Burzliwe dzieje Naszej Klasy

Jacek Konikowski
opublikowano: 24-01-2008, 16:58

Pomysł? Nienowy. Wykonanie? Bez fajerwerków. Działanie? Tragiczne. Problemów? Bez liku. Nasza-klasa.

Wrocław. Blok na Biskupinie. Niepozorny. Na ostatnie piętro trudno trafić, bo nie ma szyldu. Pomaga sąsiadka z parteru. Otwiera młody chłopak w swetrze narzuconym na podkoszulek. Styl studencki. W małym M-3 z kuchnią takich jak on jest jeszcze kilku. Siedzą wpatrzeni w monitory i klepią w klawiatury. Maciek proponuje wodę z dystrybutora i zaprasza do biura. Biuro niewiele większe od łazienki. Siedzą w nim jeszcze dwie osoby. Też wpatrzone w monitory. To on — najmłodszy milioner w kraju?

Maciek ma 23 lata. Jest na piątym roku informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego. — Nie mylić z polibudą — żartuje Popowicz. Studiuje, startuje, trenuje. Dyscyplina? Programowanie, implementowanie algorytmów. Dla laika — coś jak „rurka piątka krzyżowana na zastrzał”. — Rajcuje mnie kwintesencja informatyki, jej strona teoretyczna, programowanie. Do niedawna żyłem startami w zawodach informatycznych, programowanie zespołowe — mówi Maciej Popowicz.

Polacy są w czołówce najlepszych programistów na świecie. Popowicz i jego drużyna: Paweł Olchawa i Michał Bartoszkiewicz (Łukasz Adziński, czwarty ze współtwórców Naszej-klasy jest grafikiem) są jednymi z nich. Ten ostatni jest finalistą Top- Codera — prestiżowego konkursu informatycznego, który odbywa się w Nowym Jorku. Wszyscy albo już pracowali, albo mieli oferty pracy w Google czy w Microsofcie. Ale siedzą tu, na kilkunastu metrach w mieszkaniu na Biskupinie. Tu właśnie są bebechy Naszej-klasy. Ich własnej firmy.

— Pomysł narodził się przypadkowo. Mieliśmy ich mnóstwo, ale ten jeden szczególnie przypadł mi do gustu — za jednym kliknięciem wysłać wiadomość do wszystkich kumpli z liceum, odnaleźć się, utrzymać kontakt. Byliśmy zgraną paczką. I powstała strona dla siebie, dla nas, dla ludzi z naszej klasy — opowiada Popowicz. — Taka strona robiona przez przyjaciół dla przyjaciół — wtrąca siedzący przy sąsiednim komputerze Łukasz Adziński.

— A potem to już efekt śnieżnej kuli, znajomi znajomych też chcieli znaleźć swo- ich znajomych i tak zaczęło się kręcić — dodaje Popowicz.

Od nędzy do pieniędzy

Na początek musiało wystarczyć 200 zł, za domenę i miejsce na wirtualnym serwerze w internecie. Mieszkanie na Biskupinie pojawiło się dopiero wraz z inwestorem. Wcześniej każdy robił swoją robotę w domu na własnym komputerze, nawet po kilkanaście godzin dziennie. — 2 lipca 2006 r. kupiliśmy domenę nasza-klasa.pl. Po czterech miesiącach pracy za darmo ruszyliśmy. Dokładnie 11 listopada 2006 r. W Święto Niepodległości — opowiada Popowicz.

— Pierwszego dnia mieliśmy 300 użytkowników. Ale radość! Po kilku — już tysiąc. Potem przyszedł pierwszy szturm na portal, 26 grudnia 2006 r. W Panoramie ukazała się wtedy kilkusekundowa migawka o Naszej-klasie, kilka krótkich informacji, że jest. Kilka minut później w portalu próbowało się zarejestrować ponad 5 tys. osób. Serwer tego nie wytrzymał i padł — wspomina Joanna Gajewska, rzeczniczka prasowa Naszej-klasy.

