Made in England, ale polskimi rękami i na bazie polskiego know-how. W trzech szwalniach Goral & Sons znajdujących się w Sheffield powstają cholewki na zlecenie największych brytyjskich marek obuwniczych. Ta, którą firma może wymienić, to Dr Martens. Właśnie rusza z rozbudową drugiej biznesowej nogi — butów pod własną marką, które już sprzedaje poprzez e-sklep, a chce dotrzeć do najważniejszych domów towarowych w Wielkiej Brytanii, Japonii czy USA.

Rodzinna tradycja
Nad rozwojem biznesu obuwniczego pracuje już trzecie pokolenie rodziny Goral, a właściwie Góral. Z Wadowic, w których w 1936 r. zakład obuwniczy założył senior rodu, drugie pokolenie wyprowadziło się w 2005 r.
— Nie widziałem szans na przebicie się z takim biznesem w Polsce. Wybór padł na Wielką Brytanię, ale przez kilka pierwszych lat robiłem wiele innych rzeczy i poznawałem rynek. Buty to była raczej produkcja „garażowa”, a Goral & Sons ruszyło w 2011 r. Zaczynaliśmy od szycia cholewek i docierania do odbiorców, czyli obuwniczych marek, poprzez agenta. Później sami zaczęliśmy wysyłać próbki do różnych firm, część z nich oddzwoniła, spotkaliśmy się i doszliśmy do porozumienia. Obecnie tygodniowo z naszych szwalni wyjeżdża 2 tys. cholewek i 800 par naszych butów — mówi Bogdan Góral, szef Goral & Sons.
Zarządzana przez niego firma wyspecjalizowała się w obuwiu sportowym.
— Długo zajęło nam, by wejść na ten rynek — wbrew pozorom jest on bardzo mały, a wszyscy się tu znają od lat. Jako obcokrajowcy musieliśmy po pierwsze znaleźć niszę, a po drugie przekonać, że potrafimy zrobić coś, czego nie potrafią inni tutejsi producenci — my mamy technologię produkcji polegającą na lepieniu butów obszywanych górą, opartą w dużej mierze na pracy ręcznej. Udowodniliśmy, że jesteśmy fachowcami, dziś jesteśmy zrzeszeni w tradycyjnych brytyjskich organizacjach branżowych jak inni producenci — tłumaczy Bogdan Góral.
John Saunders, szef British Foodwear Association, w portalu modowym Drapersonline skomentował sukces Goral & Sons krótko: to po prostu dobrzy szewcy, na tym opiera się rozwój ich firmy.
Polskie made in England
Goral & Sons zatrudnia ponad 50 osób. Najbardziej doświadczeni to Polacy, ściągnięci tu ze względu na konkretne umiejętności. Trzy szwalnie to dopiero początek.
— Będziemy poszerzać ofertę o kolejne rodzaje butów i mocniej rozwijać produkcję butów pod własną marką — na razie wypuściliśmy pierwszą własną kolekcję sneakersów, wkrótce pojawi się druga. Z obecnymi zleceniodawcami porozumieliśmy się tak, żeby bezpośrednio z nimi nie konkurować — celujemy w półkę premium i rynki amerykański, japoński oraz chiński. Na tym ostatnim mamy już przedstawiciela i dostajemy zapytania od kolejnych firm. Bo „made in England” to poszukiwane dziś oznaczenie produktu, a że tworzą to Polacy, cóż... jestem dumny i z mojego produktu, i z mojego pochodzenia — podsumowuje Bogdan Góral.
OKIEM BRANŻY
Wyszukana rzemieślnicza produkcja
MARIUSZ BABRAL, wiceprezes Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego
Na południu Polski od dziesięcioleci rozwijały się tradycje rzemieślnicze, i to stąd wywodzi się wiele znanych dziś marek: Ryłko, Wojas, Badura, Conhpol i wiele innych. To firmy, które z malutkich zakładów szewskich w sprzyjającym okresie rozwoju prywatnej działalności stworzyły wielkie fabryki. Nie należy się więc dziwić, że Brytyjczycy doceniają polskie know-how i specjalistów z tej branży. Sytuacja ekonomiczno-rynkowa w sektorze obuwniczym w całej Europie jest trudna — od długiego czasu pozostaje pod presją dalekowschodniej produkcji, ale jednocześnie mocno trzymają się tu firmy, które produkują obuwie wysokiej jakości, z drogich surowców, bazują na mocno wyspecjalizowanych umiejętnościach szwaczy, czyli po prostu postawiły na wyszukaną rzemieślniczą produkcję. Przed mniejszymi, które nie mają własnej sieci sklepów i brakuje im siły, by wejść do sieci handlowych, stoi szansa w postaci e-handlu — to tu coraz mocniej przebijają się firmy, które zrezygnowały z głównego nurtu i konkurencji z największymi stawiając na niszę.