Ale w czwartek, kilka godzin przed planowym szczytem Rady Europejskiej, gdy szefowie państw i rządów już lądowali w Brukseli, wreszcie zostało uzgodnione porozumienie unijnych instytucji. Jego stronami są: Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, oraz w imieniu prezydencji irlandzkiej premier Enda Kenny, świadkiem zaś — Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej.
Parlament włączył się aktywnie do procedury budżetowej pierwszy raz od wejścia w życie traktatu z Lizbony. I trzeba przyznać, że kilka rozsądnych postulatów przeforsował. Przede wszystkim — większą elastyczność wieloletniego budżetu, czyli możliwość przesuwania z roku na rok niewykorzystanych pieniędzy. Rządom państw beneficjentom, czyli m.in. Polski, ta zasada bardzo się podoba, nie zgadzali się na nią natomiast płatnicy netto, którzy notowaliby oszczędności, gdyby pieniądze po dawnemu przepadały. Zawarcie budżetowego kompromisu było oczywistością, a wielomiesięczny pat wynikał głównie z ambicji wodzów unijnych instytucji. Na szczęście jednak zabawa w głuchy telefon się kończy.