Chociaż czasu coraz mniej, większość producentów działających na naszym rynku nie spieszy się z dostosowaniem do przepisów wspólnoty.
Od 1 maja 2004 r. każdy nowo wprowadzany do obrotu produkt musi mieć oznakowanie CE, które od wielu lat stosują unijni wytwórcy i polscy eksporterzy. Ujednolica ono normy w dziedzinie bezpieczeństwa wyrobów przemysłowych. Zastępuje przy tym stosowany u nas znak bezpieczeństwa „B”. Wszystkie przepisy i wymagania co do produktu zawarte są w tzw. dyrektywach nowego podejścia.
Bez taryfy ulgowej
Za niespełnienie wymagań dyrektyw i brak oznakowania CE unijny wytwórca ponosi konsekwencje.
— Producenci często naiwnie myślą, że to ich nie będzie dotyczyło, bo przecież produkują na małą skalę, na lokalny rynek. Niektórzy liczą też na to, że na wprowadzenie CE będzie obowiązywał jakiś okres ochronny, przejściowy. Tymczasem w dniu naszej akcesji zaczynają obowiązywać wszystkie przepisy dotyczące tego oznakowania — podkreśla Mirosław Lewiński, dyrektor Departamentu Polityki Przemysłowej Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej.
Nieumieszczenie CE, mimo że nakazują tak dyrektywy dotyczące danego wyrobu, jest jednoznaczne z niedopuszczeniem danego produktu do legalnego obrotu na rynku UE. A przecież, jak przekonuje Mirosław Lewiński, w większości przypadków producent może w dość prosty sposób sam ocenić zgodność z określonymi przepisami i nanieść oznakowanie. Procedury z tym związane są dokładnie opisane, także wymagania stawiane przez dyrektywy są precyzyjne. Po spełnieniu tych wymagań, producent sporządza pisemną deklarację zgodności, w której zaświadcza o tym, że wyrób spełnia wymogi UE.
— Producent sam musi zauważyć i wyeliminować ewentualne rozbieżności między właściwościami wyrobu a przepisami — wyjaśnia Mirosław Lewiński.
Tylko za granicą
Jednak w przypadku niektórych produktów, przy których w grę wchodzi wyjątkowo wysoki czynnik ryzyka, np. urządzeń ciśnieniowych czy dźwigów (wind), potrzebny jest udział tzw. strony trzeciej.
— W tych przypadkach dyrektywy wskazują, że w ocenie zgodności mogą lub powinny wziąć udział upoważnione niezależne i kompetentne jednostki, tzw. jednostki notyfikowane — mówi Bogusław Piasecki, zastępca dyrektora Zespołu Certyfikacji i Współpracy Międzynarodowej w Urzędzie Dozoru Technicznego.
Jednostki notyfikowane to instytucje niezależne, z którymi producent zawiera umowę handlową. Dokonują one weryfikacji i uzupełnienia dokumentacji oraz potwierdzają bezpieczeństwo produktu.
Z powodu m.in. opóźnień legislacyjnych Polska nie ma uprawnień do powoływania jednostek notyfikowanych. Tak więc, w przeciwieństwie do producentów węgierskich i czeskich, polscy wytwórcy muszą obecnie korzystać z usług firm z krajów wspólnoty.
Współpraca z jednostkami z zagranicy nie zawsze układa się idealnie.
— Trzeba przesłać mnóstwo stron dokumentacji przetłumaczonych na odpowiedni język, a to dla wielu mniejszych firm może być istotną barierą — przekonuje Jerzy Białousz, prezes AB Micro, producenta urządzeń telemetrycznych.
Z chwilą wstąpienia Polski do UE, u nas także zaczną działać jednostki notyfikowane.
— Prawdopodobnie takie uprawnienia dostaną wszystkie 33 instytucje, które się do nas zgłosiły — uważa Mirosław Lewiński.