Po trzech miesiącach z Naszej-klasy korzystało 100 tys. osób. Po dwóch następnych — drugie tyle. W lipcu w serwisie zalogowanych było 300 tys. użytkowników. W październiku, po informacji w mediach, że część udziałów kupił zachodni fundusz — kolejny szturm. Tym razem serwer wytrzymał. Obecnie każdego dnia przybywa 130-140 tys. nowych użytkowników.

— Miesięcznie mamy już 7 mld odsłon — podkreśla Joanna Gajewska.

Czyli osób, które klikają na adres Nasza-klasa.pl. Ciekawostka, to prawie 0,7 proc. światowego ruchu w internecie. Lepszy od portalu chłopaków z Biskupina jest tylko Google. Onet, Allegro, Wp.pl czy YouTube są za nimi.

Nic dziwnego, że wkrótce pojawili się inwestorzy. A ten pierwszy, który zapukał do Naszej-klasy?

— Nie pamiętam. Serio. Była ich masa. Prześcigali się w ofertach, z których jedna była śmieszniejsza od drugiej. Ewidentnie chcieli nas wycyckać. Dopiero oferta Alexandra Samwersa z European Founders wydała nam się rozsądna. Bo niczego nam nie narzucał. Nadajemy na tych samych falach, dlatego układa nam się idealnie. Nie rozkazuje nam, jest obok nas, nie nad nami. Nie postawił nawet warunków, oprócz jednego — dalej się rozwijać — mówi Popowicz.

Alexander Samwers, wraz z braćmi współwłaściciel niemieckiego funduszu venture capital European Founders, to wizjoner internetu. Dotąd zainwestował w ponad 100 firm internetowych. Popowicz nie chciał nam zdradzić, ile Samwers zaproponował za 20 proc. udziałów w portalu. Nieoficjalnie wiadomo, że portal wyceniano wówczas na jakieś 15 mln zł.

— Większość kasy poszło na serwery, biuro na Biskupinie i zatrudnienie kilku pracowników — wyjaśnia Popowicz.

I zaczęło się robić poważnie. Życie się zmieniło?

— Mamy masę pieczątek — śmieje się Popowicz, wskazując na biurko.

Pieniądze nie przewróciły w głowie?

— Pensje mamy normalne. Bez fajerwerków. Poniżej 10 tys. zł — mówi prezes Popowicz. Chyba jeden z najmłodszych w Polsce. Teraz kończy studia.

— Tak mnie wciąga ta robota, że nie mam kiedy robić zadań domowych i ćwiczeń — żartuje.

Profesorzy przymykają oko?

— Z tym bywa różnie, ale zaliczenie będzie. Chyba — mówi Popowicz.

Już wie, o czym napisze magisterkę. Oczywiście o Naszej-klasie.

Rzut oka na firmę. Naszą-klasę tworzy w sumie 25 osób. W biurze pracuje dziesięć: 6-7 programistów siedzi w pokoju obok. To mózgi. Paweł Olchawa, Michał Bartoszkiewicz — jedni z najlepszych programistów na świecie. W biurze zarządu on — prezes, Arek — wiceprezes i Asia — coś jak rzecznik prasowy. Reszta pracuje zdalnie, dział obsługi użytkowników i administratorzy na serwerach w Poznaniu i we Frankfurcie.

Siedzimy nad kubkami z wodą i rozmawiamy o internetowym biznesie, snowboardzie i filmie. O „Człowieku z blizną”, Popowicz wie wszystko, zna niemal każdą sekundę filmu.

Pytam, o czym będziemy rozmawiać za dwa lata?

— Na pewno nie o Naszej- -klasie. Pomysłów mam wiele. Zrobię coś mniejszego i na pewno nie serwis społecznościowy — zapowiada Popowicz. Nagle siedząca obok Joanna przerywa: Maciek, a ty nie miałeś dzisiaj iść na zajęcia? Maciek znika w przedpokoju. — Temperamentny jest i uparty, czasami. Gdy trzeba, potrafi szybko podjąć ważną decyzję — mówi o szefie Joanna. Pieniądze go zmieniły? — Gdzie tam, to wciąż ten sam Maciek — dodaje z uśmiechem.

