Budownictwo odporne na koronawirusa

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2020-04-21 22:00

Branża ma ponad 1,2 mld zł długu, ale generalnie trzyma się dobrze. Zaburzenia płynności grożą głównie podwykonawcom.

Zadłużenie budowlanki odnotowane w Krajowym Rejestrze Długów (KRD) sięga 1,2 mld zł. Z tego na sektor budownictwa drogowego, któremu ze szczególną uwagą przyjrzał się KRD, przypada zaledwie 144 mln zł, a blisko pół miliarda na roboty związane ze wznoszeniem budynków. Ponad 570 mln zł to długi firm wykonujących roboty specjalistyczne.

Zagrożone małe firmy

Mimo to budowlanka jest generalnie odporna na zawirowania spowodowane koronawirusem. Według Głównego Inspektoriatu Sanitarnego jest to sektor naszej gospodarki, w którym rozwój zakażeń COVID-19 jest najniższy. Jak wynika z cyklicznej ankiety przeprowadzonej przez Polski Związek Pracodawców Budownictwa (PZPB), ponad połowa firm z tej branży nie ma problemu z utrzymaniem płynności finansowej z powodu pandemii. Większość przedsiębiorców ma rezerwy gotówkowe. Wysokie ryzyko zaburzeń w płynności finansowej firm w najbliższych tygodniach może pojawić się wśród podwykonawców. To właśnie ich sytuacja została oceniona przez sektor budowlany jako zła.

— To są z reguły małe firmy, które nie mają tak dużego zaplecza finansowego jak czołowi gracze na tym rynku. To samo jest w budownictwie drogowym, w którym zadłużenie, też głównie wśród podwykonawców, rośnie od kilku lat. W kwietniu 2019 r. wynosiło 127,4 mln zł, a dwa lata temu nieco ponad 115 mln zł. Zawsze największym wierzycielem tych firm jest sektor finansowy, czyli banki, firmy leasingowe, pożyczkowe czy ubezpieczeniowe, ale także fundusze sekurytyzacyjne — mówi Adam Łącki, prezes KRD.

Dodaje, że problemy małych podwykonawców z regulowaniem własnych płatności często biorą się z tego, że nie dostają oni pieniędzy na czas od swoich zleceniodawców.

— Jedna czwarta tego, co mają do odzyskania od dłużników, przypada na inne firmy budowlane — mówi Adam Łącki.

Łańcuch zadłużenia

Wzajemne długi branży to największy problem budownictwa. Jest to jednocześnie bezpośrednia przyczyna zatorów płatniczych.

— Długi łańcuch płatności sprawia, że tworzy się efekt domina. Najbardziej cierpią na tym najmniejsze firmy. To widać także w naszej bazie danych, w której wśród spółek zajmujących się budownictwem drogowym aż 76 proc. zadłużonych to jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich średni dług wynosi ponad 34 tys. zł — mówi Adam Łącki.

Średnie zadłużenie firmy, która zajmuje się budową dróg, to 52 tys. zł. Najwięcej dłużników wśród takich spółek jest w województwie śląskim (401). Tamtejsi drogowcy są winni wierzycielom ponad 21 mln zł. Na Mazowszu drogowych dłużników jest mniej, bo 396, ale mają do oddania najwyższą kwotę (35 mln zł). Na trzecim miejscu pod względem kwoty zadłużenia i liczby dłużników jest województwo wielkopolskie.Tam jest 290 firm, które są winne kontrahentom 18 mln zł. Z informacji PZPB wynika, że budowlańcy, w tym drogowcy na razie pracują normalnie. Zaledwie pojedyncze budowy zostały wstrzymane, a z opóźnieniem może zostać oddana mniej niż połowa inwestycji. To efekt głównie braku rąk do pracy.

— Kiedy zamknięto granice, znaczna część pracowników musiała wrócić do domu, w większości na Ukrainę. Obecnie na placach budowy jest niewiele ponad połowa pracowników. To może prowadzić do opóźnień w realizacji projektów — mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.