W budownictwie piętrzą się problemy

opublikowano: 03-10-2018, 22:00

W bilansach spółek budowlanych rysują się trendy, obserwowane przed EURO 2012 — zauważa Piotr Zybała, analityk Domu Maklerskiego mBanku

Od 18 kwietnia 2007 r., kiedy Michel Platini ogłosił przyznanie Polsce i Ukrainie mistrzostw w piłce nożnej do 8 czerwca 2012 r., kiedy polscy piłkarze rozpoczęli mecz otwarcia z Grecją — indeks WIG-Budownictwo spadł o niemal 85 proc. Spektakularny upadek zdążyły w międzyczasie zaliczyć m.in. PBG i Polimex, wówczas sektorowi giganci, zbankrutowała także inna giełdowa firma — DSS. I choć Piotr Zybała, analityk DM mBanku, w raporcie z 27 września 2018 r. o żadnej z tych spółek nie wspomina (dwie pierwsze wciąż są na GPW), to zwraca uwagę, że w bilansach spółek budowlanych — zwłaszcza tych specjalizujących się w budownictwie kolejowych — zaobserwować można dynamiczny wzrost zadłużenia i aktywów z tytułu wyceny kontraktów. A to tylko jeden punkt na długiej liście problemów.

Inżynier chce więcej

Jego zdaniem, zakończony właśnie sezon publikacji wyników za drugi kwartał potwierdził, że otocznie w branży budowlanej jest niekorzystne, a ryzyko negatywnych zaskoczeń na wynikach pozostaje wysokie. Inwestorom największy zawód sprawiły tym razem Elektrobudowa i Erbud. Pierwsza z firm została zmuszona do zawiązania ponad 60 mln zł rezerwy (i niemal tyle samo straty netto) z tytułu ewentualnej kary za opóźnienie w realizacji umowy z PKN Orlen. Notowania spółki, w której akcjonariacie dominują fundusze emerytalne, runęły i znalazły się na poziomie najniższym od — bagatela — 12 lat. Runął też kurs Erbudu, którego akcje stały się najtańsze w historii po zaksięgowaniu prawie 30 mln zł traty netto w pierwszym półroczu.

— Odczuliśmy to samo, co cała branża budowlana w Polsce i Europie. Szczególnie dotkliwa okazała się gorsza dostępność siły roboczej i materiałów, co przełożyło się na wzrost kosztów — mówił Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu.

Piotr Zybała podkreśla, że zatrudnienie w budownictwie jest obecnie o 15-20 proc. niższe niż w 2012 r., a stopa bezrobocia w polskiej gospodarce o ponad 50 proc. niższa.

— Pozyskanie nowych pracowników bez istotnego wzrostu wynagrodzeń jest w obecnym otoczeniu rynkowym mało prawdopodobne. Może być jednak konieczne, by przerobić posiadane portfele zamówień — uważa Piotr Zybała, który przytacza dane firmy Globetek, specjalizującej się w rekrutacji dla sektora przemysłowego.

Zgodnie z nimi, oczekiwania inżynierów są obecnie średnio o 20 proc. większe niż może zapłacić pracodawca.

Dyrekcja i konkurencja

Tymczasem produkcja budowlana bardzo dynamicznie rośnie, portfel zamówień spółek giełdowych, monitorowanych przez mBank był na koniec czerwca rekordowy (miał wartość 23,6 mld zł), a wykorzystanie mocy produkcyjnych jest rekordowe. Będą z tego problemy — nie ma wątpliwości analityk domu maklerskiego, który obliczył, że zannualizowana marża EBITDA monitorowanych przez niego spółek spadła od szczytu w I kwartale 2017 r. o jedną trzecią do 5,1 proc. A będzie jeszcze niższa, zwłaszcza że nie maleje presja na wzrost cen materiałów budowlanych.

Kolejnym problemem jest niska aktywność GDDKiA w przetargach drogowych. W trzecim kwartale 2018 r. nie doszło do żadnego otwarcia oferty o znaczącej wartości, a licząc od początku roku nastąpił spadek wartości otwarć o około 50 proc. r/r.