23 Kaczyńskich

W Naszej-klasie wiele jest żywiołu. Wystarczy poszperać, a znajdzie się: 17 Jarosławów Kaczyńskich i 6 Lechów. Donald Tusk ma 12 profili, Zbigniew Ziobro — 9. Jest trzech Aleksandrów Kwaśniewskich, dwóch Lechów Wałęsów i Edgarów Gosiewskich. Ale rekordy bije Roman Giertych — 40. Oprócz profili polityków zdarzają się znani biznesmeni: jest trzech Janów Kulczyków, był Roman Karkosik i Zbigniew Jakubas.

Jednym to przeszkadza, innym nie.

— Andrzej Lepper stwierdził, że skoro dla młodzieży to jest frajda, to jemu fałszywe profile nie przeszkadzają i nie prosił nas, żeby je usunąć. Za to prawdziwy profil mają bracia Golcowie — zapewnia Joanna.

— Jak ktoś chce, to mu fałszywe konto usuniemy, ale musi się do nas zgłosić. Kiedyś robiliśmy to automatycznie, ale po usunięciu konta znanemu polskiemu koszykarzowi dostaliśmy od niego reprymendę. Okazało się, że było prawdziwe. Dlatego nie ingerujemy w to, co ludzie zamieszczają. Poza tym, nie chcemy naruszać prawa — wyjaśnia Popowicz, który sam występuje w swoim portalu nie pod nazwiskiem, lecz pod ksywką znaną tylko znajomym.

— Za dużo „znajomych” się doklejało — tłumaczy prezes.

Drugie Gadu-Gadu

Początki Naszej-klasy są niemal wierną kopią historii komunikatora Gadu-Gadu stworzonego przez Łukasza Foltyna. Pomysł — nienowy, wykonanie — bez fajerwerków, działanie — zawodne.

Popowicz oburza się, gdy to słyszy. Tłumaczy: diabeł tkwi w szczegółach. Tylko w Naszej-klasie są wirtualne klasy, gdzie jest jedna klasa i wszyscy się znają. Czegoś takiego nie ma ponoć w żadnym innym podobnym portalu na świecie. Albo możliwość importowania kontaktów z Gadu-Gadu czy Skype’a.

Ale wolno chodzi. W konkursie na najgorszą stronę w polskim internecie serwis Nasza-klasa zwyciężył w kategorii „najgorsza wydajność”.

— Wolno chodził. Ale wkurza mnie takie gadanie, że chłopaki mogły to wcześniej przewidzieć i postawić porządne serwery. Wiedzieliśmy, że tak może być, ale wtedy mieliśmy pieniądze raptem na kilka komputerów, a nie kilka milionów na 160 serwerów. Żaden inwestor nie da kasy na coś, co działa tylko na papierze. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć — przekonuje Popowicz.

Podobieństw do Gadu-Gadu jest wiele. Jest jedna różnica — emocje. Wokół Naszej-klasy narosło ich sporo, zwłaszcza w ostatnich dniach, kiedy „Gazeta Wyborcza” sporo miejsca jej poświęciła.

„Wyborcza” w klasie

Przypomnijmy, 16 stycznia na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” pojawił się obszerny tekst, sugerujący, że dane osobowe użytkowników portalu nie są właściwie zabezpieczone i że zbytnia szczerość jego użytkowników może sprowadzić na nich kłopoty.

— Nie chce mi się komentować zachowania Agory. To był cios poniżej pasa. Wiele informacji było nieprawdziwych, przeinaczonych lub wyolbrzymionych — twierdzi Popowicz.

Czyżby? Po chwili Popowicz dodaje, że „Wyborcza” wielokrotnie przeinaczyła jego wypowiedzi.

