
Od kilku lat trwa w Polsce festiwal kamperów. Sprzedaż nowych i używanych bije rekordy. W 2018 r. zarejestrowano 518 nowych aut mieszkalnych (co i tak było wynikiem o 50 proc. lepszym niż w roku poprzednim). W 2019 r. liczba rejestracji wynosiła już 724 (+40 proc. r/r). Rosnące zainteresowanie wakacjami na kółkach rozpędziła pandemia, bo w 2020 r. przybyło już 1040 aut (+43,6 proc. r/r). 2021 r. przyniósł kolejny rekord. Rynek wzbogacił się o 2191 nowych aut mieszkalnych (+110,7 proc. r/r). Po pierwszym kwartale tego roku tendencja wzrostowa została utrzymana, choć impet wyraźnie osłabł. Między styczniem i końcem marca 2022 r. zarejestrowano 432 nowe kampery, czyli o 4,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Po drugim kwartale kampery co prawda straciły rozpęd (w pierwszej połowie 2022 r. zarejestrowano tylko 1041 nowych aut mieszkalnych, czyli o 22,7 proc. – 306 aut – mniej niż rok wcześniej, ale nie z winy słabnącego zainteresowania, tylko niskiej podaży wynikającej z słabej sytuacji na całym rynku motoryzacyjnym).
– Fabryki redukują duże zamówienia składane przez dilerów, co powoduje niedobory podaży. U niektórych producentów zdarzają się przypadki ograniczania zamówień nawet o 60-70 proc. To powód spadku rejestracji nowych kamperów – mówi Sebastian Klauz, wiceprezes Polskiej Grupy Caravaningowej, wydawcy czasopisma „Polski Caravaning”.
Zainteresowanie wakacjami spędzonymi w samochodzie jednak nie słabnie.
Piotr Ignaciuk z platformy Campiri – łączącej właścicieli kamperów z chętnymi na ich wynajem – informuje, że czerwcu tego roku platforma odnotowała o 40 proc. więcej zapytań w porównaniu do maja.
– Zainteresowanie wynajmem kamperów rośnie. Dlatego jeśli planujemy urlop w wynajętym aucie mieszkalnym, dobrze zaplanować to z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem – radzi Piotr Ignaciuk.
Może nie są to powalające liczby, ale przyznacie, że wzrost zainteresowania samochodami z łóżkiem i kuchenką ma coś z owczego pędu. Przynajmniej tak mi się wydaje. Dałem się więc porwać. Po raz kolejny i nieco inaczej, choć nadal z Volkswagenem.
Wujek dobra rada

Oczywiście nie kupiłem auta kempingowego (i raczej nigdy tego nie uczynię). Wypróbowałem. Tylko po to, by przekazać tym z was, którzy nigdy kamperowania nie doświadczyli, kilka spostrzeżeń kempingowego nowicjusza (no dobra, nie tylko po to – miałem frajdę). Wybór padł na… złoty środek. Volkswagen ma bogatą ofertę aut z łóżkiem. Począwszy od rozmiaru S, czyli bazującego na kombivanie Caddy modelu Caddy California, przez rozmiar M/L, czyli zbudowanej na Transporterze Californii 6.1, po oversize, czyli pełnoprawny dom z toaletą, prysznicem, wielkim łóżkiem i kuchnią osadzony na podwoziu wielkiego VW Craftera – czyli Grand California. Każdy z nich ma wady i zalety, ale środkowy wariant wydaje się złotym środkiem między wygodą podróżowania a wygodą mieszkania. Zatem California 6.1.
Nie jestem zupełnym kamperowym nowicjuszem. Trzy lata temu spędziłem kilka nocy w poprzedniej generacji średniej Californii, a dwa lata temu w Grand Californii. Złapałem bakcyla. Ale nie zaraziłem się na dobre. Coś na zasadzie fajnie, ale niekoniecznie dla mnie. Teraz było lepiej. Bo nie popełniłem tylu błędów co poprzednio. Więc jeśli człowiek z trzykrotnym kamperowym doświadczeniem może cokolwiek radzić, to służę.
