Bullard pogorszył nastroje na Wall Street

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2014-06-26 22:09

Do czwartkowych notowań na amerykańskich giełdach inwestorzy podchodzili z nadzieją na kontynuowanie środowego odbicia. Jednak od początku sesji przewagę zdobył obóz niedźwiedzi, zachęcony do działania przede wszystkim komentarzem jednego z najważniejszych oficjeli władz monetarnych i słabymi danymi makro.

O mniej niż oczekiwali analitycy spadła liczba osób po raz pierwszy ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych, która zeszła do 312 tys.

Rozczarował również wzrost wydatków konsumentów. W maju zwiększyły się o 0,4 proc. w stosunku do kwietnia, o połowę mniej niż oczekiwali ekonomiści. To bardzo ważny wskaźnik, gdyż wydatki konsumenckie odpowiadają aż za 70 proc. gospodarki

Poważnym wstrząsem dla graczy okazały się jednak słowa Jamesa Bullarda, szefa Fed z St. Louis. Stwierdził on, że pierwsza od lat podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych może mieć miejsce pod koniec pierwszego kwartału przyszłego roku. Dodał, że w nadchodzących kwartałach amerykańska gospodarka może rosnąć o 3 proc.

Spośród spółek uwagą handlujących przykuwały koncern tytoniowy Philip Morris. Cena akcji szła w dół najmocniej od połowy kwietnia po tym jak spółka obniżyła prognozę finansową. Negatywnie też przyjęta została informacja zakupie brytyjskiego rywala Nicocigs.

Z kolei najmocniej od 2011 r. zwyżkował kurs walorów Alcoa. Największy amerykański koncern aluminiowy zdecydował się na przejęcie brytyjskiego producenta części dla sektora kosmicznego Firth Rixson. Koszt transakcji to 2,5 mld USD.

Ostatecznie, korekta odnotowana na finiszu sesji nie była specjalnie bolesna. W ciągu dnia indeksy traciły znacznie więcej. Wskaźnik DJ IA spadł jedynie o 0,13 proc., S&P500 o 0,12 proc. zaś Nasdaq symbolicznie o 0,02 proc.