— Powiedziałem dziennikarce, że dostajemy 4 tys. mejli dziennie, z czego większość to pochwały. Tymczasem, w tekście pojawiło się 4 tys., ale skarg. Czasem dostajemy skargi, kilka, w rodzaju, że ktoś komuś założył konto albo umieścił zdjęcie bez jego wiedzy i prosi o ich usunięcie — zaznacza Popowicz.

Z tekstu „Gazety Wyborczej” wynika, że GIODO otrzymuje wiele skarg na Naszą-klasę i że wciąż docierają następne.

— Dotychczas wpłynęły do nas trzy skargi na działalność portalu Nasza-klasa — twierdzi Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik GIODO.

A kontrola? Czy jest skutkiem skarg użytkowników Naszej-klasy? — To standardowa kontrola — dodaje Małgorzata Kałużyńska-Jasak. — Do kontroli sami się zgłosiliśmy, jak każda firma, która ma bazę danych — dodaje Joanna Gajewska.

Więc o co chodzi? Czym Nasza-klasa mogła podpaść koncernowi? Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, jakiś czas temu Agora była zainteresowana inwestycjami w portal, ale Popowicz wybrał fundusz Samwersa.

Dlaczego Agorze miałoby zależeć na inwestycji w Naszą-klasę? Odpowiedź leży w liczbach i w słupkach. Nasza-klasa rządzi w internecie, portal odwiedza wielokrotnie więcej osób niż portal Agory. Pod tym względem jest drugą najpopularniejszą stroną w Polsce, tuż za Google.pl. Niedawno zdystansowała nawet Onet. Tymczasem portal „Gazety” jest dopiero na 17. miejscu. Zapytaliśmy Agorę, czy rzeczywiście interesowała się portalem. Otrzymaliśmy dwuznaczną odpowiedź.

— Zgodnie z naszą polityką informacyjną, przekazujemy informacje o przedsięwzięciach, które wdrażamy do realizacji — powiedziała nam Ula Strych, rzecznik prasowy Agory. Co więc miała na celu publikacja „Gazety Wyborczej”? — Wygląda to na klasyczny przykład kampanii czarnego PR typu FUD. Strategia ta polega na podawaniu negatywnych informacji na temat nowych na rynku i relatywnie mniej znanych produktów, tak by zasiać wśród ich użytkowników wątpliwości i strach przed ich użyciem — zauważa Marcin Jagodziński.

Jego zdaniem, służą temu: straszenie kontrolą GIODO, bez wzmianki o tym, jakie są właściwie przepisy prawne o ochronie danych osobowych, sugerowanie, że kontrolowany przez GIODO jest już właściwie automatycznie przestępcą. „Gazeta” wśród 6 mln użytkowników znajduje kogoś, kto zrobił wyjątkowo niesmaczny dowcip i eksponuje dwukrotnie, ze zdjęciem, żeby nie było wątpliwości. Pojawia się dyżurny temat: pedofilia. Do tego: przestępcy grożący prawnikom, komornicy, źli bankierzy, detektywi, namolni marketingowcy. Przekaz jest prosty: dzięki Naszej-klasie pobiją cię, zgwałcą dziecko, wyciągną kasę, namawiając na zakupy, resztę zabierze komornik lub ktoś, kto cię zaszantażuje, a bank oczywiście odmówi kredytu — twierdzi Jagodziński.

Jednak nie wiąże takiej wymowy tekstu z konkurencją między Agorą i Naszą-klasą. Raczej widzi jego związek z niskimi kompetencjami dziennikarzy. Bez względu na intencje przyświecające „Gazecie Wyborczej” jedno jest pewne — zainteresowanie portalem nie zmalało ani na jotę. Świadczą o tym statystyki odwiedzin, które w dniu publikacji kontrowersyjnego tekstu nawet nie drgnęły.

— Dzień wcześniej mieliśmy 3,5 mln odwiedzin, tyle samo w dniu publikacji i dzień po niej. Nic się nie zmieniło. Ludzie mają swój rozum — uważa Popowicz, zerkając na dane.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane