George W. Bush przedstawił sięgający 2,4 bln USD budżet na 2005 r. Chociaż to rok wyborów, przewidywane są cięcia. Zdaniem wielu — nierealne.
Wczoraj prezydent USA zaproponował budżet na rok finansowy 2005 wartości 2,4 bln USD (9,2 bln zł). W obliczu rekordowego deficytu, który grozi największej gospodarce świata — 521 mld USD, zaproponował cięcia w 60 programach rządowych. Budżet będzie hojny w wydatkach na bezpieczeństwo kraju i obronność, które wzrosną niemal o 10 proc. Poza tymi obszarami wydatki nie wzrosną o więcej niż o 0,5 proc. Najwięcej stracą ochrona środowiska, rolnictwo i energetyka.
George W. Bush ma nadzieję, że obietnica obcięcia deficytu do 364 mld USD (1,4 bln zł) w 2005 r. i do 237 mld USD (910,1 mld zł) do 2009 r. pomoże mu przed listopadowymi wyborami. Ale istnieją obawy, że prezydent pominie w budżecie na 2005 r. wydatki na utrzymanie armii w Iraku, szacowane na 40 mld USD, oraz na system podatkowy (wprowadzone obniżki mają w ciągu 10 lat kosztować 1,7 bln USD).
Planowane obniżki deficytu krytykują nie tylko polityczni przeciwnicy, ale też sprzymierzeńcy z partii republikańskiej. Przewidują oni, że proponowane przez prezydenta cięcia zmniejszą deficyt tylko o 3 mld USD. W budżecie George’a W. Busha po stronie wydatków znajdzie się też 530 mld USD (2 bln zł), które w ciągu 10 lat rząd wyda na system refundacji leków dla starszych obywateli. Gdy administracja przedstawiała tę sprawę w Kongresie, koszty miały nie przekroczyć 400 mld USD.