Kryzys na rynku budownictwa infrastrukturalnego jest coraz groźniejszy. Przedsiębiorcy i eksperci alarmują, że nieprędko minie. Rafał Bałdys, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB), podkreśla, że drastycznie spadła liczba wydawanych pozwoleń na budowę infrastruktury transportowej. Z danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego (GUNB) wynika, że dotychczas wydawano rocznie około 3-3,5 tys. takich decyzji, a w tym roku zaledwie 2 tys.

— Wynik ten jest najniższy, od kiedy GUNB prowadzi statystykę, czyli od 2004 r. — informuje Rafał Bałdys. Piotr Janiszewski, prezes grupy Skanska, podkreśla, że w wielu ogłoszonych przetargach przewidziano wykonanie inwestycji w formule projektuj i buduj, co oznacza wielomiesięczne przygotowanie dokumentacji. W fazę wykonawczą takie inwestycje wejdą nieprędko, a efekty ich realizacji przedsiębiorcy odczują dopiero za dwa-trzy lata.
— Gdyby przetargi rozstrzygnięto dziś, to w optymistycznym wariancie pierwsze płatnościotrzymamy w drugiej połowie 2018 r. W poprzednich latach doświadczyliśmy już tego, że od momentu wybrania naszej oferty do podpisania umowy wpływało 15 miesięcy — mówi Jarosław Tomaszewski, prezes Trakcji. Jeśli podobne tempo będzie obecnie, to pozytywne efekty ruszających powoli inwestycji odczuwalne będą jeszcze później. Szef Trakcji twierdzi, że obecny kryzys w branży to efekt wieloletnich opóźnień w przygotowaniu inwestycji. Można było go uniknąć, gdyby przetargi i dokumentację przygotowano w 2012- -13 r. Wówczas jednak zamawiający skupiali się na realizacji inwestycji z poprzedniej perspektywy.
— W efekcie mamy trzeci rok perspektywy 2014-20, a duże projekty wciąż nie są realizowane — mówi Jarosław Tomaszewski. Piotr Janiszewski przestrzega przed ich kumulacją, podkreślając, że bardzo negatywnie wpływają na firmy budowlane.
Wiele z nich inwestuje bowiem w potencjał niezbędny do wykonania inwestycji i w okresie kumulacji nie narzeka na brak pracy, później jednak zamówienia gwałtownie maleją, a firmy muszą redukować moce. Przez ostatnie lata Skanska realizowała tysiące kontraktów, a teraz ich brak spowodował konieczność redukcji zatrudnienia o ponad 1000 osób. Z Trakcji odejdzie około 300.