Budżet napinany bez opamiętania

16-11-2016, 22:00

Uchwalenie przez Sejm zmiany ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych dokładnie w rocznicę zaprzysiężenia gabinetu premier Beaty Szydło zostało precyzyjnie zaplanowane. Rządowa propaganda nagłaśnia to jako prezent, ale nie dla obchodzącego urodziny, lecz… odwrotnie — oto dobra władza dokonuje jeszcze lepszej zmiany. Uzasadnienie polityczne jest prawdziwe. Faktycznie, cofnięcie dokonanej przez ekipę premiera Donalda Tuska stopniowanej podwyżki podstawowego wieku emerytalnego do ujednoliconych dla obu płci 67 lat — czyli przywrócenie podstawowego wieku 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn (z możliwością pracowania dłużej) — było najbardziej populistyczną, dającą największy przyrost głosów obietnicą z ubiegłorocznych kampanii wyborczych. Przyniosła wymierny zysk prezydencki wcześniej Andrzejowi Dudzie, a parlamentarny Prawu i Sprawiedliwości później.

Zupełnie inną kwestią jest wiarygodność uzasadnienia finansowego. Premier zapewnia, że ustawa przywracająca krótszy wiek emerytalny ma pełne zabezpieczenie w budżecie. Podobnie zresztą, jak inne wprowadzane przez PiS programy socjalne, na czele z 500 Plus, których sensem jest po prostu rozdawnictwo pieniędzy. Szefowa rządu nie dopowiedziała — w którym budżecie, zatem chodzi chyba o 2017 r. O dłuższej perspektywie nawet się nie zająknęła, a przecież ustawa zwiększająca gwałtownie liczbę emerytów wejdzie w życie od 1 października 2017 r. i odbije się mocno na finansach publicznych dopiero w kilku następnych latach.

Właśnie prognozy i wyliczenia wieloletnie były podstawą wydłużenia wieku emerytalnego trzy lata temu. Pracowały nad tym aparaty tych samych resortów finansów oraz pracy na podstawie tych samych danych demograficznych. Poprzedni decydenci doszli do radykalnie innych wniosków niż obecni. A zatem — ktoś nagiął/nagina twarde liczby do własnych potrzeb politycznych. Zwracam uwagę, że ekipa PO, wsparta przez niepamiętające obecnie własnej postawy PSL, doskonale zdawała sobie sprawę z niepopularności społecznej i robiła to bezpośrednio po wygranych wyborach, a nie w kontekście bliskiej kampanii. Gdyby naprawdę nie wisiało nad Polską zagrożenie dla finansów publicznych, to przecież bardzo trudnego tematu nikt by nie tykał, bo nie miałoby to jakiegokolwiek sensu.

PO i PiS są całkowicie zgodne tylko w jednym elemencie.

Kurczowo trzymają się w przepisach emerytalnych wieku biologicznego, a okres składkowy odgrywa rolę tylko koniecznego minimum. I poprzednio, i obecnie odrzucone zostały bardzo logiczne i uczciwe propozycje, aby system alternatywnie uwzględniał również staż pracy. Jeśli ktoś zaczął bardzo młodo pracować i opłacał składki — np. kobieta przez 35 lat, a mężczyzna przez 40 lat — to powinien móc równie młodo przejść na emeryturę bez względu na wiek. Notabene prezydent Andrzej Duda, wnosząc do Senatu jeszcze poprzedniej kadencji, czyli opanowanego przez PO, wniosek o przeprowadzenie referendum — który rzecz jasna przepadł — pytanie emerytalne sformułował tak: „Czy jest Pani/Pan za obniżeniem wieku emerytalnego i powiązaniem uprawnień emerytalnych ze stażem pracy?”. Na logikę powinien właśnie takie rozwiązanie uwzględnić w projekcie wnoszonym do Sejmu już nowej kadencji. A jednak popieraną przez siebie w pytaniu stażową alternatywę usunął ze złożonego projektu, potwierdzając, że ma poglądy, ale się z nimi nie zgadza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Budżet napinany bez opamiętania