CELMA STARA SIĘ OBRONIĆ PRZED UPADKIEM

Witold Nieć
opublikowano: 1999-05-05 00:00

CELMA STARA SIĘ OBRONIĆ PRZED UPADKIEM

Na Śląsku Cieszyńskim w kilku firmach doszło do redukcji zatrudnienia

UCIEC OD BANKRUCTWA: Negocjacje z potencjalnymi inwestorami nie są łatwe, ale też widzimy, że pozyskanie inwestora to jedyna szansa dla firmy — tłumaczy Jerzy Karch, prezes zarządu Celmy.

fot. ARC

Goleszowska Celma znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Rozmowy z Enterprise Investors zakończyły się fiaskiem i polski producent elektronarzędzi musi redukować zatrudnienie. Podobno pojawili się nowi kandydaci, którzy chcieliby zostać inwestorami w spółce.

Na olbrzymim parkingu przed goleszowską Celmą można już zaparkować bez większych kłopotów. Dawno i chyba bezpowrotnie minęły czasy, gdy strażnicy zakładowi upychali auta. Klienci od dawna nie stoją też w kolejkach. Nawet firmowy sklep położony w atrakcyjnej części przygranicznego Cieszyna świeci pustkami. Ku upadkowi chyli się firma, której wyroby w czasach PRL i przełomu demokratycznego były prawdziwym rynkowym rarytasem. Kto jeszcze dzisiaj pamięta, że za wiertarkę z Goleszowa można było załatwić sporo spraw. Teraz coraz trudniej znaleźć na nią nabywców. Zmiany zarządów i redukcje zatrudnienia na razie nie przynoszą radykalnej poprawy. Co prawda nadal toczą się rozmowy, które mają wyjaśnić przyszłość firmy, ale do tej pory brakuje konkretnych decyzji. Na te zaś czeka kilkusetosobowa załoga, zagrożona blisko 30-proc. redukcją zatrudnienia.

Coraz mniej pracy

— Pracujemy tylko cztery dni w tygodniu, a i tak pracy nie ma dla wszystkich. Przychodząc do pracy w poniedziałek, może się zresztą okazać, że nawet tej pracy nie ma — opowiadają robotnicy.

Tymczasem, jak wynika z naszych informacji, sprzedaż Celmy praktycznie stoi w miejscu. Wpływy z tego, co udaje się zakładowi sprzedać, nie wystarczają nawet na pokrycie należności bieżących. Byli pracownicy nie chcą mówić o firmie. O zatrudnienie wcale nie jest łatwo, a w Celmie pracowali najczęściej całymi rodzinami. Nikt nikomu nie chce zaszkodzić. Część pracowników już dostała wypowiedzenia, inni „schronili się” na zwolnieniach lekarskich. Część sama poszukała sobie nowej pracy. Wielu jej nie zdobędzie. W ciągu ostatnich kilku tygodni redukcje zatrudnienia dotknęły kilka dużych zakładów na Śląsku Cieszyńskim.

— Myślę, że sytuacja ustabilizowała się i co złego miało się wydarzyć, jest już za nami. Oczywiście, że nie będzie łatwo, ale czy ktoś komuś to obiecywał? Ci, którzy zostali, powinni wykazać jeszcze trochę cierpliwości — podkreśla Jerzy Karch, prezes zarządu spółki.

Nie ma inwestora

Pierwszym sygnałem nadciągającej burzy było przerwanie na przełomie października i listopada rozmów z funduszem Enterprise Investors, który chciał zainwestować w zakład. Początkowo odłożono je na grudzień, potem na początek stycznia, lecz już przed świętami nikt nie wierzył w ich wznowienie. Według nieoficjalnych informacji, przyczyną takiego obrotu sprawy była z jednej strony wysoka cena, za jaką spółka matka chciała sprzedać zakład, z drugiej zaś, pakiet socjalny, jaki chciały wynegocjować związki zawodowe. Początkowo właściciel wyceniał zakład na 30 milionów złotych. Po dwóch miesiącach cena spadła do 12-13 mln złotych. W ostatniej fazie — jak dowiedzieliśmy od jednego z pracowników spółki — wiadomo już było, że Enterprise Investors nie zapłaci więcej niż 7-8 mln złotych. I to pod warunkiem, że wyłączony zostanie z firmy zakład w Cieszynie. Na to jednak zgody nie było.

— Zaprzepaszczono na długo szansę na rozwój Celmy. Scenariusz może być i taki, że kiedy Celma otrząśnie się z kryzysu, nie będzie już dla niej miejsca na rynku — podkreśla Jacek Bącal, były szef działu marketingu Celmy.

Redukcje były konieczne

— Już pod koniec ubiegłego roku wiadomo było, że nie obejdzie się bez zwolnień. Wszystko wskazywało jednoznacznie na konieczność ograniczenia kosztów i restrukturyzacji zatrudnienia — mówi Jacek Bącal.

Determinacji do ratowania firmy nie brakowało. Brakło jednak politycznej woli do przeprowadzenia koniecznych reform. Czekano z nimi zbyt długo. Dopiero przed świętami Bożego Narodzenia zapadła decyzja o zwolnieniu 300 osób. Podjęto również prace nad wydzieleniem i doprowadzeniem do sprzedaży zakładu w Cieszynie.

— Z naszych analiz wynika, że limit redukcji zatrudnienia to 30 proc. załogi. Przeglądamy wszystkie wydziały, szukając oszczędności. Śpieszymy się bardzo. Czas działa bowiem na naszą niekorzyść. W dziale marketingu podkreślają, że mimo intensywnych kampanii reklamowych zachodnich konkurentów Celma nadal jest rynkowym potentatem. Badania wykonane na zlecenie Celmy przez SMG/KRC pokazują, że w wielu typach elektronarzędzi spółka ma ponad 50-proc. udział w rynku.

— Siłą Celmy jest doskonale znana i kojarzona marka. Jednak inwestor może kupić firmę i produkować w niej lub nie. To jest jego wola i jego pieniądze. Myślę że sam znak handlowy „Celma” jest dla niego więcej warty niż hale i maszyny — zaznacza Jacek Bącal.

— Udział zakładu w rynku elektronarzędzi wynosi około 20 procent. Musimy zrobić wszystko, by nie spadał niżej. Ten udział będzie miał przełożenie na cenę, za jaką zechce kupić nas inwestor — dodaje Jerzy Karch.

Podobno wśród nowych potencjalnych inwestorów jest firma irlandzka i polska. To kolejna próba sprzedaży borykającego się z coraz poważniejszymi kłopotami jedynego polskiego producenta elektronarzędzi.

Wyniki Celmy

Kapitał akcyjny spółki Elektronarzędzia Celma wynosi 10 mln złotych, zaś kapitały własne przekraczają 27 mln złotych. W 1997 roku wartość sprzedaży wyniosła 58 mln złotych, zaś zysk netto ponad 160 tysięcy złotych. Ubiegły rok, jak wynika z nie zweryfikowanych danych spółki, zakończyła ona stratą blisko 3,4 mln złotych.