Burza mózgów w przetargach

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2016-07-18 22:00

Inwestorzy głowią się nad kryteriami, które wkrótce będą musieli stosować w zamówieniach. Niełatwo o pomysły, które nie grożą lawiną protestów

Waga ceny w przetargu nie może przekroczyć 60 proc., jeśli zamówiony produkt, usługa czy obiekt budowlany nie ma jasno określonych standardów jakości — przewiduje nowe Prawo zamówień publicznych, które wkrótce wejdzie w życie. 13 lipca znowelizowana ustawa została opublikowana w „Dzienniku Ustaw” — zacznie obowiązywać po 14-dniowym vacatio legis. Państwowi i samorządowi inwestorzy głowią się więc nad kryteriami pozacenowymi. To nie lada problem, bo jeśli będzie je można swobodnie oceniać, wykonawcy będą je kwestionować. Zasypią Krajową Izbę Odwoławczą (KIO) i sądy stosami protestów i odwołań, co znacznie wydłuży okres wyłonienia zwycięzcy i opóźni realizację kontraktów. Przekonała się o tym Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), która jako jedna z pierwszych instytucji zaczęła szukać kryteriów pozacenowej punktacji ofert. W jednym z przetargów na utrzymanie odcinka autostrady zaproponowała punktowanie zgłoszonej przez wykonawców „koncepcji działań”. Nie wiedzieli oni jednak, co w tym katalogu uwzględnić. Polski Związek Pracodawców Budownictwa zaskarżył więc przetarg do KIO i wygrał. Izba uznała, że w specyfikacji kryterium nie zostało jasno sprecyzowane.

GK, Bloomberg, ARC

— Będziemy stosować jedynie kryteria mierzalne, które można wycenić — zapewnił Jacek Bojarowicz, szef GDDKiA. Wcześniej, przez lata, dyrekcja oprócz ceny punktowała tylko termin wykonania oraz gwarancje. Wykonawcy uznali jednak te kryteria za fikcyjne, bo wszyscy proponowali najkrótszy wymagany termin wykonania i najdłuższy okres gwarancji. — Wygrywał ten, kto zaoferował najniższą cenę — konkluduje Jerzy Szmit, wiceminister infrastruktury. GDDKiA wprowadziła więc wymóg przedstawienia „zabezpieczenia bezwarunkowego dotrzymania terminu”. Okazało się jednak, że takich gwarancji nie wydają instytucje finansowe, więc ten pomysł także nie znalazł uznania w KIO.

Konsultacje drogowców

GDDKiA ma nowy pomysł na pozacenową punktację. U wykonawców zabiegających o kontrakty na wieloletnie utrzymanie dróg i nadzór budowlany będzie cenić zatrudnianie pracowników na etat oraz rekrutowanie kadr z urzędów pracy.

— Dzięki temu będziemy mieć pewność, że w razie potrzeby firma mająca kontrakt na utrzymanie odcinka drogi będzie w stanie szybko i na bieżąco reagować i utrzymywać trasę w wymaganym przez nas standardzie. Podobnie będzie w przypadku kontraktów na nadzór, gdzie już ocenialiśmy także metodykę, czyli sposób kontrolowania placów budowy, szkolenia pracowników firm inżynierskich oraz inne propozycje mających na celu podnoszenie jakości nadzoru inwestycji — mówi Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA. W poprzedniej perspektywie dyrekcja wielokrotnie zarzucała inżynierom kontraktów, że jedna osoba nadzoruje kilka budów, prowadzących w odległości kilkuset kilometrów, więc tak naprawdę nie ma na bieżąco wiedzy, co się na nich dzieje. Teraz ma być inaczej. Jan Krynicki podkreśla natomiast, że GDDKiA nie opracowała na razie kryteriów jakościowych przypadku postępowań na roboty budowlane. Spodziewa się, że zostaną one ustalone m.in. dzięki konsultacji z branżą. Niedawno resort infrastruktury powołał Radę Ekspertów, do której weszli zarówno przedstawiciele dyrekcji, jak i wykonawców. GDDKiA realizuje obecnie inwestycje na ponad 1,3 tys. km dróg i prowadzi przetargi — według starych przepisów — dotyczące 700 km tras. W najbliższych miesiącach niewielkie są więc szanse na ogłaszanie dużych zleceń. Rządowa instytucja ma więc trochę czasu na dopracowanie kryteriów i przetestowanie ich w niewielkich, remontowych kontraktach.

Samorządy — na żywioł

— Ustalenie dodatkowych kryteriów będzie zależało od konkretnego zadania. W przypadku budowy dróg mogą to być np. gwarancje czy jakość wcześniej realizowanych przez oferenta przedsięwzięć. To może nam pomóc w wyborze lepszych ofert, przepisy są nieprecyzyjne. Dlatego obawiam się, że mogą pojawić się problemy z realizacją. Ostatecznie jednak wszystko będzie zależało od tego, jakie interpretacje, w razie wątpliwości, będzie wydawał Urząd Zamówień Publicznych — twierdzi Jan Golba, burmistrz Muszyny. Gotowego katalogu nie ma Zachodniopomorskie.

