Byczy sygnał na franku (WYKRES DNIA)

W zeszłym tygodniu kryzys strefy euro przypomniał szwajcarskiemu bankowi centralnemu o swoim istnieniu. Inwestorzy zaczęli skupować oferującego bezpieczeństwo franka, chwilowo sprowadzając notowania euro poniżej pułapu 1,20 CHF.

Właśnie na tym poziomie siedem miesięcy temu bank Szwajcarii ustalił minimalny parytet wymiany. Tym samym przywiązał kurs waluty jednej z najprężniejszych obecnie gospodarek rozwiniętych na świecie (czyli Szwajcarii) do kursu waluty regionu będącego zarzewiem ostatniej fali kryzysu (strefy euro). Paradoks? A jednak.

We wrześniu bank zadeklarował, że będzie drukował franka bez ograniczeń tak długo, jak będzie trzeba. Oświadczył też otwarcie, że w nieograniczonych ilościach i po stałym kursie skupi euro. Walutę, która w ostatnich miesiącach parzyła inwestorów jak gorący kartofel. Nie tylko ich.

Jeszcze rok temu banki centralne kluczowych krajów rozwijających się chciały przerzucić część swoich rezerw z aktywów dolarowych denominowane w euro. Dziś nikt już o tym nie mówi. Powód to pogłębiający się kryzys na południu Europy. Groźba załamania zmusiła EBC do druku pieniądza. A to w średnim terminie zła wiadomość dla posiadaczy gotówki.

Pod względem wielkości skupowanych aktywów EBC już teraz wyszedł na prowadzenie wśród głównych banków centralnych. Daleko w tyle zostawił nawet Fed. Instytucja, której przewodzi ochrzczony kiedyś przez inwestorów pseudonimem „Ben Drukarka” Ben Bernanke, już od prawie roku drukuje tyle, co kot napłakał. Teraz zawiesza plany trzeciej rundy skupu aktywów. Pałeczkę najbardziej psutej waluty przejmuje więc euro.

Co to oznacza dla banku Szwajcarii, której gospodarka ma się o niebo lepiej od gospodarki strefy euro? Stoi przed wyborem: albo puści swoją prasę drukarską w ruch wzorem kolegów z Frankfurtu (to może oznaczać wzrost inflacji i straty księgowe, gdyby ostatecznie bank musiał skapitulować) albo zrezygnuje z parytetu. Rynek postanowił powiedzieć Szwajcarom: „sprawdzam”.

Bynajmniej w przypadkowym momencie. Eforia na rynkach spowodowana zastrzykiem płynności zwanym LTRO właśnie dobiega końca. Skoro inwestorzy już uwzględnili w cenach większą płynność w światowym systemie finansowym, to teraz przyszedł czas na powrót do fundamentów.

I do wcześniejszych tendencji na rynkach. Na rynku euro – frank taką tendencją jest ciągła presja na umocnienie się szwajcarskiej waluty. Dzieje się tak, od kiedy pod koniec 2007 r. skończyła się napędzana kredytami prosperity na południu Europy. W kryzysie bardziej od wzrostu na kredyt przyciąga szwajcarska stabilność i zasobność w kapitał.

Właśnie teraz kurs walutowej pary znalazł się na linii opisującej od ponad dwóch lat umocnienie franka względem euro. Kupujący franki chcą postawić na swoim. A tym byłaby nowa fala umocnienia franka. Szwajcarski bank znalazł się więc między młotem a kowadłem. Albo ulegnie i jeszcze bardziej podkopie swoją wiarygodność, albo narazi się na wszystkie konsekwencje, jakie za sobą pociąga walka z rynkiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Byczy sygnał na franku (WYKRES DNIA)