprawę kondycji finansowej branży. Konieczny jest dialog instytucji branżowych, największych publicznych inwestorów, banków i ubezpieczycieli, aby uniknąć scenariusza z 2012 r.— podsumowuje Tomasz Starus.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Budowlanka idzie na dno