Pospieszna nowelizacja tegorocznej ustawy budżetowej była niemałym zaskoczeniem. Równolegle z zawieszeniem tzw. I progu ostrożnościowego rząd dokonał zdecydowanej redukcji planów finansowych instytucji zasilanych pieniędzmi podatników. Kilka dni temu Rada Ministrów przyjęła też projekt budżetu na przyszły rok. W pewnym sensie wpisuje się on w zapowiedziany przez premiera w Krynicy koniec kryzysu w Polsce. Zakłada bowiem zwiększenie budżetów wielu organów i instytucji państwowych. Niektóre dostaną nawet kilkunastoprocentowe podwyżki.

Jedni w górę, inni w dół
W ubiegły piątek, po przyjęciu projektu budżetu na 2014 r., premier Donald Tusk poinformował, że większość resortów dostanie więcej pieniędzy niż w tym roku. Szczególnie te, które odpowiadają za „finansowanie istotnych celów społecznych czy inwestycji”. Zapewnił, że budżet będzie „dość twardy dla niektórych”. Zacznijmy od głowy państwa. Budżet kancelarii prezydenta ma w 2014 r. wynieść 177,6 mln zł, czyli praktycznie odzyska 3 mld zł „strat”, które poniesie w wyniku noweli ustawy budżetowej na 2013 r. Powody do zadowolenia może mieć też kancelaria Sejmu, która dostanie 407 mln zł, czyli o ponad 11 mln zł więcej niż po obecnych cięciach.
Największe powody do zadowolenia mogą mieć sędziowie Sądu Najwyższego. Ich budżet skoczy relatywnie najbardziej, bo aż o 14,5 proc. — z 91,3 do 104,5 mln zł. Wyraźny zastrzyk pieniędzy — wzrost o 8,6 mln zł — uzyska też Najwyższa Izba Kontroli. W 2014 r. jej plan finansowy ma wynieść 262,8 mln zł, czyli będzie wyższy od tegorocznego o 3,4 proc.
Nominalnie największy skok finansowania zanotuje Państwowa Inspekcja Pracy, bo dostanie aż o 23,4 mln zł więcej niż po obecnej korekcie. Inspektorzy broniący praw pracowniczych dostaną 300 mln zł, czyli blisko 8,4 proc. więcej niż w tym roku (276,6 mln zł). Także Instytut Pamięci Narodowej nie ma powodów do narzekań — jego przyszłoroczny budżet będzie o 8,6 mln zł wyższy niż tegoroczny (245,4 mln zł).
7 mln zł więcej w swoim budżecie znajdzie Komisja Nadzoru Finansowego (202,7 mln zł). Niewielkie zwyżki (rzędu 1-2 mln zł) przypadną m.in. RPO, KRRiT, UZP i ABW. Kilka instytucji, które w tym roku uniknęły redukcji, w przyszłym dostaną więcej. Takimi szczęśliwcami są regionalne izby obrachunkowe, które dostaną o prawie 4 mln zł więcej niż teraz (110 mln zł) oraz Krajowe Biuro Wyborcze (50 mln zł — wzrost o 2,7 mln zł). Ciut więcej niż teraz wpadnie do kiesy GIODO i Rzecznika Praw Dziecka.
Na poziomie zbliżonym do tegorocznego będą finansowane też URE, UOKiK i CBA. Budżety wielu instytucji zostaną jednak okrojone. Dobry przykład oszczędności chce dać kancelaria premiera, którą teraz cięcia ominęły. Przyznała sobie 125 mln zł, czyli o 1,3 mln zł mniej niż w tym roku. Redukcja niewielka, lecz symboliczna. Mniej trafi również do Urzędu Patentowego.
Największy ubytek, o 3 mln zł, dotknie Polską Akademię Nauk, która w 2014 r. dostanie 78,1 mln zł (w tym roku cięcia ją ominą).
Konstrukcja konserwatywna
Zwiększenie finansowania wielu instytucji państwowych nastąpi przy utrzymaniu w 2014 r. najważniejszych wskaźników na poziomie z tego roku. Rząd zakłada, że w przyszłym roku dochody budżetu państwa wyniosą 275,7 mld zł (tyle samo co w tym), a wydatki 326,7 mld zł (600 mln zł mniej niż w tym). Deficyt budżetowy ma być taki sam (51 mld zł).
— W latach 2010-12 mieliśmy nadmierny fiskalizm i dążenie do oszczędności. W tym roku doszło do zwiększenia deficytu budżetowego o 16 mld zł, a to oznacza, że w najbliższych dwóch latach będziemy mieli politykę antycykliczną, czyli zmniejszy się ciśnienie na ograniczanie wydatków i utrzymywanie w ryzach deficytu. Rząd zyska też ulgę w wysokości długu publicznego dzięki przejęciu części aktywów OFE, czyli dostanie pewne pole manewru deficytem. Wzrost budżetów wielu instytucji więc nie dziwi, tym bardziej że one mają swoje zobowiązania ustawowe i muszą mieć pieniądze na ich realizację. Oczywiście więcej uzyskają ci, którzy mają także większą siłę przetargu politycznego — mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
— Konstrukcja projektu budżetu na 2014 r. nie daje podstaw do postawienia zarzutu rozrzutności po stronie wydatków. To konserwatywny budżet — nie ma w nim oznak szaleństwa — twierdzi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.