Wszak lepiej uczyć się na moich niż swoich błędach. Rada pierwsza: zastanów się, czy lubisz ludzi. Ja rzecz jasna ich szanuję, lecz unikam zatłoczonych miejsc, jak Krupówki w sylwestra czy plaża we Władysławowie w lipcu. To, co się dzieje na kempingach, trochę przypomina nadmorski parawaning. Dla mnie nie do przyjęcia nawet na jedną noc – to doświadczenie wyniosłem z pierwszej przygody z Californią na polskim kempingu. Prowadzony tą lekcją pomyślałem: Ale zaraz! Mam na pokładzie wyposażoną kuchnię, lodówkę, a w niej zapas wina. Mam prowiant, naładowany akumulator (podtrzyma działanie lodówki co najmniej dwie doby). Mam czystą wodę (około 40 l), gdzie umyć zęby, a jeśli pogoda pozwoli, to i siebie całego (California 6.1 ma zewnętrzny prysznic bez podgrzania wody). Jeśli pogody nie będzie, to choć brudny pójdę spać, nie zmarznę – bo mam ogrzewanie. Są meble turystyczne, naczynia, wygodne łóżko. Innymi słowy, mam dom i nie zawaham się go użyć.
Kierunek: dzicz. To legalne? I tak, i nie. Mitem jest twierdzenie, że kamperem można się zatrzymać w dowolnym miejscu. Ograniczeń jest sporo. Począwszy od terenowych możliwości auta, skończywszy na poszanowaniu własności prywatnej i prawa. Znak D-18 pozwala zatrzymać się kamperem np. na parkingu w środku Biebrzańskiego Parku Narodowego. Zatrzymać nie oznacza jednak kamperować (tu przyda się lektura ustawy o lasach). Innymi słowy, w lesie nie wolno. Obszedłem to prawo, uzyskując zgodę właściciela ogromnej, pustej działki na skraju lasu i nad brzegiem jeziora. To było to! Dom, przed nim ognisko, dokoła nikogo, widok na jezioro i te gwiazd nocą! Zapasy jedzenia, zimnego wina – normalnie zabawa w dom. Miłość do kamperów rosła. Gdy już osiągnęła zenit, zaczęła topnieć. Wprost proporcjonalnie do ubywającej wody w zbiorniku, rozładowanego akumulatora i rosnącej temperatury białego wina. Ani chybi moja łąkowa idylla dobiegała końca po niespełna dwóch dobach. Słabiutko jak na urlop. Przez kolejny rok męczyło mnie przekonanie, że coś robię źle. I robiłem.
Lifehack

W tym roku użyłem średniej Californii w jeszcze inny sposób, ale zanim to zrobiłem, udałem się na szkolenie. Do doświadczonego karawaningowca, co to na niejednym kempingu śledzie wbijał. Sprzedał mi kilka lifehacków – jak się okazało, kluczowych. Po pierwsze, pakowanie. Błędem jest pakowanie się w torby lub – co gorsza – w walizki. Ubrania i potrzebne szpargały należy od razu poukładać w szafkach i schowkach kamperowej zabudowy. Codzienne grzebanie w walizce w poszukiwaniu majtek nie jest komfortowe, a sama walizka ogranicza i tak niewielką przestrzeń życiową karawaningowca. Po drugie, zabierz to, o czym byś nie pomyślał, jadąc do hotelu. Przyda się dodatkowy przedłużacz (najlepiej z kilkoma przejściówkami), gumowy wąż, szczotka i śmietniczka, worki na śmieci, że o siekierze, młotku i latarce nie wspomnę. Trzecia rzecz – zasady. A w zasadzie jedna. Buty zostają na zewnątrz!
To istotne. Poprzednio więcej czasu spędzałem na sprzątaniu niż odpoczywaniu. Trzymanie butów z dala od kampera znacznie redukuje liczbę godzin w towarzystwie szczotki. To istotne, bo w kamperze – zwłaszcza Californii 6.1 – porządek trzeba utrzymywać na bieżąco. Nie ma miejsca na brudne naczynia, to po pierwsze. Po wtóre, naniesiony do wnętrza piach z lubością wciska się w prowadnice tylnej kanapy. Z tego powodu warto zabrać gumową matę, z której urządzisz sobie podłogę przed wejściem do auta. Kolejny lifehack to… przeczytanie instrukcji. Warto wiedzieć, jak działa instalacja elektryczna auta, gdzie zakręca się gaz i jak zabezpiecza mieszkalną zabudowę na czas podróży. To nie tylko kwestia komfortu i bezpieczeństwa, lecz także pieniędzy. Na delikwentów, którzy zapomnieli zakręcić gaz na czas jazdy, czekają mandaty… np. w Austrii.
