Cały naród buduje swoje klitki

Weronika A. Kosmala
13-03-2017, 22:00

Mieszkania mające kilkanaście mkw. nazywa się mikroapartamentami — pomysł jeszcze z PRL, a popyt chyba nawet wyższy niż wtedy.

Budownictwa z wielkiej płyty oczywiście nie można bezpośrednio zestawiać ze współczesnymi apartamentowcami, również dlatego, że dzisiejsze małe mieszkania bywają jeszcze mniejsze niż w tamtych czasach. W zależności od standardu całego projektu przestrzeń nawet poniżej 20 mkw. może się okazać rzeczywiściekosztowna i nie wynika to wyłącznie z tego, że statystycznie mkw. małego i tak wychodzi drożej niż dużego.

O ile blok jest dobrze zlokalizowany, ciasnota mieszkania podnosi jego inwestycyjny potencjał zarówno w starym osiedlu, jak i świeżo wybudowanym apartamentowcu. Z małych metraży zasłynęło już kilka nowych realizacji, m.in. we Wrocławiu i Warszawie, z lokalami bez ciemnych kuchni i niewygodnych korytarzy, głównie pod wynajem.

Wady założeń z minionego systemu zdecydowanie nie muszą jednak przeszkadzać inwestorowi, szczególnie takiemuchcącemu ograniczyć wydatki. Mikroapartamenty od deweloperów kosztują więcej, ale nie wymagają remontów, a osiedla z PRL często się z tym kojarzą — niekoniecznie słusznie, wynika z analiz Emmersona.

Przykładowe trzypokojowe mieszkanie o powierzchni 55 mkw. z katowickiego Osiedla Tysiąclecia może po remoncie kosztować około 215 tys. zł, podaje Otodom. Im więcej pomieszczeń, tym lepiej dla wynajmującego, ale jeśli lokal w słynnych „kukurydzach” nie byłby wystarczająco mały do porównania z mikroapartamentem, za niecałe 100 tys. zł więcej da się kupić 28-metrową luksusowo wyposażoną kawalerkę na warszawskim Ursynowie.

Gdyby natomiast dodane 100 tys. zł stanowiło barierę, da się postawić na inną dzielnicę, bo takie ceny pojawiają się za podobne metraże na Pradze Południe. Poniżej 300 tys. zł wypada również w tym zestawieniu Nowa Huta — pod względem reputacji dzielnic krakowski odpowiednik stołecznej Pragi Północ. Obojętnie jednak, czy mowa o drugiej stronie Wisły w Warszawie, czy o dzielnicy graniczącej z krakowskim Śródmieściem, nie chodzi o obrzeża.

Szukanie jak najmniejszego mieszkania na wynajem w bloku zupełniepoza miastem mogłoby być mniej zrozumiałe — na przedmieściach lepiej się rozejrzeć za całym budynkiem, ale w mikroskali. O popycie najemców może decydować przecież i rozmiar samego lokalu, i bloku, przy czym w drugim przypadku transakcje pokazują, że cena rośnie odwrotnie proporcjonalnie do metrażu.

W tzw. plombach w centrach dużych miast wyjdzie znacznie drożej niż na obrzeżach, gdzie mniejsze projekty realizowane są przez drobniejszych deweloperów. Razem kameralne budynki stanowią około 8 proc. oferty, wynika z obliczeń Emmersona, przy czym takich, w których jest mniej niż 20 mieszkań, naliczono tylko 2 proc.

W drugim wariancie za nowe, ponad 50-metrowe mieszkanie na Pradze Południe zapłacić trzeba około 435 tys. zł — przy czym stawki za miejsce parkingowe, komórkę gospodarczą czy boks na rower wynoszą od 10,6 tys. zł do 40 tys. zł. Żeby więc spośród wszystkich mniejszych budynków znaleźć te, w którym najemcy zapłacą najwięcej, trzeba szukać po nazwie — pożądane są człony „apartamenty”, a jeszcze bardziej „residence”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu