Złe wieści dla państwowej energetyki popłynęły w środę z ust Andrzeja Domańskiego, ministra finansów. Na konferencji poświęconej budżetowi na 2025 r. minister poinformował, że nie zaplanowano w nim pieniędzy na wydzielenie aktywów węglowych.
Według Pawła Puchalskiego, analityka banku Santander, którego poprosiliśmy na gorąco o komentarz, ogólny wydźwięk tej informacji jest negatywny dla spółek energetycznych. Ale, jak zaznaczył, diabeł tkwi w szczegółach.
Węgiel ciąży
Spółki energetyczne, których dotyczy wypowiedź ministra finansów, to PGE, Tauron, Enea i Energa. Wszystkie cztery są notowane na giełdzie, kontrolowane przez skarb państwa i produkują prąd w większości w elektrowniach spalających węgiel kamienny lub brunatny. W obliczu europejskich ambicji klimatycznych i rosnących cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla elektrownie te są dla firm coraz większym ciężarem. Utrudniają też planowanie zielonej przyszłości, ponieważ instytucje finansowe coraz mniej chętnie współpracują z grupami zaangażowanymi w biznes węglowy. A bez instytucji nie sposób sfinansować inwestycje w odnawialne źródła energii.
Z tych powodów już poprzedni rząd przygotowywał grupy do wydzielenia aktywów węglowych do osobnej państwowej spółki NABE (Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego). Mimo kilku lat przygotowań operacja nie została dopięta przed wyborami parlamentarnymi jesienią 2023 r.
PGE popiera
Koncepcję wydzielenia aktywów węglowych przejął bez fundamentalnych sprzeciwów rząd Donalda Tuska. Popiera ją też Dariusz Marzec, obecny prezes PGE, największej z energetycznych grup. Już w maju zapowiedział, że operację wydzielania chce przeprowadzić najpóźniej w 2025 r.
- Trwa dyskusja. Animuje ją naturalnie Ministerstwo Aktywów Państwowych, a my bierzemy w niej udział. Nie mamy żadnego konkretnego modelu i w budżecie na 2025 r. takich środków nie ma – tak o finansowaniu tej operacji powiedział tymczasem Andrzej Domański.
Dług dzieli
Finansowa strona wydzielania aktywów węglowych wciąż nie została sprecyzowana. Problemem jest zadłużenie elektrowni, które może zostać przeniesione do nowego podmiotu wraz z nimi albo pozostać przypisane do spółki matki. Od tego zależy wycena tych elektrowni. Wraz z długiem mogą być warte symboliczną złotówkę, a bez niego – znaczące kwoty.
Właśnie dlatego, jak zauważa Paweł Puchalski, wypowiedź ministra można rozumieć na wiele sposobów. Przykładowo może oznaczać, że budżet nie chce wykładać pieniędzy na długi, a jedynie na same elektrownie. To kiepskie wieści, ponieważ spółki wskazywały dotychczas rynkowi, że zakładają oddanie jednego i drugiego.
Zamrażarka kosztuje
W budżecie zapisane są też inne ważne dla energetyki wydatki.
- Zabezpieczono 2 mld zł na mrożenie cen energii, choć ostateczna kwota może być istotnie większa - powiedział Andrzej Domański.
Mrożenie cen dotyczy sektora gospodarstw domowych i odbiorców wrażliwych, w tym np. szpitali czy szkół.