— Niska liczba nowych przetargów na rynku sprawia, że konkurencja pozostaje relatywnie wysoka. W ubiegłorocznych przetargach pojawiało się średnio 8 ofert. Z podobną aktywnością wykonawców mamy do czynienia w tym roku. Ponadto, na przetargach można zauważyć obecność nowych oferentów, szczególnie aktywnych w dużych przetargach. W trzech największych w tym roku otwarciach ofert (wartościowo to trzy czwarte tegorocznych otwarć) najniższe ceny zaproponowały podmioty z Chin i Włoch. Ich oferty były średnio o 14 proc. tańsze niż drugiego wykonawcy. Jak dotąd oferty chińczyków były odrzucane w związku z ich niezgodnością z SIWZ, co nie zmienia faktu, że w tegorocznych przetargach ubiegłoroczni liderzy rynku drogowego pozostają daleko — mówi Piotr Zybała.

Na dodatek długi jest okres między otwarciem ofert a podpisaniem umowy, co jest niekorzystne dla oferentów w sytuacji rosnących kosztów. Specjalista tłumaczy to ograniczonymi możliwościami operacyjnymi GDDKiA i częstym składaniem odwołań. Efekt bywa taki, że po wielomiesięcznych przepychankach zwycięzca przetargu nie jest zainteresowany podpisaniem nirentownego już kontaktu. W kilku postępowaniach z 2017 r. dopiero wykonawca z piątą lub szóstą ofertą cenową był skłonny podpisać umowę.

— Nie zakładalibyśmy, że podpisane w 2018 r. umowy, dotyczące przetargów otwartych w 2017 r. przyniosą wykonawcom atrakcyjną marżę — dodaje analityk mBanku.

Uwaga na zadłużenie

Portfele zamówień spółek, działających w segmencie budownictwa kolejowego, wciąż są wypełnione zleceniami pozyskiwanymi w trudnych czasach. Przetargi obecnie ogłaszane są natomiast unieważniane na masową skalę ze względu na niedopasowanie budżetów PKP PLK do bieżących kosztów.

— Wskaźnik wartości oferty do budżetu inwestora systematycznie rósł w ostatnich dwóch latach. W III kwartale 2016 r. wyniósł on około 60 proc., podczas gdy w IV kwartale 2017 r. po raz pierwszy przekroczył poziom 100 proc. W II i III kw. 2018 r. najkorzystniejsze oferty przekraczały budżety PKP PLK o średnio 50 proc. W konsekwencji zostały unieważnione przetargi za 5,4 mld zł, co stanowi około 70 proc. przetargów, w których nastąpiło otwarcie ofert cenowych — podliczył Piotr Zybała.

Tymczasem to właśnie w spółkach z tego segmentu — Torpolu, Trakcji i ZUE — nastąpiło największe pogorszenie struktury bilansu. Dług netto trzech spółek osiągnął na koniec czerwca 2018 r. poziom 3,2-krotnie wyższy niż EBITDA.

— Łączne należności z tytułu wyceny kontraktów wzrosło w Torpolu, Trakcji i ZUE do ponad 600 mln zł, co stanowi 15 proc. przychodów za ostatnie 12 miesięcy. Od 2014 r. wskaźnik ten nie przekraczał 3 proc. — zaznacza Piotr Zybała.

Jak przypomina analityk, silny wzrost wartości robót w toku i wskaźników zadłużenia obserwowano w 2011 r., tuż przed załamaniem wyników sektora w 2012 r.

— Powyższa sytuacja zawsze rodzi obawy, że przedsiębiorstwa niedoszacowują faktycznych kosztów na długoterminowych kontraktach budowlanych — dodaje analityk, który do grona atrakcyjnie wycenianych akcji nie zaliczył żadnej ze spółek, specjalizujących się w budownictwie kolejowym.

Umieścił w nim natomiast Elektrobudowę i Erbud (uważa, ze ich akcje zdyskontowały zbyt pesymistyczny scenariusz) oraz Unibep, który jako jedyny zaprezentował w pierwszym półroczu dobre wyniki nominalnie (dzięki wpływowi segmentu deweloperskiego) i jednoczesnie lepsze niż przed rokiem. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Nieruchomości / W budownictwie piętrzą się problemy