— W zależności od tego, co będzie przedmiotem postępowania, będziemy zastanawiać się nad kryteriami — twierdzi Łukasz Juchta, z biura prasowego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego. [RFA]

Serwis w szpitalu

— Pracujemy nad nowymi kryteriami. Różnią się one w zależności od rodzaju produktu i usługi. Dla szpitala oprócz ceny, która z powodu ograniczonych funduszy pozostaje kluczowa, ważne są też terminy dostawy, energooszczędność czy jakość. W ich ustalaniu mamy już pewne doświadczenie — stosowaliśmy pozacenowe kryteria nawet w proporcji 65-35 (cena-jakość) — informuje Ewa Książek-Bator, dyrektorka szpitala klinicznego w Gdańsku. Nowe reguły gry w zamówieniach publicznych budzą jednak jej obawy

. — Boimy się dwóch rzeczy: zwiększenia liczby odwołań, bo miękkie kryteria dużo trudniej zmierzyć, oraz wzrostu cen zamawianych produktów i usług — mówi Ewa Książek-Bator.

Zwiększonej liczby protestów obawia się również Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali (PFS).

— Wydłuży się cały proces zamówienia — uważa szef PFS. Zaznacza jednak, że nowe przepisy pozwolą rozwiązać kilka problemów. — Na przykład w przypadku zakupu drogiej aparatury medycznej problemem był serwis. Co z tego, że kupiona aparatura była na papierze najtańsza, gdy późniejszy koszt serwisu był bardzo wysoki. Można się więc spodziewać, że kwestia serwisu, również pogwarancyjnego, pojawi się w zamówieniach. Oczywiście trudno, aby zabrakło jakości, mierzonej np. różnego typu certyfikatami oraz akredytacjami — mówi Jarosław J. Fedorowski. [AT]

Kolejowi prekursorzy

Próbką stosowania kryteriów pozacenowych był ogłoszony niedawno przez samorząd województwa zachodniopomorskiego przetarg na zakup kilkunastu pociągów. Cena miała wagę 60 proc. Pozostałe warunki to okres gwarancji (10 proc.), termin dostawy trzech pierwszych pojazdów (10 proc.), powierzchnia niskiej podłogi (5 proc.), wskaźnik gotowości technicznej (5 proc.) i niezawodności technicznej (5 proc.). Krok dalej poszła Łódzka Kolej Aglomeracyjna, która cenę ustaliła na 40 proc. Pozostałe wskaźniki to: cena brutto za utrzymanie pojazdów (30 proc.), współczynniki efektywności kosztowej (20 proc.) i liczba siedzeń stałych w pojeździe powyżej 140 miejsc (10 proc.). Nie wzbudziły one zastrzeżeń, ale przetargi i tak trafiły do KIO, bo obaj zamawiający w specyfikacji wpisali wymogi dotyczące doświadczenia, zgodnie z którymi oferenci musieli mieć tzw. TSI oraz świadectwa dopuszczenia, uwzględniające posiadanie europejskich systemów sterowania ruchem ERTMS. Jako jedyna polska spółka nie ma ich bydgoska Pesa, poczuła się więc dyskryminowana, zaskarżyła przetarg do KIO i wygrała. W branży kolejowej panuje przekonanie,że zamawiający w Polsce niechętnie wybierają produkty Pesy, bo mimo cenowej atrakcyjności boją się licznych awarii. Wolą więc zapłacić drożej. Michał Beim, prezes PKP, uważa, że jeśli kupujący tabor zna oczekiwania pasażerów, nie powinien mieć problemu z wyborem pojazdów, nawet jeśli kieruje się głównie kryterium cenowym. — Kluczowe jest nie tyle wymyślenie kryteriów pozacenowych, ile precyzyjny opis przedmiotu w specyfikacji — mówi Michał Beim. To zamawiający musi wiedzieć, jaki ciężar ma mieć skład, by nie generował wysokich kosztów eksploatacji, jakie ma mieć zużycie prądu czy paliwa, jakie normy hałasu musi spełniać, ile mieć miejsc i jak rozmieszczonych, czy w pociągu musi być Wi-Fi oraz inne systemy i urządzenia poprawiające standard taboru. Jeśli je jasno określi, to będzie wybierał tylko spośród dostawców spełniających te kryteria, więc faktycznie decydować będzie cena zakupu i utrzymania. Na kolei jest wiele przykładów taboru, za który słono zapłacono, kiepsko definiując wymogi specyfikacji. Na przykład w przetargu na pendolino nie wpisano wymogu Wi-Fi i w efekcie od kilku lat strony nie mogą uzgodnić warunków jego montażu. Przewidziano natomiast strefy dla biznesu, które jednak się nie sprawdziły, więc przemodelowano je na… miejsca dla rodzin z dziećmi.

Szczelne gazociągi

Do dwóch przetargów na budowę gazociągów przygotowuje się Gaz- -System, który zapewnia, że dopiero przeanalizuje sądowe orzecznictwo i rynkowe praktyki, by opracować nowy katalog oceny ofert. W kilku poprzednich, oprócz ceny, postanowił ocenić także jakość, czyli tzw. poziom wadliwości spoin części liniowej gazociągu. Spółka coraz częściej punktuje też wykonawców, którzy są na jej liście wiarygodnych dostawców. Na razie mogą dostać za to w przetargach tylko 1 proc., ale wskaźnik ma wzrosnąć do 3 proc.