To prowadzi do kolejnej – już ostatniej – rady. Przepisy. Warto się z nimi zapoznać – wiadomo, nieznajomość prawa szkodzi. I jeszcze jedna wskazówka. Dla tych, którzy podobnie jak ja jadą kamperem wyposażonym w markizę. W deszczowe dni należy rozkładać ją… krzywo. Tak! Jedna nóżka wyżej niż druga. To skutecznie pomaga w odprowadzaniu wody. Jestem gotowy. W drogę. Cel Chorwacja. Kemping. Ale luksusowy.
Dzicz i tłumy

Wniosek nr 1. Nadal nie lubię tłoku. Ale chorwacki kemping Ježevac Premium Camping w okolicy miasta Krk skutecznie maskuje to, że jest przepełniony. Duże parcele wygrodzone wysokimi żywopłotami zapewniają wystarczającą intymność. Na każdej z nich źródło prądu (wino zawsze zimne) i czystej wody. Zewnętrznego prysznica można używać do woli. Nieopodal łazienki, pralnie, restauracje, sklepy, plaża. Słowem, wakacje! Przez kilka dni spędzonych na wyspie nie zdążyłem znaleźć powodu, dla którego mieszkanie w Californii w takim entourage’u nie ma sensu. Inna sprawa, że w Chorwacji odpada opcja na dziko – jest nielegalna.
Kempingowe życie znudziło mi się po kilku dniach. Dopadło mnie przekonanie, że skoro mam dom na kołach, to wypada ich użyć. Druga część podróży to wycieczka po winnicach Austrii. Dużo jeżdżenia, mało spania. Ale i tak było cudownie i… za darmo. Właściciele winnic często pozwolą przespać się na ich posesji – trzeba jednak wcześniej zadzwonić i zapytać. Miks kempingu i spania na dziko. Do tego California 6.1 nadaje się wyśmienicie. Dodatkowym plusem są niewielkie rozmiary tego auta, co z jednej strony pozwala wjechać tam, gdzie większym kamperem nie dasz rady, z drugiej (jeśli komuś nie przeszkadza kuchnia na plecach), używać tego auta na co dzień. Mimo pozytywnych doświadczeń i miło spędzonego czasu oraz tego, że już teraz liczę na podobną przygodę za rok, karawaningowcem na dłuższą metę raczej nie zostanę. Polubiłem ten sposób spędzania czasu, ale… na razie mnie nie stać.
Pean z cennikami








Karawaning nie jest tańszą alternatywą wakacji. Jest alternatywą. Cały czas jest to jednak pomysł dla spontanicznych, ale nienarzekających na brak gotówki wielbicieli tłumu i pustkowia jednocześnie. Trochę schizofreniczne podejście, ale tak właśnie jest. Ile to kosztuje? Najbardziej wypasiona California 6.1 z pełną zabudową mieszkalną to wydatek ponad 260 tys. zł… plus VAT. I choć znalazłbym uzasadnienie, by kupić to auto i używać jako jedyne w rodzinie (bo się da), to postawmy na wynajem. Doba to obecnie nie mniej niż 500 zł, 10 dni równa się 5 tys. zł. Warszawę dzieli od kempingu nieopodal Krku około 1200 km. Mimo że załadowana California naprawdę niewiele pali (średnia z trasy to 7,1 l na 100 km), i tak na paliwo przeznaczę (zakładając średnią cenę 7 zł za litr) około 600 zł (w jedną stronę). Kemping? W czerwcu doba na parceli kosztowała 50 EUR za auto i jedną osobę. Tydzień kosztował więc ponad 1,6 tys. zł. Do tego opłaty za autostrady/winiety sprawiają, że wycieczka tam i z powrotem kosztuje około 8 tys. zł. Nie liczę jedzenia i wina w lodówce. Na szczęście sprzątanie jest za darmo.
Drogo? To oczywiście rzecz względna – dla mnie tak. Tym bardziej że California 6.1 jest jednym z najtańszych nowych kamperów. A wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czy mimo to warto spróbować karawaningu w Californii 6.1? Jak najbardziej. Ważne, by do swojego pierwszego razu odpowiednio się przygotować. Tylko w ten sposób wykorzystasz relaksacyjny potencjał tego auta. A ten jest ogromny.

